Było to 17 września w pogodny i ciepły poranek. Wypływamy poczciwą, starą pychówką na przykosę, gdzie dwa miesiące wcześniej wyholowałem pierwszego 85 cm suma na spinning, Mój przyjaciel i właściciel łodzi Jacek, kotwiczy łódź. To jest 702 km Wisły. Na lewej stronie rzeki widać panoramę Nieszawy oraz nowość w krajobrazie, tj. cztery nowoczesne wiatraki ekologicznej wiatrowej elektrowni. Prawy brzeg to istna dżungla dwumetrowych pokrzyw, olszyn, jeżyn oraz wikliny – siedliska bobra, którego wielokrotnie widujemy.

Po godzinie łowienia mam na haku rybę, która spina się po krótkim holu. Prawdopodobnie był to sandacz. Dalsze łowienie przynosi tylko masę różnego rodzaju fuzli osadzających się na lince. To efekty uboczne działającej wytwórni spirytusu, która zrzuca ścieki do naszej ukochanej Wisełki ukrytą sprytnie rurą. Na domiar złego nieopodal ląduje pokaźne stado kormoranów. Rozpoczyna się jatka. Ptaki w jakimś dziwnym amoku tłuką wszystko co znajdują w pobliżu dzioba. Wiadomo teraz gdzie stoją ryby, ale nic nie możemy w tym momencie zrobić aby je uchronić. Wiem to, ponieważ mój kolega Józef niejednokrotnie próbował przerywać taką masakrę strzelając ze straszaka. Bez skutku. Po pewnym czasie zaczynają płynąć sandacze, szczupaki, leszcze. Okaleczone, broczące krwią, zabite z czystej żądzy mordu, a nie dla zaspokojenia głodu. Makabryczny widok.

Postanawiamy zmienić miejscówkę. Jacek siada do wioseł, a ja rzucam do wody przynętę. Przepływamy nad rozległą, kamienistą rafą o głębokości ok.1metra. W pewnym momencie czuję potężne kopnięcie i błyskawicznie zacinam. Ryba spływa z prądem wybierając linkę przy gwiżdżącym hamulcu kołowrotka. Wisła nad tą kamienistą rafą pędzi z całą siłą, więc łódź zostaje poddana na łaskę wody, gdyż Jacek walczy zarówno z rozłożeniem podbieraka, jak i wiosłowaniem. Moja rola sprowadza się jedynie do utrzymywania stałego kontaktu z przeciwnikiem. O sprzęt się nie martwię, gdyż przygotowany był na spotkanie z Dużą Rybą. W czasie tej szamotaniny, ryba wybiera ok. 30 m linki i odbija do brzegu. Tam jest niebezpiecznie ze względu na liczną i gęstą, podwodną roślinność. Mimo wysiłków Jacka, zostajemy zapędzeni w ten zdradliwy rejon. Tutaj jest już spokojniej, nie ma takiego szybkiego nurtu. Za to pełno wystających kamieni (kalmarów jak je nazywamy) i masa podwodnego zielska. Dobrze, że nie zniosło nas niżej w pobliże zatopionej gąsienicy od czołgu (pozostałość po ruskim poligonie). Ta kupa zardzewiałego żelastwa w połączeniu z zatopionymi w pobliżu dwoma Fiatami 126p na pewno uniemożliwiłaby nam wygranie walki z rybą.

Mój kolega ma czas, aby przymierzyć się z podbierakiem do podebrania ryby. Mam do niego pełne zaufanie, gdyż niejednokrotnie pokazał, iż tą sztukę ma opanowaną perfekcyjnie. Ale w dalszym ciągu nie wiemy z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia. Jacek obstawia dużego bolka. Ale mnie wydaję się, że ryba walczy inaczej niż rapa. I mam rację.

Po kolejnym pompowaniu widzimy w pobliżu łodzi błysk srebrnego ciała i czerwone płetwy. Werdykt może być tylko jeden – kleń. Po kilku coraz krótszych odjazdach i dwukrotnym okrążeniu łodzi oraz wyciąganiu ryby z zielska, w które z upodobaniem się wbijała, Jacek zręcznym ruchem podbiera klenia. Jest nasz.

Zachwyty nad rybą przerywa nam dźwięk wydawany przez rybołowa, który naszą walkę obserwował krążąc nad nami na bezpiecznej wysokości. Pewnie sam niejednokrotnie łowi takie sztuki, a teraz walka ryby, rozbryzgi wody i błyskanie srebrnego ciała pobudziły jego łowiecki instynkt. Cóż, tym razem wygrał inny drapieżnik...

Rybę złowiłem zestawem: wędzisko Zebco Hypercast 3 m, kołowrotek Shimano 2500 Super GT-RA, plecionka Fireline i 7 cm kopyto Mannsa w kolorze niebieskim na 10 gramowej główce. Potem, gdy emocje już opadły, mierzenie i radość. Jest całe 52 cm, a więc brązowy medal. Ulegając snobistycznej fobii postanawiam dokonać zgłoszenia do konkursu na najdłuższą rybę do Wędkarskiego Świata.

Miło będzie przypiąć odznakę do mojej magicznej, wędkarskiej czapki. Może to będzie jakaś nobilitacja w lokalnych kręgach wędkarzy... Sam nie wiem. Takich medalowych ryb już kilka złowiłem, ale nigdy ich nie zgłaszałem aż do teraz. Cóż, może czasu coraz mniej... W tym miejscu chcę podziękować Jackowi, bez którego pomocy nigdy by się to nie udało. Uprzedzając pytania o los ryby i wszystkie krytyczne głosy z tym związane. Cóż, nie miałem ze sobą aparatu, więc rybę zabrałem. Poza tym, cała moja rodzina włącznie ze mną to smakosze ryb, a żadna nie smakuje tak jak ta własnoręcznie złowiona i dobrze przyrządzona.

I jeszcze apel. Wisła w rejonie Nieszawy jest piękna, dzika i rybna, chociaż tylko nielicznych obdarza swoimi skarbami. Latem zaobserwowaliśmy co najmniej cztery pary rybołowów, mieszkają tu bobry, zające, zimorodki, czaple, nietoperze i masa ptactwa, którego nazwać nie sposób. Liczne ślady kopyt wskazują na obecność dzików i saren, a nawet łosi. Jesienią i zimą przylatują tu kaczki, kormorany i łabędzie. I nie ma już wojska ruskiego, które permanentnie niszczyło brzeg, główki i opaski, wysadzając je ładunkami wybuchowymi, żeby mieć dobre miejsce do spławiania pontonów. Nie ma też płynących „pamiątek z Celulozy”. To prawdziwie dzika rzeka i nie zasługuje na zakucie w betonowe okowy! Nie pozwólmy tego nikomu zniszczyć.

Roman *erwin* Wesołowski

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Wreszcie się doczekaliśmy artykułu i od razu rekord. Jak tak dalej pódzie to nie wiem co będzie dalej.
Gratuluję rybki i może przyszły rok da nam większe możliwości połowienia razem. Aby do wiosny. :-)
Robert
Grube klenicho! Gratuluję połowu! Zauważam, że te duże klenie lubią niebieski kolor. Na Sanie też ja i moi znajomi, właśnie na niebieskie przynęty łowimy te grubaśne. Pisz o dalszych sukcesach:-)
Romek, piękny kleń. Naprawde miło się czyta opisy pełne emocji.
Szczerze gratuluje
Zabraleś i zjadleś - Twoje prawo. Chwali Ci się, że zdjęcie zrobileś we wlaściwym miejcu, a nie na tle kafelków. Ryba fajna - gratuluję
Liczy się jedna rzecz - że z zabraną rybą wyszedłeś na dwór, a nie zrobiłeś zdjęcia na tle meblościanki.
Piękna ryba, złowiona nad bez wątpienia przepiękną rzeką - tylko pozazdrościć i pogratulować!
Nooo...Gratuluję. Szkoda, że w Odrze jakby ich ostatnio mniej..:cry
Kupiłem dziś WŚ i wreszcie się doczekałem. Jest mała fotka i przyznany brązowy medal. Ciekawe kiedy go przyślą? :grin:
Dostałem !
Certyfikat i odznakę.
Jutro ją przypnę do czapki. Może przyniesie mi szczęście?