Pogoda zapowiadała się dobrze, miało być ciepło i niezbyt słonecznie, także w sam raz wędkowanie. Żony przekonane do wspólnego wyjazdu, taktyka omówiona, chęci ogromne więc z niepokojem czekamy na wyjazd. Dwa dni przed wyjazdem telewizyjne pogodynki zapowiadają nagłe załamanie pogody, silny wiatr, deszcz i temperaturę w okolicy 10 stopni. Nie jest za dobrze i to co było do przewidzenia żony rezygnują, bo ani poopalać się nie będzie można, ani nóg pomoczyć w jeziorze.

Jedziemy więc sami, trudno. Jest też tego mały plusik nie trzeba będzie spływać na obiadki i inne takie, kilka dni łowienia do bólu... coś pięknego.

Jezioro przywitało nas chłodem i dużą falą. Niebo przykryte warstwą grubych chmur, ciemno jakby za chwile miało zmierzchać.

Gdyby nie chłód byłoby całkiem ciekawie. Opływamy przybrzeżne trzcinki i płyniemy na mały blacik, który kończy się dość ostrym spadem. Ja łowię na kopyto, Grzesiek zmienia przynętę za przynętą. Ostukuję dno jednak bez efektów. Pierwszą rybę - rybkę łowi Juko. Na obrotówkę w trzcinkach kusi niewielkiego szczupaczka. Spodziewałem się czegoś więcej, niestety w tym miejscu jak i kolejnym nie mamy już brań. Czas więc na zmianę miejsca. Z blatu przesuwamy się bliżej trzcin. W którymś rzucie mam delikatne branie, niestety ryba po krótkiej walce odzyskuje wolność. Rzucamy i rzucamy, ale nic się nie dzieje. Rozglądam się nerwowo, gdzie tu płynąć, najlepsze miejsca już opłynęliśmy, nigdy nie było tak słabo. Grzesiek zaczyna żartować, że tu przecież nie ma ryb. Do wieczora łowimy dwa niewielkie szczupaczki i spływamy. Czas na ognisko, zwłaszcza, że chłodny wiatr dał się nam nieźle we znaki.

Dzień drugi. Zapowiadany poranny start nieco się opóźnił z przyczyn oczywistych. Wypływamy coś po 7 rano. Pogoda taka sama. Mam pięć swetrów na sobie, kurtkę, filce i czapkę, a jednak czuję chłód. To dopiero pogoda. Szukamy zacisznych miejsc, bo na pełnym jeziorze, nie da się wystać.

Zatrzymujemy się blisko trzcin. Już po chwili łowię pierwszego wymiarowego szczupaczka, rozmiar niestety nie powala na kolana.

Po chwili trafia się i drugi. Zatem coś się dzieje.

Wszystkie ryby biorą na pograniczu trzcin. Grzesiek zmienia przynętę na gumkę i za chwilę on łowi szczupaczka, niestety bez wymiaru.

W sumie w ciągu całego dnia łowimy 8 szt. Z tego tylko dwa są wymiarowe, mamy też kilka brań nie zaciętych. Spływamy dosyć późno, ale chęci na grilla i smażoną rybkę sprawiają, że nie chce nam się spać.

Coś wspaniałego.

Nie myślałem, że dwóch gości może tyle zjeść.

Dzień kolejny to systematyczne obławianie trzcin, niestety bez efektów, w dodatku zaczyna padać i jest strasznie zimno. Kto by pomyślał, o tej porze roku taki ziąb. Brania zaczęły się dopiero po godz. 16. Juko coś pomodził...

i złowił w końcu pierwszego wymiarowego szczupaczka.

Za chwilę ma drugiego i łowi chyba ze 4 niewymiarowe, ja niestety nie mogę się pochwalić żadnym braniem. Ale on stosuje środki dopingujące więc niech mu będzie.

Do wieczora jednak udaje mi się jednego zmęczyć...

i z takim słabym wynikiem spływamy do domu.

W ostatni dzień zarzekamy się, że teraz to my im pokażemy. Od rana wieje niemiłosiernie, ledwo wypłynęliśmy, i to szukając schronienia przy trzcinach. Płyniemy tam gdzie spokojnie. W końcu jest cieplej. Za drzewami, gdzie nie wieje, jest całkiem gorąco. Zmęczeni poprzednimi dniami nie łowimy już tak dokładnie co zresztą widać.

Ryby też nie współpracują. Przez 8 godzin pływamy bez brania. Totalne bezrybie. Coś koło południa postanawiamy wpłynąć parę metrów w rzekę, która uchodzi do jeziora.

Tam po kilku rzutach na małego twisterka siada mi niezły szczupak, jednak bez przyponu walka mogła się skończyć tylko w jeden sposób. A kiedy założyłem przypon trafił się ...

Mógłbym tak jeszcze pisać o tym, że rzucaliśmy i rzucaliśmy, ale po co skoro i tak już do końca dnia brań nie było. Czas było się zbierać.

Podsumowując wyjazd pod względem pogody i brań nie był powalający. Złowiliśmy ok. 20 niewymiarowych szczupaczków i 6 wymiarowych niestety nie grzeszących wielkością. Z zapowiadanych okazów wyszły nici, ale winę można z czystym sumieniem zwalić na pogodę i tak właśnie zrobię... Co do towarzystwa, wymiany doświadczeń pierwsza klasa.

Dzięki Grzesiek za wspólny wyjazd!

Adam Sienkiewicz *adasko*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Fajna relacja , gratulacje . Adaśko dał byś jakieś namiary nad rajgrodzkim na domki
Super Adasiu wspaniała wypraw i fotki, a na tego smażonego poprostu poleciała mi ślinka .
I tak z Was szczęściarze, że mogliście sobie wyskoczyć na 3 dni na rybki. Ja nawet na urlopie pracowałem :cry. Czy październik jest łowny na Rajgrodzkim? Może uda mi się wygospodarować kilka dni wolnych to chętnie bym się wybrał...Jeśli da się znaleźć tam jakiś nocleg. :?
Tak się przejąłem moimi nieszczęściami, że nie pogratulowałem sympatycznej relacji i bardzo fajnych fotek ;)
Adaśko, fajnacka wyprawa. W jakim ośrodku byliście?
Adaśko może w ten weekend będzie lepiej :grin Do zobaczyska u Kryskona 8)
W tym samym terminie byłem z kumplem w Energetyku. Jak widzę na zdjęciach to łowiliście na stackim. Coś tam zawsze siedało wyłuskać. Jednym z miejsc gzdie na stackim można zaciąć ładnego jest dołek jakieś 150m od ujścia rzeki z przesunięciem o 50m w prawo. Bankówka na 3 i 4. Pozdrawiam
Fajny był ten wyjazd... oj fajny. Mimo, że pogoda \"średnio\" dopisała... warto było pojechać:) Integracja była, rybki - chociaż nie za wielkie. Adaśko dwoił się i troił, żebym cos złowił :grin Czytał moje myśli i nim zdążyłem powiedzieć/zapytać czy zmieniamy miejscówkę on pierwszy zadawał pytanie :P Podlaszczaki - macie kawał fajnej wody ... i to linowsko... ehhh szkoda, że Twoja Adam działka jest tak daleko :cry Jeżeli kiedyś jeszcze zechcesz mojego twoarzystwa to daj znać!!! Aha butelki teraz przywiozę inne
może Zawiszę? :grin :grin :grin Szkoda też, że przyjechałem chory. Ograniczyło to pewne moje możliwości;)8) Poza tym ryby płoszyłem tym kaszlem, że po drugiej stronie jeziora było mnie słychać (do dzisiaj mam ten pieroński kaszel).
Ale był czad!!! 8) 8) :grin
Dziękuję Adam jeszcze raz za wszystko, poświęcony czas (wiem, że masz go bradzo mało) Dzięki TOBIE mile spędziłem drugi \"długi weekend\".
Pozdrawiam i chylę czoła za znajomość łowiska i kunszt wędkarski i kulinarny :)
Co do domków nad Rajgrodzkim mam małe rozeznanie. O ośrodkach też niewiele wiem także w ciemno nie będę polecał. Od lat jeżdżę do ojca na działkę więc problem zakwaterowania mam z głowy.
Pogadamy w sobote , może kiedyś zabieżesz kolege :grin
Gratuluję fajnego wyjazdu i wymiany doświadczeń. Fotki też bardzo fajne no może oprócz drugiej, na której sternik spożywa alkohol, co oczywiście jest niezgodne z prawem. I nikt nie powie, że to bezalkoholowe bo to ,,Dębowe Mocne\". :) Ale reszta w porządku a zwłaszcza smażony szczupły wygląda efektownie. Pozdrawiam
Byłem teraz z Adamem noi było bardzo fajnie , a i rybki wspópracowały
Adaśko/Bondarenki npiszcie jakąś relacyjkę żeby można było pozazdrościć ;)
Juko, relacyjka w poczekalni u TJ :grin