Po cichu liczę też na dobre rozeznanie co do poziomu wody w rzekach. Pierwszy postój notujemy nad rzeczką Płoską. O dziwo woda jest w korycie, myślę, że można tu nawet spokojnie powędkować.

Robię kilka zdjęć żonie na mostku, naszym łupem staje się parę gałązek bazi i jedziemy dalej. Tym razem rzeczka Supraśl. No tu woda jest już dużo wyższa. Na łąkach potworzyły się wielkie jeziora, dostępu do rzeki praktycznie nie ma, a nurt jest ledwo dostrzegalny.

Na wodzie nic się nie dzieje. Pod wodą również. Nie widać ani cierników, ani żab. Czyżby jeszcze za wcześnie? Trawa jakaś taka szarobura. Chyba trzeba jeszcze trochę poczekać. Z wędkowania na tej rzeczce na pewno, przez co najmniej dwa tygodnie będą nici. Wracamy do domu. Niski poziom wody na Płosce nie daje mi jednak spokoju i kilka dni później ląduje nad jej brzegiem zaopatrzony w wędkę. Nad brzegiem jest jeszcze dość mokro, ale spokojnie da się rzucać.

Na wodzie cisza, ale widać już pewne drobne muszki, czasami jakąś większą. W pewnym momencie widzę spory wir na wodzie, właśnie coś zjadło sobie obiad. Powoli zbliżam się na odległość rzutu, ale ryba ma w głębokim poważaniu moje wysiłki i nie chce współpracować.

Oddaje jeszcze kilkanaście rzutów i rozmyślam nad zmianą miejsca. Na brzegu, jak co roku obserwuje setki kleszczy. Siedzą trójkami, czwórkami, zdarzają się istne zloty i wtedy na patyku potrafi siedzieć ich i z dziesięć. Nie wiem, ale jedynie chyba nie są odporne to ogień. Za parę lat może się to roznieść na większe tereny, a wtedy zapomnij o spokojnym łowieniu wędkarzu.

Zmiana miejsca niewiele daje, poza spotkaniami oczywiście z kleszczami. W sumie przez godzinę zdjąłem ich ze spodni 18 szt. Czas było więc wracać do domu, nie wiem czy jeszcze tam wrócę. Po paru dniach ochłonąwszy od kleszczowego szaleństwa wybieram się nad inną rzeczkę, na której poziom wody pozwala powędkować. Postanawiam na początku obłowić leśny odcinek. Rzeczka jest piękna. Mnóstwo w niej powalonych drzew i zakrętów, jednak w wodzie nie widać życia.

Po pewnym czasie na którymś z zakrętów płoszę małego pstrążka, a parę metrów dalej dwudziestak odprowadza blaszkę pod nogi. Niestety dalsze łowienie uniemożliwiają mi kaczki, które płyną sobie pod prąd, nic nie robiąc z moich prób ich wypłoszenia. Chyba dogadują się z rybami. Zmieniam więc miejsce na odcinek łąkowy. Chociaż to środek dnia to nad wodą widzę sarny.

Schodzę w dół rzeki oddając po kilkanaście rzutów z jednego miejsca. Po pewnym czasie mam delikatne skubnięcie i czuję upragniony pulsujący ciężar na końcu kija. Pierwszy w tym roku, więc ryba wydaje się wyjątkowo silna. Wywija młynki i robi wielkie zamieszanie. Podholowuje ją do brzegu.

Rybka nie jest duża, ma może ze 23cm.

Po chwili wraca z powrotem do wody. A ja za kilkanaście minut kończę wędkowanie. W sumie było nieźle, bo w wodzie widać, że w końcu coś się ruszyło i w weekend pewnie znowu wyskoczę, ale tym razem bez spinningu. Dopadła mnie bowiem następna choroba - kupiłem sobie muchówkę, więc przez kilka kolejnych wyjazdów ryby będę tylko straszył.

Adam Sienkiewicz *adasko*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Na te straszenie muchówką, to chyba powinieneś wybrać nieco szerszy ciurek, bo będziesz tylko skikał z brzegu na brzeg, by odczepiać muszora.:grin A kleszcze, to jakieś mutanty!!!:eek Żeby po zimie takie kabany?!!!
Czwarte od góry zdjęcie: znam taki sam zakręt. To Łojewek czy tylko brat bliźniak? ;)
Czwarte zdjęcie od góry - to nie Łojewek, rzeczka zwie się Czarna, rzut beretem od Białegostoku
Miało być od dołu :grin
Machaj wedą, ryby będą a jak uczepisz imitację tego kleszcza to mogą być efekty. Mam wątpiwości, ale nie jestem ekspertem czy to kleszcz, bo ten co ludziom i zwierzętom włazi to kilka razy mniejszy, bardziej ciemno szary albo zielony. A ten to jakaś specjalna odmiana. Kilka dni temu psu wyciągałem, więc już grasują. Wiosna już pełną gębą.
Z tego co wiem to mamy tu kilka odmian tego paskudztwa. A tych widocznych na zdjęciu to już kilka wyjąłem w zeszłym roku to z pleców, to z nogi. Trzeba się niestety pilnować.
Tadziu! u nas są takie rejony, że kleszczy więcej na jednym metrze kwadratowym jak w Moskwie rakiet i to jakiej chcesz rasy. :upset

Adaśko to kiedy mnie na te kropkowańce zabierzesz? :P
To były Kozy dokładniej :grin :grin :grin Mówie bo lubie i myślistwo i wedkarstwo ale to drugie bardziej