Chociaż wyjazd zapowiadał się krótki, dzień wcześniej nie ominęły mnie przygotowania. Wyrobienie 150% normy w pracy (to dla czystego sumienia) no i zakupy w wędkarskim. Na myśl o rybach cieszę się jakbym pierwszy raz w życiu dostał taką szansę. Trochę podenerwowany kładę się spać gdzieś ok. 23 licząc na jutrzejsze emocje.

Budzę się ok. 6 i niechętnie zwalam się z łóżka. Za oknem słyszę jakiś niepokojący hałas. Wiatr, nie wiatr? Kołuje się w głowie. Pewnie ciężarówki jeżdżą. Nic to, pakuje się. Ochotki, mormyszki, dwie wędeczki, czapa i już jestem gotowy. Do celu mam niecałe 30 km, co w porannym zgiełku jest odległością dosyć dużą. Niemniej ok. 7 rano trafiam w końcu nad rzekę. To co zastałem to krótko mówiąc kpina. Miało być ciepło (odwilż) i przytulnie a tu...

Wieje mało łba nie urwie. Pobliskie topole dosłownie trzeszczą, oj marnie to widzę. Ciemne chmury krążą nad głową, jest ponuro i nieprzyjemnie, ale cóż wybrałem się to idę. Najpierw odszukać starorzecze, a dokładnie małe oczko wodne połączone na stałe z rzeką. Gdzieś tam jest. Tylko gdzie?

Brnę przez śnieg po kolana, w kierunku tego żółtego za zdjęciu. To powinno być gdzieś tu. Ostrożnie wchodzę na lód, a dokładnie na papkę ze śniegu i wody, która go pokrywa. Stukam pukam, wydaje się dość mocny. Wykuwam pierwszą dziurę i nie jest źle. Lód ma ponad 10cm.

Na początek mormyszka. Na haczyk wędruje kilka ochotek. I w końcu łowię. Po ok. 2 minutach coś zainteresowało się przynętą. Zacinam, ale czuję, że się trochę spóźniłem. Opuszczam jeszcze raz, dwa lekkie ruchy i już kiwok przygina się do dołu. Tym razem nie spudłowałem. Opór jest jednak niewielki, ale pierwsza rybka w sezonie cieszy.

Okonek na oko ze 13 cm trafia do wody, jak i jego kilkunastu następców. Co jakiś czas trafia się jazgarz i kilka większych okonków. Niestety żaden nie przekracza 17cm.

Łowienie uprzykrza wiatr. Właściwie to po godzinie mam zesztywniałe paluchy, w nogi zimno, stołek wywiewa spod tyłka a na kiwoku nie widzę brań. Gdzie tu relaks, odpoczynek? Żona w domu spokojnie przewraca się pewnie jeszcze z boku na bok, a ja tu sam na tym pustkowiu, "wilki jakieś". Po godzinie nerwowo się rozglądam. Tak nie można, po co, komu, w jakim celu? Zastanawiam się nad powrotem i po półtorej godzinie daje za wygraną. Pakuję sprzęt i biegiem zasuwam do samochodu. Zimnooo! Ale... jeszcze tu wrócę.

Adam Sienkiewicz *adasko*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Adaś, a co w Żółtkach, gęsto było? Po fotkach poznaję, że byłeś za jazem w Złotorji no nie? No wreszcie znalazłeś czas na rybowanie, ja jeszcze nie. Pozdrów ładniejszą połówkę i następnym razem zabieraj ją z sobą, a co się będzie wylegiwać w ciepełku!
Ornispinie - a ty swoją połówkę wywozisz na lód??? Cóść mocno powątpiewywam;) Ja to raczej, a w szczególnosci w taką pogódkę, jaką miał Adam, wybieram inszą \"połówkę\" - tak, dla sugriewu:grin

Adamie - szczerze Tobiemu zazdroszczę... Ja jeszcze nie bywszy w tym roku na lodzie, chociaż na mniejszych błotach też już mamy lodzik co najmniej 10cm. Od poniedziałku mam 2 tydnie laby, więc trza cóść kombinować. Jeżeli będzie odwilż (woda wolna od kry), to jednak wybiorę zwykłą wędę... Starorzeczy na Naszych Strumieni Rodzicy ni ma...:(
Pozdrówka z Wilna:)
Kliwolitku! Ja jej nie zabieram, ona sama z piesem dekuje się do samochoda, bierze łyżwy i śmiga po zamarźniętej tafli, a ja jak czereśniak zerkam smutnym okiem na kliwoczka czy będzie dygał czy nie!
Kryskoniku - na pewno kiwok dygnie! Wystarczy, że chwycisz w palce żyłkę poniżej kiwoka i co chwila będziesz z lekka pociągał :grin
A jeszcze gdy wejdziesz na cienki, kruchy lód - to dopiero będą emocje! :P

Ech, kurde! Niedawno nakupiłem różnych błyskotek podlodowych za prawie dwie stówki. Tymczasem nawet śnieg dokumentnie znikł. A na balkon znów mi się wpraszają gołębie, usiłując gniazdo założyć. Porąbało się tej aurze. Zwierzątkom także :roll

Jak znam swoje szczęście, to pewno niebawem, gdy na usiłowanie złowienia kropkowańca pojadę, rzeczka będzie skuta lodem... :roll
Bombel - zasada \"szykuj sanie latem\" na NAS podobno się nie przekłada8). A te zbędne blaszki to.... m.in. za 1,5 miesiąca mam urodziny:grin
Nawet nie wiedziałem, że widok dziurki wzbudzi we mnie takie emocje :grin ! Szczerze Ci zazdroszczę możliwości połowienia na lodzie. Nawet w tak paskudnych warunkach!
Wiem ze sezon w tym roku anty \" lodowy \" , ale czy ktos w koncu miałby cierpliwosc nauczyc \" mienia \" patrzenia na kiwok :grin
Wieszak - widok dziurki zawsze powinien wzbudzać zdrowe emocje u zdrowych osobników;)
Marcelinho - wpadnij po niedzieli do Wilna (mam dwutygodniowe ferie w budzie), to Ciebiego trochę podszkolę względem tego kiwoka8).
Jak teraz nad Narwia bierze cos? Chcialbym polowic na tej zecze, podobno jest bardzo fajna. Moze mi podpowiesz na jakim odcinku najlepiej lowic wiosna. Pozdrawiam