Jakoś tak rzutem na taśmę udało mi się namówić rodzinę na "inny Bałtyk". Tak się bowiem składa, że moja żona uwielbia bycie nad "polskim morzem", syn również, ja zaś wprost nie znoszę tego miejsca (primo - tłumy, secundo zaszczane i za… nieczyszczone sosnowe laski, tertio - irracjonalna drożyzna!). Zatem żeby był wilk syty i owca cała - kiedyś było wywożenie rodzinki nad morze i wracanie 120 km na południe, później Kopalino, a teraz - wyspa Rugia nam została. Wszak też Morze Bałtyckie, plus walor poznawczo-turystyczny, wapienne i klifowe wybrzeże Sasnitz, wyrzutnie Penemunde, oceanarium w Stralsundzie, malownicze Putbus, przekonywałem pokazując fotki w internecie i opisy. Oboje oczywiście wiedzieli natychmiast o co mi chodzi, więc musiałem oddać trochę pola obiecując, że łowienie tylko do godz. 9-10, a później zwiedzanie, czyli czas dla rodziny. Dzięki temu 12 sierpnia po południu zameldowaliśmy się na kampingu w miejscowości Stahlbrode. To co prawda nie jest na Rugii, ale Rugię z kempingu widać, a za parę groszy można na nią dostać promem.

Wieczorem robię rozeznanie co do możliwości i kosztów parkowania pontonu, wykupuje pozwolenie wędkarskie… Na rano zostaje tylko złożenie mojego okrętu i wędek.

Konie i wigwam w marinie Stahlbrode

Ranek 13 sierpnia

Lekkie słońce przeplatane niewielkimi chmurkami. Ciepło, niewielki wiatr. Pierwsze pół godziny w niemieckim, wędkarskim Eldorado bez kontaktu z rybami. Później olśnienie… płynę za miejscowymi wędkarzami pod rugijski brzeg, na wprost dzikiej plaży. Widzę z daleka, że coś zacinają, podbieraki pracują. Kilku pierwszych pobić nie mogę zaciąć. Kusi mnie, by zmienić gumę na mniejszą, ale robię coś dokładnie na odwrót – zakładam całe 10 cm zamiast 6. I w trzech kolejnych pobiciach wyciągam trzy piękne okonie. Piękne, bo każdy powyżej 30 cm. Chwila spokoju i w kolejnym rzucie wyczuwam dziwny opór. Instynktowne zacięcie, które skutkuje pięknie pulsującym ciężarem. Po kilku minutach w moim muszkarskim podbieraku ląduje szczupak 74 cm. Wszystko na wodzie o głębokości między 1,1 a 1,7 m.

W lecie nie biorą…

Po południu 13 sierpnia

Płyniemy z Przemkiem na drugą stronę kanału, w okolice gdzie znikały „za horyzontem” niemieckie łodzie. To „za horyzontem” to oczywiście przesada. Znikały za cyplem oddzielającym kanał od sporej, płytkiej zatoki. Na jej końcu Przemek ma kilka pobić i dwa hole przyzwoitych szczupaków. Niestety, zbyt szybko chciał je „włożyć do pontonu” i oba spadły. Ja niestety musze zadowolić się małym okonkiem i kibicowaniem synowi.

14 sierpnia, rano

Słonecznie, wietrznie, spora fala. Okolice portu i radaru. Sporo puknięć i pobić. Na wysokości tego ostatniego na konto zapisuję ładnego okonia i szczupaka. Szczupak intensywnie testuje mój sprzęt… okoniowy. A to dlatego, że przetrzymał mnie, kiedy w pierwszych rzutach na jego obszarze łowieckim posługiwałem się właściwym zestawem. Uderzył dopiero w niewielką srebrną obrotówkę, posłaną ultralightem z myślą o ewentualnych okoniach. W drodze powrotnej po raz kolejny i - bez wielkiej wiary w sukces, tak trochę dla przekory losowi, a trochę posiłkując się nadzieją z „amerykańskich” słonecznych sandaczy z YouTube - jeszcze raz obławiam okolice wejścia do portu i „legowisko” promu. Sandacz wali w gumę na dwumetrowej wodzie przy pełnym słońcu, zaledwie kilka metrów od falochronu i wyjścia z portu jachtowego. Ma 56 cm i nie będę ukrywał, że gęba mi się sama śmiała…

14 sierpnia, późne popołudnie

Po wycieczce krajoznawczej wypływam dopiero ok. 18. Jest deszczowo i pochmurnie. Pierwszy pada okoń. Kilka puknięć, kilka spadów. Wreszcie pada ok. 40 cm okoń. Jednak - generalnie nadmiaru emocji nie było.

Pasiasty gość

15 sierpnia, rano

Słonecznie, choć z chmurami na niebie. Doły przy stanowisku promu na pusto. Płyniemy z Przemkiem w prawo, po naszej stronie kanału, w stronę radaru. Dwa kolejne łowiska bez kontaktu z rybami. Przepływamy pod brzeg Rugii. Dwa stanowiska w odległości ok. 100 m od przystani promowej na pusto, dopiero w bezpośrednim sąsiedztwie pirsu 3 okonie pod rząd, 2 spady. Przepływamy wzdłuż brzegu w lewą stronę , w kierunku czerwonych zabudowań i dzikiej plaży. Tutaj pierwszego dnia była fajna zabawa. Biczujemy wodę zacięcie, zmieniając wabiki, ale dzisiaj ryb tu nie ma lub nie chcą z nami współpracować.

…a starzy mówili nie ruszaj czerwonego, idź po tatusia

…a ty po mamusię

15 sierpnia, popołudnie

Kolejna wyprawa z Przemkiem na drugą stronę do rozleglej zatoki. Nadzieja na sprawdzenie łowiska wskazanego przez kilka niemieckich łodzi na wprost cypla oddzielającego zatokę od kanału… Nadzieja płonna, bo w miejscu, gdzie chcieliśmy zacumować fale przekraczają metr wysokości. Jak na mój ponton jest to zdecydowanie za dużo. Nawet nie próbuję opuszczać kotwic. W zatoce niestety też nie połowimy, bo również tutaj wiatr kręci ze wszystkich kierunków. Co gorsze, zatoka jest generalnie płytką, zalaną łąką (od 0,8 do 1,8 m głębokości) na prawie całej powierzchni. W obecnych warunkach po powierzchni i tuż pod pływa mnóstwo wyrwanych przez wiatr i fale traw. Nie połowiliśmy, chociaż Przemek miał kilka uderzeń, a nawet spiął przy burcie pontonu całkiem sporego szczupaka. Wracamy już po ciemku, bardzo powoli i mozolnie, wręcz „ekstremalnie” przedzierając się przez fale. Syn w kamizelce ratunkowej i mocno owinięty od dołu do pasa w 200-litrowy worek na śmieci – teraz chroniący przed bryzgami wody - zaciska mocno dłoń na siedzisku pilnując drugą ręką wędek (by raczyły nie wyskoczyć z pokładu). Podziwiamy perlący się światłami olbrzymi kontenerowiec przecinający nasz kurs w kierunku na pełne morze. Jakoś jemu te fale nie wydawały się przeszkadzać…

Zdecydowanie jako ostatni parkujemy łódź w porcie. Klienci kafejki usytuowanej na wprost naszego stanowiska, bezpiecznie schowani pod zadaszeniami, przez chwilę obdarzają nas zdziwionym spojrzeniem. Komu to się chce w tak pogodę i o takiej porze…?!

16 sierpnia, rano

Szukam sandacza przy wyjściu z portu jachtowego i obok stanowiska promu. Silne słońce i spora fala. Jakieś pukania na wędce przynoszą w efekcie 5 okoni (dwa bardzo ładne, 3 przeciętne ). Po trzech godzinach nieustannego kołysania na fali czuję się jak po nieprzespanej nocy.

W blasku

16 sierpnia, popołudnie

Tuż po wypłynięciu z portu na horyzoncie pojawiają się potężne granatowe chmury, a pół godziny później ulewa i wiatr uniemożliwiają łowienie. Po 15 minutach jestem cały mokry.

18 sierpnia, rano

Wyprawa na drugą stronę kanału pod brzeg Rugii. Wysoka fala i dużo rozbryzgów powoduje, że zanim docieram na łowisko, już jestem przemoczony. W zatoce niestety też wietrznie, bo podmuchy wciąż zmieniają kierunek ataku. Tak jak poprzednio - na powierzchni i tuż pod pływa mnóstwo wyrwanych traw. Z wielkim trudem wydłubuję raczej przypadkowego okonka. Naśladując Niemców podpływam pod zarośnięty brzeg i szoruję silnikiem po żwirze. Nawet w tzw. płytkim pływaniu. Jak oni tu dotarli większą łodzią? Trochę wbrew sobie zmuszam się do wpłynięcia za kolejny cypel, jakby do wnętrza Rugii. Kolejne kilkanaście rzutów. Po każdym czyszczenie kotwic z traw. I ani jednego pobicia, czy choćby skubnięcia. Mam dość. Teraz jeszcze absolutnie koszmarny, długi powrót pod wiatr i potężne fale. Po jedzeniu i gorącej herbacie wskakuję do śpiwora, by wrócić między żywych.

18 sierpnia, popołudnie i wieczór

Bez łowienia. Ukłon w stronę rodziny - zwiedzamy urokliwe Putbus.

19 sierpnia, rano

Wiatr, ale nie najsilniejszy. Dużo słońca. Próba sandaczowa przy wyjściu z portu jachtowego nie przynosi najmniejszego pobicia mętnookiego, ale szczupaka 55 cm. Kieruję się wzdłuż swojego brzegu, w prawo, w stronę radaru… Niemieckie łodzie regularnie odwiedzają te tereny kierując się na łowiska na otwartej wodzie. Ja oczywiście nie mogę aż tam za nimi popłynąć z oczywistych względów. Na wprost radaru głębokość oscyluje między 1 a 1,8 m nawet w bardzo dużej odległości od brzegu. Zgodnie z oczekiwaniami gumy i srebrna obrotówka przynoszą ładnego szczupaka, 2 okonie i okonka.

20 sierpnia, rano

To jest jak rzeźbienie w g…! Raz słońce, raz deszcz, wiatr chce urwać głowę zmieniając co chwila kierunek ataku. Z wielkim trudem wydłubane 2 okonie, 2 okonki i sandaczyk - wszystko na bocznego troka.

Ciepłe spojrzenie mikromętnookiego

20 sierpnia, wieczorem

Spokojniej niż rano, ale nadal wietrznie. Momentami kilkuminutowe cisze. Wypływam w lewo 500-700 m od portu, wzdłuż brzegu. Potężne chmury przetaczają się po niebie niosąc gdzieś solidną ulewę, a może i burzę. Zbliżający się zmrok i ciemne chmury nie nastrajają optymistycznie. Trafiają się jakieś pojedyncze stuknięcia. W przynętach króluje kolor żółty z pomarańczowym grzbietem - jeżeli o królowaniu w nielicznych pobiciach można mówić. Już niedaleko portu, spływając z wszechokalającej płycizny na 3,5-metrową głębię mam zdecydowane przytrzymanie gumy. Za chwilę kogut posłany w to miejsce spotyka się z potężnym pobiciem. Początkowa nadzieja na sandacza rozwiewa się wraz z przedłużającą się walką. Już w szarówce wprowadzam do podbieraka zębatego. Lekko ponad 80 cm. Na pożegnanie.

Widok na marinę Stahlbrode

Kilka danych i wnioski

  • Koszt kampingu: 3 osoby plus samochód plus postawienie przyczepy kempingowej plus elektryczność, za 9 dni - 229,5 Euro.
  • Licencja: po sprawdzeniu mojej karty wędkarskiej - na pół roku, bo to najbardziej ekonomiczna wersja przy naszej długości pobytu - trochę ponad 20 Euro.
  • Parkowanie pontonu 320 cm w marinie – podobnie.

Przypadkowo poznany Niemiec polskiego pochodzenia, pamiętając mojego sandacza z drugiego dnia i pytany o nie przeze mnie, powiedział, cytuję: "sandacze – tak, ale trochę później, i trzeba płynąć w stronę Stralsundu, w okolice, gdzie linia wysokiego napięcia przechodzi nad kanałem jest dół 18 m… tam pływamy na wertykalne łowienie sandaczy….".

Przed wyjazdem próbowałem zasięgnąć rady lub może nawet wynająć niemieckiego przewodnika na jeden dzień, by mi pokazał, gdzie w mojej okolicy mogę łowić sandacze. W odpowiedzi miejscowi fachowcy natychmiast proponowali płynięcie po metrowe szczupaki, usilnie przemilczając temat mętnookich. Polscy przewodnicy nie dali się przekonać i nie zdradzili nawet ogólnych koordynatów sandaczowych łowisk w okolicach Rugii. Zamiast tego byłem zaproszony do skorzystania z oferty sandaczowych łowów na Rugii we wrześniu i październiku.

Dlatego wybierając kemping kierowałem się ceną i opisami właścicieli dotyczącymi walorów wędkarskich. Na miejscu pływałem często za niemieckimi łodziami. A to jeszcze raz Niemiec polskiego pochodzenia: "Na jesieni rybacy mają w sieciach nawet kilkaset szczupaków, w tym zawsze kilka grubo ponadmetrowych, wędkarz nie ma najmniejszego kłopotu, by złowić komplet szczupaków".

Wniosek nr 1: mój okręt typu ponton 320 cm był zdecydowanie za mały na miejscowe warunki.

Wniosek nr 2: trzeba tu jeszcze przyjechać! Najlepiej ze Sławkiem i jego krążownikiem.

Zachód słońca nad Stralsundem

Wypada mi jeszcze przeprosić, że zdjęć mało, szczególnie tych z rybami. Mea culpa, ale łowienie było ważniejsze, niż pstrykanie! Szczególnie w kontekście kompromisu zawartego z rodziną! Inna sprawa, że kilkanaście zdjęć za sprawą mojego pecha/roztargnienia lub po prostu bałaganiarstwa wyparowało bez śladu.

Andrzej Pilipczuk *Andyp*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy