Na przełomie lipca i sierpnia 2009 roku byliśmy w Skutvik w Norwegii. To mała mieścinka, z której odpływa prom do Svolvaer na Lofotach. Tym razem Krąg Polarny przekraczamy w okolicach Mo i Rana.

Po drodze mijamy mocno wezbrane norweskie „potoczki”.

Po trzech dniach podróży dojeżdżamy na miejsce. Kobiety zajmują się kwaterunkiem, a ja i Rysiek od razu oglądamy łajbę. A właściwie szalupę ratunkową z jakiegoś parowca, przerobioną na super bezpieczną łódź wędkarską. Harald (właściciel domu, łodzi i w zasadzie całego półwyspu) udziela nam krótkiego instruktażu, umawia się na codzienne dotankowanie łodzi i kasuje 1600 NOK tytułem depozytu, z którego potem potrąci nam należność za paliwo. Po załatwieniu formalności siadamy do kolacji, bo dziewczyny w międzyczasie przygotowały coś na ząb i „kieliszek chleba”.

Jako, że nie mamy ciśnienia na natychmiastowe ryby (jesteśmy jeszcze „zadorszowani” po poprzednim wyjeździe na Lyngen, który tak fajnie opisał Jacek) to okrętujemy się dopiero ok. południa. Jeszcze tylko instalacja własnej elektroniki pokładowej, wprowadzenie miejscówek Bartka (dzięki ci za to, Bartek) do GPS-a i płyniemy sobie powoli na rekonesans.

Ryb jest wystarczająco na obiad, trafił się też krab na pilkerka, więc kończymy rekonesans.

Moja córka - Kasia i jej kumpelka Ewa nie odpuszczają nam i często pływają z nami. Kasia to już fachowiec morski, ale dla Ewy to pierwszy raz i obaj z Ryśkiem czasami mamy pełne ręce roboty z rozplątywaniem zestawów. Ale po krótkim czasie Ewa łapie temat i możemy się skoncentrować na połowach.

Ewa kończy dzień pięknym rdzawcem, wyholowanym zupełnie samodzielnie.

Za to Rysiek z 10. metrów łowi przyzwoitego zębacza. W drodze powrotnej dziewczyny trzymały nogi na burcie.

Jeden dzień postanowiliśmy przeznaczyć na wypad na Lofoty.

Jeszcze zostały bannery po Lofoten Fiskefestival.

W lofockim muzeum podziwiamy stare chaty rybackie.

Haczyk na „drobnicę”…

Jedziemy dalej. Do Hennigsvaer. Na widok „hawajskiej” plaży nie możemy się opanować. Zimna woda studzi nasze kąpielowe plany.

W Hennigsvaer włóczymy się po starym porcie.

Dziewczyny oczywiście buszują w miejscowych sklepikach.

Zabrakło czasu na wszystkie lofockie atrakcje. W przyszłości musimy zorganizować taki wypad przynajmniej na 2 dni.

cdn.

Tekst: Witek Nowak *stefan*, zdjęcia: każdy, kto dorwał się do aparatów ;)

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Wituś, jak zwykle. Foty zajebiste, widoczki zarąbiste, rybki, tylko mnie tam nie ma ;)
No, Stefano :) jest super! Czekamy na c.d. !!!
Pamuchel, w tym tempie to część II za rok :grin
albo może jak Stefan wróci z Norwegii po 08.08 to połączy część II Skutvik z częścią I Byrknesoy ;)
Spoko, II cz. już czeka w sekretariacie :)
To może zacznę relację z Byrknesoy ;)
\"21 lipca w południe wyruszyliśmy w strone Gdyni na wieczorny prom. 22 rano dotarliśmy do Karlskorny\" cdn.
Bardzo śmieszne. Poczekam na twoją relację :grin