Zdaję sobie sprawę, że kolejny opis eskapady nad norweskie fiordy może się wreszcie znudzić czytelnikom, dlatego też z silnego poczucia czysto kronikarskiego obowiązku, wspomnę w miarę krótko o ostatniej wyprawie, której sprawcą – jak zwykle zresztą – był Witek, niektórym bardziej znany jako Stefan. Na miejsce mieliśmy naprawdę daleko, bo ok. 2500 km w jedną stronę.

Podróż podzieliliśmy na 3 etapy. Pierwszy nocleg na promie do Sztokholmu, potem ok. 700 km na północ i kolejny nocleg na campingu w Umea i po pokonaniu ostatniego odcinka ok. 1000 km dotarliśmy do celu. Przed oczami mieliśmy wody Morza Barentsa. Jak zwykle w Norwegii piękna okolica i typowe wędkarskie domki na palach, ulokowane bezpośrednio w wodzie.

O tej porze roku słońce tam nie zachodzi. O północy „wisi” wysoko nad horyzontem i zaraz zaczyna dalszą wędrówkę po niebie. Zatem noc nas nie ograniczała i zaraz zaczęliśmy montaż sprzętu, aby od razu wyjść na wodę. Do dyspozycji mieliśmy dwie aluminiowe łodzie z silnikami 50 KM. No i zaczęły się połowy. Niestety aura nas nie rozpieszczała i ciągle wiał silny wiatr od strony otwartego morza, co w znaczny sposób utrudniało nam dalekie wyjścia. Kiedy wiatr na to pozwolił, wypłynelismy na pełne morze prawie 50 km od domu.  

A efekty? No cóż... było dużo ryb, ale nie tak dużych jak byśmy chcieli, a głównym naszym założonym celem połowów był halibut. Co prawda, Jarek czyli kot_bury i Witek vel Stefan mieli kontakt z tym potworkiem, ale ryba była silniejsza. Z innych ryb, które meldowały się w naszych skrzynkach, to norweski standard: dorsze, brosmy, zębacze, trafiła się i molwa, i karmazyn, było trochę rdzawców i plamiaki też niestety były.

Z zazdrością obserwowaliśmy Niemców, którym raz dopisało szczęście i wrócili z wody z dwoma halibutami. Jeden z nich, ważący coś ponad 30 kg był wywożony z kei taczką.

Ponieważ przypływy i odpływy narzucały nam porządek dnia, który spędzaliśmy na morzu, a były to głównie godziny od 21.00 do 5.00 rano, pozostały czas, czyli po prostu dzień przeznaczaliśmy na inne przyjemności. Była wycieczka do Tromso, gdzie zwiedziliśmy piękne muzeum traktujące o dalekiej północy, spacery po ulicach miasta gdzie nasiąkaliśmy atmosferą autochtonów, zakupy w sklepach, gdzie m.in. kupiliśmy olbrzymi puc wieloryba. Już w domu, Witek sprokurował z tego przepyszne steki, które z wielkim smakiem spałaszowaliśmy na obiad.

Znalazł się też czas na wyprawę na Nordkapp. Trochę na zasadzie – być w Rzymie i Papieża nie widzieć?... Ale ekipa, która tam pojechała zgodnie uznała, że warto było! Chociaż podróż była nieprawdopodobnie męcząca. Wyjechaliśmy między 1.00 a 2.00 w nocy. Dystans to w jedną stronę ok. 550 km. Po fiordach, górach, serpentynach i miejscami śniegu. W południe byliśmy na miejscu. Ze dwie godzinki pokręciliśmy się na tym „czubku Ziemi” i do auta, aby bez żadnego noclegu wracać do domu. Było to męczące, ale przeżycie pozostanie na długo w pamięci.

Był w naszej ekipie także Daniel, kolega z zaprzyjaźnionego portalu jerkbait.pl. Okazał się prawdziwym artystą jeśli chodzi o fotografię. Kiedy wracaliśmy z ryb, jedliśmy coś, uzupełnialiśmy poziom elektrolitów w organizmie i szykowaliśmy się do snu, a on w tym czasie pakował plecak, zabierał statyw, cały inny sprzęt foto i szedł w góry aby robić zdjęcia. Potrafił wdrapać się na okoliczne górki, które lekko biorąc miały sporo ponad 1000 m wysokości, tam ustawiał aparat i robił m.in. takie perełki...

W tym miejscu pozwolę sobie zaprezentować cała naszą ekipę:
1. Oczywiście wspomniany już wyżej Daniel, morski neofita. To był jego pierwszy raz.

2. Mój znajomy, niezwiązany z portalem zapalony wędkarz, ale także morski neofita, Andrew Sugar.

3. Wspomniany sprawca i organizator – przy okazji Witku dzięki za ogrom pracy związanej z tym wyjazdem – niejaki Stefan z WCWI i www.fiordy.net.

4. Nasz częsty kompan wędkarskich ekspedycji, kolega z Torunia – Rychu (zaprzyjaźniony z WCWI).

5. Jarek, czyli kot_bury z WCWI.

6. I piszący te słowa – Jacek z WCWI.

Pobyt jak zwykle zakończył się dużo za wcześnie niż byśmy chcieli. Pakowaliśmy się z żalem i każdy chętnie zostałby tu dłużej. Ale co poradzić...

Z różnych ciekawych przeżyć, muszę jeszcze wspomnieć o kolejnym przekraczaniu Koła Podbiegunowego. Mimo, że to nie pierwszy raz, to jednak zawsze jest to ekscytująca chwila.

Warty uwagi jest też sam przejazd przez Finlandię. Dzika, otaczająca nas przyroda przypomina krajobraz jak po wybuchu bomby atomowej. Karłowate brzozy, mchy i różne porosty to właściwie jedyne rośliny jakie widać po horyzont. Wśród nich zamarznięte jeszcze jeziora i leżący śnieg dopełniają surowości tego widoku. Jedynym ożywieniem takiego widoku są dziesiątki reniferów pasących się koło drogi i często wchodzące wprost pod koła rozpędzonego auta. Kilka razy kończyło się to bardzo ostrym hamowaniem, aby uniknąć kontaktu z tym zwierzątkiem.

Droga powrotna promem ze Sztokholmu też obfitowała w różne „atrakcje”. A to za sprawą sztormu o sile 10 stopni w skali Beaufort`a, który tak niemiłosiernie ciskał naszą łupinką – bo trudno inaczej nazwać ten nasz parowiec, że mieliśmy trudności z płynnym chodzeniem. Na szczęście cali i zdrowi, a na dodatek super punktualnie dotarliśmy do Gdańska.

Reasumując, wyprawa jak zwykle udana, mnóstwo nowych wrażeń i doświadczeń, które – mam nadzieję – zaowocują na kolejnej wyprawie na wędkarski Big Game.

Jacek Wróblewski *Jacek*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Jacku takie opisy, a szczególnie zdjęcia nigdy się nie znudzą. Obejrzałem wszystko i byłem zawiedziony...za szybko się skończyło. SUPER!
Rewelacja. A zdjęcia....bajeczne!
Półtora roku przygotowań a tak szybko zleciało.... Pozostał pewien niedosyt, zabrakło 1-2 dni z dobrą pogodą żeby popłynąć na Skjervoj :cry
Fajnie żeś to Jacku, \"z silnego poczucia czysto kronikarskiego obowiązku\" opisał.. Daleka Północ jest bajeczna.. A krajobrazy za Umeą warte tych kilometrów...
Super wyprawa,fotki odjazdowe o rybach już nie wspomne,a z tą taczką to mała przesada ;-) gratuluje.
To nie przesada to konieczność :-)
KONIECZNOŚĆ?
Wstyd po prostu. Inne fotki, po stokroć lepsze miesza się z błotem w galerii. A tu nie dość, że nie swoje, tylko poniemieckie to na dodatek obsceniczne. Taczki w roli głównej. Okazów własnych zero. Jak nie 2 tygodnie za wcześnie, to miesiąc za późno. Albo pogoda nie ta.
W zeszłym roku upał za wielki. Jeszcze wcześniej, tylko makrele. Żenada.
Chłopcze, nie ma przymusu czytania ani tym bardziej jazdy na wyprawę w naszym towarzystwie.
Możesz sobie halibuta (o ile złowisz) targać na własnych plecach, możesz również zawieźć na taczkach lub dźwigiem. To wolny kraj. A my mieliśmy kaprys łowić średniaki i fotografować widoki i niemieckie ryby. Jak wcześniej napisałem: TO WOLNY KRAJ. I nikomu nic do tego.
Ps. Z przyjemnością przeczytam Twoją relację z super wyprawy z okazami w roli głównej.
Przepraszam, poprzedni post powinien zaczynać się od słów: Szanowny Panie....
Panie INDIGNITAS nie jestem człowiekiem który miesza się w jakieś spory ale to co pan napisał to beznadziejne bzdury ! Jeżeli twierdzi pan, że te fotki są gorsze niż w antygaleri to chyba nigdy pan nie robił zdjęć a w takim wypadku nie powinien się pan wypowiadać na ten temat.Ludzie poświęcają wiele czasu na zorganizowanie takiego wyjazdu a spotykają się z krytyką z pańskiej strony,moim zdaniem samo napisanie tego reportażu kosztowało wiele pracy ale pewnie pan o tym nie wie,więc proponuje coś napisać np.o kiju i marchewce z pozdrowieniami.
Witku, na każdym portalu, na każdym forum powinien być co najmniej jeden taki \"indignitas\", bo jego uwagi - jeśli wyważone i mają podstawy - służyć powinny podnoszeniu jakości wypowiedzi, tekstów, biznesu itd. Ja sobie bardzo cenię, że mamy go (i kilku innych) wśród naszej społeczności. Dobrze, że napisałeś drugi komentarz, bo po pierwszym uważałbym, że jest obraźliwy i bynajmniej nie bronię indignitasa, a jedynie to, że jest czujny i bardzo celnie zauważa nasze niekonsekwencje i uchybienia. Oczywiście także jego wypowiedzi analizuję i jeśli przesadzi także zwrócę na to uwagę.
Co do meritum wypowiedzi... Cóż Norwegia, Finlandia wielu z nas fascynuje, dla wielu pozostaje w sferze marzeń. Nie ma idealnych wyjazdów i Ty o tym Witku wiesz, bo składa się na to masa czynników, a w dodatku połączona z naszą dostępnością. Najlepszym wyjściem byłoby mieć człowieka tam, który esemesem dałby znać, że zaczęło się Big Game, a my tutaj już spakowani czekalibyśmy na wylot (nie na przejazd samochodem, bo to zabiera zbyt wiele czasu). W naszych warunkach co najmniej to drugie jest nierealne, bo musielibyśmy nic nie robić, żyć z procentów w banku i czekać na info... Trafia się tak jak się trafia. Indignitas to zauważył, ale zapomniał, że taki wyjazd to nie tylko ryby... więc też odebrałbym jego uwagę za krzywdzącą.
Halibutem na taczce i uwagą o tym nie przejmowałbym się bardzo, bo ryba nie Wasza i zdjęcie służy za potwierdzenie, to że halibut jest Twoim marzeniem (i w końcu go złowisz) wiemy, więc ja się nie dziwię, że nie omieszkałeś cyknąć halibutowego ogona (choćby był ugandyjski ;-)
Co do zdjęć, przyznam, że w tym klimacie trudno spieprzyć fotkę, ale żeby zrobić ją dobrą, trzeba ruszyć d... poza domek i łódkę. Niewielu się chce, przy okazji Daniel ma smykałkę i efekty widać na jego zdjęciach doskonale, niewątpliwie pomaga mu posiadanie dobrych szkieł i znajomość obsługi programu graficznego, ale o to przecież chodzi. Foty są na bardzo dobrym poziomie. Co do prezentacji ryb.. cóż, już kiedyś było \"małe piekło\" po zdjęciu Zeda, który właśnie skończył filetowanie połowu... Choć to nie są moje klimaty i nigdy do Skandynawii nie pojadę po urobek, tak samo jak nie zjem nigdy niczego co pochodzi z morskich ssaków, bo są na wymarciu, to rozumiem pasję, okoliczności i warunki. Rozumiem, że zabawa z rybą w fiordzie musi zakończyć się jej śmiercią i żeby ją wyciągnąć należy użyć osęki, bo i tak nie ma sensu bawić się podbieraczkiem... Stąd uwagi indignitasa uważam za przesadzone. Unikałbym jednak (jedynie dla utrzymania zdjęć w tonacji estetycznej) pokazywania ryb wiszących na haku. Jednak, jak pisałem rozumiem realia i mnie w tym wypadku one nie przeszkadzają.
Poza tym relacja ciekawa i lekko napisana (to do autora ;-), zdjęcia bardzo fajne i dobrze, że podzieliliście się z nami przygodami. Na pewno wielu skorzysta i będzie chciało przekonać się osobiście co czuje się na PolCirkeln.
Wspaniał wyprawa i doskonała relacja. Niby tak blisko, a egzotycznie jak w Afryce. Swojskie taczki (czy taczka) dla kontrastu widoczków nie szkodzą wypowiedzi ;-)
Taka mała uwaga... Czym innym jest fotka w galerii, a czym innym w artykule, reportażu... Taczki, haki - jeśli mają wzmocnić, uzupełnić przekaz - czemu nie? Oczywiście bez przekraczania pewnych granic...
@all,
wiele dorszy i innych ryb było podbierane ręką i, o ile były złowione na małej głębokości, wypuszczane. Ale życzę wszystkim powodzenia w podbieraniu ręką zębacza...
I jeszcze jedno, Panie indignitas. Jeśli chce Pan okazy i zapełnienie lodówki to mimo wszystko polecam Eventur. Aha, i jeszcze Active Hilidays. Ci ostatni jeżdżą nawet z właśną zamrażarką. Chyba na forum pytał Pan z kim warto a z kim nie... Chociaż okazów to i chyba Eventur nie zagwarantuje
My jeździmy bardziej towarzysko i turystycznie. A ryby zawsze są jako miły dodatek. Jak są to super. A jak nie ma to też super Ważne jest towarzystwo. I tego będę się trzymał.
Panie stefan.
Czy ja napisałem, że czegoś chcę? Nie. Napisałem natomiast czego nie chcę. Ryb na taczkach. Znam wymienione firmy, zarabiają na organizacji wyjazdów na ryby. Ceny mają niższe, niż Pan. U Pana stefana ktoś musi jechać za darmo, więc inni za niego dopłacają. Pana wyjazdy nie są więc wyjazdami towarzyskimi.
Czy mają taniej? Nie wiem. Być może. Ja liczę ZAWSZE koszty całkowite.
Na szczęście najbliższe wolne miejsca na moją wyprawę mam na rok 2011
Oczywiście jeśli Pan sam zorganizuje wszystko to na pewno będzie taniej. Polecam.
No tak... Wyjechałem z domu na tydzień, jeszcze przed ukazaniem się tej relacji. Wróciłem dopiero wczoraj w nocy i dlatego nie miałem szans na \"wmieszanie\" się w dyskusję. Ale tak czy siak, dziękuję Wam Drodzy Czytelnicy, że chciało się Wam kliknąć na ten opis naszych kolejnych - i jestem pewny, że nie ostatnich - doświadczeń z Daleką Północą. Nie ma się co denerwować na taczki, bo takie są realia po złowieniu bardzo dużych ryb. Jeśli to kogoś uraziło, przepraszam, ale potraktujmy to jako ciekawostkę. Co do całej naszej wyprawy, to jest to dokładnie tak, jak napisał Stefan. Jest to wydarzenie towarzyskie. Tak bym to opisał. Oczywiście wędkowanie i ryby grają w nim główne role. Ale to, że grupa przyjaciół jest 24 godz. na dobę razem, że mamy szansę pogadać, pośmiać się, wypić kielicha czy też nawet nie raz poprzekomarzać się, to tylko dodaje takim eskapadom uroku. Gdybyśmy się nie lubili, nikt z nikim nie decydował by się na takie wycieczki. Zatem jak napisałem wcześniej - to wydarzenie towarzyskie. A relacja i zdjęcia mogą pokazać innym, tym którzy jeszcze nie próbowali takiego wędkarstwa, jak to wygląda. Norwegia jest przepiękna. Surowa ale piękna. I warto tam się kiedyś pojawić. Dzięki wszystkim za komentarze.
Jak się ma klasę, to tak wygląda polemika. Brawo Jacek.
Witam Kolegów - Pasjonatów \"Skandynawskiego Klimatu\" ! Jak widać, jest wielu takich co wyjazdy \"po ryby\" przedkładają nad wyjazdy \"na ryby\". Ja zdecydowanie wolę to drugie a jeśli dołączyć jeszcze do tego odpowiednie towarzystwo, aurę i krajobrazy, to .... cóż chcieć więcej :-)
Relacja OK ! a fotki .... iście na \"tapetę\" Pozdrawiam gorąco !
Cieszę się, że coraz więcej ludzi postrzega Norwegię nie tylko jako dostarczyciela rybiego mięsa:-)
Ale swoją drogą: jeśli ktoś wam obiecuje okazy to od razu powiedzcie mu, że głupi....
Oczywiście zawsze może zadziałać prawo frajera. Ale na okazy trzeba jednak zapracować. Widocznie my jeszcze nie zapracowaliśmy. Ale wszystko przed nami. Już za tydzień poprawka...
Dwukrotnie byłem w latach 90-tych na Lofotach. Łowiliśmy w okolicach Henningsvaer i w zatoce prowadzącej do Smorten (wyspa Vagan) Jeszcze przed wyjazdem przewodnik obiecał, że ryby są gwarantowane. I tak rzeczywiście było !
Połowiliśmy sporo dużych dorszy i czarniaków. Każdy był wniebowzięty. Halibuta niestety nie udało się zahaczyć. Ale takie efekty, zawdzięczamy faktowi, że nasz przewodnik, to facet żyjący tam, na miejscu, od urodzenia. Zna wodę doskonale, wie, kiedy i gdzie szukać ryby. Bez tej wiedzy byłoby marnie.
Nieprawdą jest twoje twierdzenie Stefan. Jeśli ktoś zna doskonale wodę, ryby są na ogół gwarantowane. I nie chodzi tu o zapełnienie lodówy, a jedynie o pięknie spędzony czas. Ty widocznie tej wody nie znasz na tyle dobrze, aby gwarantować cokolwiek. Ale to jest tylko kwestia czasu.
W każdym razie gratuluję wyprawy, pięknych widoków i świeżego powietrza. Po to także warto się tłuc tyle kilometrów.
Tak, to prawda.
Podczas połowów na Hitrze, dwóch kolegów miało pretensje do organizatora, że zapowiadanych ryb nie ma.
Krótkie pytanie-jakich ryb i gdzie szukacie?
No, molwy i ładnego dorsza...no i rdzawiec by się przydał.
Jeden z nich z organizatorem i ze mną w roli rozjemcy wypływa nazajutrz.
Pierwsza miejscówka. Zapowiedź-dorsze. Gumka, główka 25/30.
Kilka ładnych dorszy wyjmujemy spod łódki na 3-4 metrach.
Zmiana łowiska na 180-200 metrów, mały czarniak w dzwonka
i na pilkera. Kilka molw 80-120 w pół godziny.
Powrót. Po drodze plantacja zielska przy skałach.
Mały pilkerek 60 g. Wyjmujemy dwa rdzawce 80-90cm.
Pytanie-czy tu nie ma ryb?
No tak ale kolega Indygniotas nie raczył zauważyć że zadbano o komfort halibuta i taczka ma pompowane koło :P a nie zwykłe metalowe.
Czy tylko mnie się wydaje, że odpowiedź winna się odnosić do meritum tematu, a nie do przeinaczania nicka usera.
Kolega sacha chyba tego nie rozumie, ale cóż, taka jego kultura.
No tak ale kolega INDIGNITAS (teraz lepiej) nie raczył zauważyć że zadbano o komfort halibuta i taczka ma pompowane koło :P a nie zwykłe metalowe.
A gdzie jest powiedziane że na portalu wędkarskim mam być kulturalny? Kolega INDIGNITAS krytykuje wyjazdy na których nie był- może nie jest to brak kultury ale na pewno braki w dobrym wychowaniu.Brzydkie zdjęcia?A co to? galeria sztuki?
Zła organizacja?Wyjaśniono chyba koledze przez tych co byli jak to wygląda.Może by teraz kolega INDIGNITAS przeprosił prezesa SFT :P
Kolega sacha nie musi być kulturalny. I nie jest.
I przezentuje poziom, na którym nie mam ochoty na rozmowę.
Ani to filipika, ani polemika. Po prostu chłopska filozofia. Żegnam.
Również żegnam z odrobiną ironii.
Ufff! Obwąchali sie na sztywnych nogach, warknęli na siebie i rozeszli sie z podniesionymi ogonami i zjeżoną grzywą! Co za ulga! :zzz