Gdy żonka zaproponowała, abyśmy pojechali do Chorwacji mało nie dostałem
ataku serca. Argumentów na NIE miałem sporo:
- Nie będę startował na Mistrzostwie Żwirowni.
- Będę odcięty od moich kochanych wód.
- Upał mnie zabija.
- Nie mamy pieniędzy.
- Nie podoba mi się jechać 12 godzin non-stop.
- Nie będę miał gdzie łowić ... I po tym argumencie zatkałem się na chwilę i pomyślałem .. A gdyby ... A gdyby tam właśnie połowić?!

I wszystkie argumenty na NIE nagle przyćmiła jedna myśl "Łowienie w morzu o krystalicznie czystej wodzie, ryb, których na oczy nie widziałem". To mi wystarczyło. Jedziemy. Już w styczniu opłaciliśmy apartament w miasteczku "Okrug Grnyj" na wyspie "Ciovo" w gminie "Trogir". Apartament wyszukała moja mama i wybrała przeglądając około 200 ofert. Jak się okazało trafiła w dziesiątkę. Ale po kolei...

Nie będę opisywał przygotowań do wyprawy i samej wyprawy, ponieważ o tym mógłbym napisać książkę. Napiszę tylko wszystko to co miało związek z rybami.

Przed wyjazdem żona postawiła sprawę dość stanowczo. "Bierzesz tylko jedną wędkę!" - powiedziała. I tak też wziąłem. Zabrałem właśnie spinning Shimano Alivio 2,7m 3-15 wraz z całym moim spinningowym tarabanem. Nie wiedziałem co będzie na morze dobre to przed wyjazdem zdecydowałem, że nakupię nieco przynęt miękkich (paprochów) i będę łowił na boczny trok. Na boczny trok nie ma bata, musi się coś złowić !!!

Wyjazd i cała droga była wspaniała. Takich widoków dawno nie widziałem, jednak praktycznie przez całą drogę mało było wody! Jedna rzeka na Słowacji, która dość podobna jest do Soły. W Austrii zero jakiejkolwiek wody i bardzo nudno, w Słowenii rzek było trochę, ale wszystkie bardzo brudne (Zamulone), po przekroczeniu granicy Chorwackiej dopiero widziałem niesamowicie urokliwe rzeki. Większość bardzo podobnych do tych, które znam w kraju. Dobrze... rzeki były, jezior prawie wcale (z wyjątkiem żwirowni na Słowacji), a ja już chciałem morze. Żonka powiedziała mi jedno gdy zbliżaliśmy się do tunelu wydrążonego w górze, który miał długość 5,5km - "Jak wyjedziemy z tunelu będę miała dla Ciebie niespodziankę!" Gdy wyjechałem z tunelu zobaczyliśmy morze :) Jeszcze nie otwarte morze, a jakąś wielką zatokę. Wspaniały widok! Już tam chciałem być i spinningować. Robiło się powoli ciemno, do naszego miejsca mieliśmy jeszcze około 2 godzin drogi.

Gdy przyjechaliśmy do miejscowości Trogir powiało niesamowicie morzem, portem, rybami, kalmarami i takim specyficznym zapachem. Pierwszy raz w życiu coś takiego czułem. Jakie było moje zdziwienie gdy ze stałego lądu po moście zwodzonym przejechaliśmy na naszą wyspę docelową (długa na około 10km, szeroka na około 5km). Szukaliśmy po wąskich uliczkach naszego domku i po kolejnych 120 minutach się udało :) Jesteśmy u celu!

Jak dokładnie wygląda wyspa i gdzie mieszkaliśmy macie pod spodem w linku zdjęcie satelitarne. Kreska czerwona to trasa jazdy po urwiskach, a kropka to nasz domek.

Ja chciałem od razu iść na ryby, jednak było ciemno i byłem bardzo zmęczony, po 16-to godzinnej jeździe. Dlatego słuchałem tylko szelestu morza na balkonie i usnąłem.

Gdy się obudziłem była godzina 5:30. Pobiegłem do balkonu i spojrzałem po raz pierwszy na morze... zachwyciłem się!

Oto fotki widoków jakie ujrzałem z okna:




 

Okazało się, że od naszego domku do morza jest nie więcej niż 30 metrów. Co lepsze, zobaczyłem jakiegoś wędkarza, który wydawało mi się spinninguje ze skałek. Chwyciłem kijek, przynęty i popędziłem schodami do niego. Okazał się bardzo sympatycznym Chorwatem. Los ciężko go doświadczył podczas wojny, zabito mu dwie żony, rodziców i sam został postrzelony 3 kulami (pokazywał mi ślady po kulach). Opowiedział, że bardzo lubi Polaków i "Stary Papa dobryj, a nowy PAPA (Benedykt) nie dobryj! I odszukaj mi w Polska żona dla mnie, bo Polska żona doba żona". Okazało się, że on nie spinningował tylko co chwila rzucał na powierzchnię wody ugnieciony chleb. W chlebie było zakotwiczonych 5 przyponów z hakami i ryby podczas atakowania chleba same się zaczepiały. Pokazał mi reklamówkę i miał z 5 ryb. Ja szybko dobyłem spinningu i zacząłem rzucać.

Na duże blachy nie miałem ani pobicia, więc sprawdziłem boczny trok. Na gumki koloru naturalnego miałem liczne skubnięcia, ale po wyjęciu zestawu z wody ogonek był tylko pokiereszowany, a na hak nic nie chciało się zaciąć. Połowiłem tak z nim do godziny 9:00. Chorwat złowił na swój sposób jeszcze 3 ryby. Nie było ważne czy duże czy małe, od razu dawał w łeb, bo tłumaczył, że ma 2 dzieci i musi je karmić. Ja nie złowiłem nic i zastanawiałem się jak się dobrać do nich na spinning. Ryby, które złowił to były jak mówił "Ciple". Miały od 15cm do 30cm długości. Chodziły stadami pod powierzchnią i były podobne do naszych uklei. Złowił też jedną z podłużnymi, żółtymi paskami, bardziej egzotyczną. Rozstaliśmy się, a ja poszedłem na śniadanie.

Zaraz po śniadaniu zacząłem kombinować jak zrobić aby ryby się zacinały jednak na moje paprochy. Dowiązałem do haka malutki przyponik z malutkim hakiem i wbiłem go w ogonek twisterka, by już po południu, jak tylko słońce tak mocno nie waliło sprawdzić ten patent. Spinningowałem około 2 godzin i nie złowiłem nic.

Kolejnego dnia postanowiłem, że nie będę się bawił z paprochami i postaram się pospinningować większymi blachami, woblerami i wszystkim co mam w pudełku. I wiecie co? Łowiłem tak non stop przez kolejne 2 dni i bez brania! Porażka totalna. Zauważyłem jednak turystę z Węgier, który obok łowił na spławik (matchówka) i łowił na chleb różne ciekawe rybki (nie widziałem dokładnie jakie, bo był dość daleko). Postanowiłem sprofanować spinning i udałem się do sklepu wędkarskiego, jedynego w Trogirze.

Wszedłem i doznałem szoku ! Sklep wędkarski więcej miał kusz, harpunów, sieci i łodzi niż całego sprzętu wędkarskiego. Pokazałem Panu, że potrzebuję małe haczyki i żyłkę 0,09 to się poklepał w głowę. Najcieńszą jaką miał to przegrubiona 0,14 i najmniejsze haki nr 10. No nic, kupiłem to i spławik i zapłaciłem jak za złoto. Czego się nie robi, by coś złowić :)

Gdy wracałem spotkałem znajomego, który o dziwo, przez przypadek zabrał dwie wędki i trochę sprzętu. Wyłudziłem od niego kij Shimano 3,9m o CW do 60g i ciężarki oraz kilka przyponów z haczykami nr 14 (Gamakatsu). Umówiłem się z nim na ryby na wieczór i poszedłem montować zestaw.

Wylądowałem ze spinningiem Shimano Alivio 2,7m uzbrojonym w żyłkę 0,18, spławik i przypon 0,10 z hakami 14. Zabrałem ze sobą chleb i puszkę kukurydzy. Wziąłem też nóż by odłupywać ze skał ślimaki, by potem założyć je na kij i rzucać z gruntu (z wędką na sztorc).

Odłupałem trochę ślimaków, założyłem na hak i rzuciłem grunt. W rurkę na parasole włożyłem kij i zabrałem się do spławika. Na hak założyłem chlebek, tak aby grot wystawał i zarzuciłem. Branie miałem niemal natychmiast (może z 10 sekund od zarzucenia) i pierwsza ryba zawisła na moim haku. Była bardzo kolorowa, miała ostre zęby i kolce dwa na grzbietowe płetwie. Dziwna ryba, nie była duża, ale walczyła zawzięcie. Byłem trochę w szoku i chciałem ją szybko wypuścić, dlatego zdjęcie nie udało się zbyt dobrze. Oto ona:

Odpiąłem ją i wypuściłem, okazała się silna i odpłynęła bez szwanku. Zacząłem łowić w ten sposób i złowiłem w ten dzień jeszcze 3 inne gatunki, w tym "Ciplę, i tę rybkę z żółtymi paskami, którą znałem". Jedną, też inną, która była dość duża i walczyła niesamowicie zaciekle!

Dwie rybki wziąłem do domu, by je wypatroszyć i porobić z nich filety na hak i mieć czym łowić z gruntu. Wieczorem udałem się ponownie na ryby. Zarzuciłem grunt z filetem na hakach (w zestawie zrobiłem 3 przypony z 3 kawałkami mięsa). Spławikiem łowiłem sobie nadal rybki, gdy nagle szczytówka wędki gruntowej zaczęła drgać. Zaciąłem i złowiłem rybkę, która wydawała mi się podobna do tej pierwszej kolorowej, tylko była jakby mniej ubarwiona i bez kolców na płetwie. Zęby jednak miała ostre. Na spławik złowiłem też kilka sztuk.

Po tych wędkowaniach miałem już pewien pogląd na to jak łowić:
1. Koniecznie hak musi być bardzo ostry. Gamakatsu spełniał to zadanie.
2. Chleb musiał być bardzo mocno ubity i ugnieciony na haku, by ryby go w ciągu pierwszych sekund nie strąciły
3. Musiał wystawać dość spory kawał grota z przynęty, inaczej pustych brań było na 10, aż 9!

cdn.

Kacper Potocki *Katanka*
www.Katanka.vel.pl

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Nareszcie cos sensownego o Chorwacji.... 8)
fajne, tylko znów telenowela w modzie :)
Cos mi sie zdjecia z tego artykulu nie laduja - z innych tak. Pokaz obraz w oddzielnymn oknie tez nie dziala. Za to wyglada jakby zdjecia byly podlinkowane ze strony katanki (adres u dolu podczas ladowania). Czy mozna na to cos poradzic???
Przy okazji - a jak wyglada sprawa licencji na wedkowanie w morzu w Chorwacji?
Obrazki ładowane są z zewnątrz, ze strony Kacpra na serwerze vel.pl. My na to ładowanie nic nie poradzimy.
Fajnie kombinujesz w nowym łowisku. Widoki z okna faktycznie mieliście świetne. A co robi szanowna małżonka, kiedy Ty próbujesz tych nowych metod? Czekam na dalsze części.
Kacper dawaj resztę,
Bądż człowiekiem chłopie,
Z ciekawości, w skórze sie nie zmieszczę,
Co tam jeszcze było, na tym Twoim urlopie???
Odrobine wędkarskiej egzotyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Wiele sie słyszy dobrego o Chorwacji i zeby jeszcze tam połowić to musi być coś pięknego.
Z drugiej strony znam jedego Chorwata, w sumie tak pośrednio i on mówi ,ze Polska to jest piekny kraj i ze chciałby tutaj zamieszkać na stałe...:grin

A swoją drogą jaki jest koszt takiej \"niby\" wędkarskiej wyprawy do Chorwacji?Może nawet nie koszt ale ceny? Nie żebym sie od razu rwał, ale coś mi sie zdaje, ze w Polsce dało by sie nieźle połowić za podobne koszta. Zresztą kto dba o kase jesli chodzi o rybki?:-) :grin
ted jak nie możesz się doczekać :grin :
Chorwacja - raj...
O, dzisiaj zdjecia sie laduja.
Identyczne rybki jak ta na zdjeciu lowilem w Czarnogorze, takze te opisane w tekscie. Lowilem je na kawalki kalmarow, podobnie jak u Katanki wiekszosc zaciec byla na poczatku pusta, ale nie z powodu delikatnych bran a odcinania przez rybki zylki. Wiekszosc tamtejszych gatunku ma mase drobnych zabkow do zeskrobywania pokarmu ze skal lub miazdzenia miezdzenia mieczakow. Pomoglo jak zaczalem robic przypony z cienkiej plecionki. Przy okazji byly takze belony - ale na spining nie reagowaly, tez na splawik ale z powierzchni. Mieszkalem w domu z tarasem wychodzacym wprost do morza. Jak plywajac widzialem jakas grupke ryb to wracalem po wedke i probowalem swoich sil. Mimo ze dysponowalem lodka wioslowa, i tak najlepsze wyniki mialem z brzegu przy skalach.