Hucho Taimen – król.

Największa łososiowata ryba świata. Największa, najbardziej tajemnicza, najbardziej nieprzewidywalna i nieobliczalna. Może więc szaman, a nie król?

Jego kuzyn w europie – Głowacica (Hucho hucho) żyjąca w dorzeczu Dunaju dorasta do znacznie mniejszych rozmiarów.

Tajmien to ryba osiadła. Nie spływa do morza. Jak pstrąg wybiera stałe miejsca zamieszkania w rzece i odbywa jedynie wędrówki na tarło wczesną wiosną.

Jeśli reguły, to także wyjątki. Jego sachalińska odmiana (Hucho perryi) bytuje w morzu Japońskim i wchodzi do rzek na tarło. Jest dość rzadka i zwykle nie przekracza rozmiarów powyżej 25kg.

Typowy drapieżnik. Większy odżywia się wszystkim co pomieści się w jego pysku. Dożywa nawet 60 lat. Największą dotychczas udokumentowaną rybę złowiono w 1943r w rzece Kotuy (plato Putorana – arktyka). Przy długości 210cm ryba ważyła 105kg.

Inne: rzeka Amur, 1945r – złowiony na żywca, 80kg

Ewenkia, 1962r – zastrzelony z karabinu okaz miał blisko dwa metry.

Ryby przekraczające 25kg począwszy od lat osiemdziesiątych pojawiają się niezwykle rzadko. Słyszy się o nich. Np. japoński wędkarz nie dał sobie rady i miejscowy przewodnik zastrzelił rybę ze sztucera. W 2002 udokumentowano dwie duże ryby: 160 i 155cm.

Opowieści o spotkaniach pojawiają się i krążą (patrz: link )

Ryba jak ryba. Ma podłużny kształt i okrągły jak torpeda przekrój. Głowa nieco spłaszczona. Pysk wyposażony w drobne, ostre zęby. Płetwa tłuszczowa jak najbardziej na miejscu. Na bokach nieregularne czarne plamki. Barwa tułowia od srebrzystej do niemal czarnej. Ogon i tylna część ciała czerwona, niekiedy bardzo wyraziście. W trakcie tarła całe ciało przybiera czerwony odcień.

Mięso białe, smaczne jak u wszystkich łososiowatych.

Kiedyś zajmował prawie wszystkie rzeki Syberii. Od Obu na zachodzie do Indygirki na wschodzie i Amuru na południu. Dzisiaj żyje na kurczących się skrawkach nietkniętej przyrody. Z roku na rok mniejszych. Jeszcze gdzieniegdzie w Mongolii, kraju Chabarowskim i w Arktyce. Niedobitki trafiają się w wielkiej Lenie ,Jeniseju i górach Wierchojańskich. Niebawem pozostaną po nim tylko ślady na starych fotografiach.

Jak go złowić, jak spotkać? Wiem i nie wiem....

Im dłużej wędruje i natykam się na jego tropy tym bardziej: nie wiem.

Najpierw zasady i reguły, czas i miejsce....

Jak każda łososiowata, lubi silny prąd i chłodną, dobrze natlenioną wodę.

Wody górskie i arktyka?

Tak, ale nie tylko. Także wielkie nizinne rzeki Syberii.

Miejsce na mapie? Dzisiaj te najdalsze od ludzi.. Ja sugeruje 200km od najbliższej drogi i wioski.

Czas – dwa miesiące po tarle, czyli od zejścia lodów i ostatni miesiąc przed zakuciem rzeki w lód. Kiedy nocami temperatura spada już w okolice zera lub poniżej.

Gdzie w rzece?

Głębokie jamy i rynny. Ujścia potoków bogate w spływające ryby. Wlewy poniżej bystrzy, progów i wodospadów.

Tak, tak. Klasyka...

Wszyscy to wiedzą i piszą. Tam złowiłem niejednego tajmienia, ale i nie raz nic nie złowiłem.

Łowiłem je także w miejscach, gdzie nie warto nawet rzucić wzrokiem. Na płytkich płaniach z silnym nurtem i leniwych zakrętach z prawie stojącą wodą.

Bywają wszędzie i nigdzie.

SĄ REGUŁY I ICH NIE MA.

Tajmienie polują w rozmaitych miejscach. Dno może być wysłane drobnym żwirem równe jak stół i wysypane dużymi kamieniami pełne dołów. Jeśli rzeka odsłania lita skałę na dnie warto zatrzymać się na dłużej. Nie wiem dlaczego, ale te miejsca pachną królem szczególnie.

Jeżeli w bogatej w ryby rzece spotkasz miejsce idealne na zasadzkę dla drapieżnika i jednocześnie bezrybne, bądź szczególnie czujny. Głębokie, z kryjówkami na dnie, zawirowaniami prądu, w cieniu skalnej ściany i trudno dostępne.

To może być to miejsce...

Jeżeli ryby są 100m powyżej i 100m poniżej, a w środku brak oznak życia, to może być to... Spróbuj rano, w południe, wieczorem i w nocy.

Tam gdzie mieszka duży tajmien, ot taki od 15kg wzwyż nie pływają ryby mniejsze niż 3 – 3,5 kg. On nie zostawia okruchów na stole. Obok przeżyją tylko tacy, którzy nie zmieszczą się w paszczy.

W przeciwieństwie do ssaków, ryby rosną przez całe życie. Król żyje długo. W jednych rzekach rośnie szybciej, w innych wolniej. To zależy od długości sezonu, średnich temperatur wody, obfitości pożywienia, a może i od genów otrzymanych po przodkach.

Im starszy tym mądrzejszy.

Bardzo trudno przechytrzyć wielką starą rybę.

Jak to zrobić? – oto jest pytanie.

Ludzie zawsze pytają o sprzęt jakby to miało znaczenie. Jakieś ma, ale chyba nie podstawowe. Skoro pytają, to pewnie dla nich jest to ważne tzn. dla ludzi.

Krótko mówiąc sprzęt powinien być tak mocny, aby jeszcze umożliwiał sprawne posługiwanie się nim.

Muchówka: od AFTM 8 w górę. Jeśli głęboko i silny prąd to najcięższy sznur jaki uniesie. Jeśli płytko, może być pływający. Streamer 20cm na pewno nie będzie za duży.

Spinning: szybki, mocny kij. Ciężar wyrzutowy dostosowany do przynęty i siły nurtu. Hamulec kołowrotka z tych najlepszych. Linka? Ja zwykle stosuję plecionkę 65lbs (Power Pro, Fins, P-Line). Taką linkę jeszcze można daleko rzucić ciężką przynętą. Niestety lekka i mała przynęta znaczy cienka linka. Król tego nie toleruje.

Haki i kotwice: Ostre. Warto mieć pilnik i robić z niego użytek. Nie zawiodłem się na kotwicach Ownera 2 i 3X od 1/0 do 4/0. Zawiodłem się natomiast na standartowych kółkach łącznikowych. Warto o tym pamiętać, żeby nie zostać z prostym drucikiem w ręku.

Przynęty: wiem i nie wiem.

Łowienie ryb to czas prób i intuicji. Wiele zależy od miejsca, rzeki, pory roku, stanu wody. Głębokie o spokojnym nurcie są dobre dla woblera. Duże woblery pływające, schodzące na 2 – 3m w dół (np. Rapala magnum 18cm). Polecam także łamane, dwu lub trzyczęściowe.

W gruncie rzeczy bardziej od rodzaju przynęty istotne jest, aby dostać się nią w pobliże ryby. Na samym dnie, jak najgłębiej, jak najbliżej pyska. Dlatego w jednym miejscu będzie skuteczny wobler, a w innym (z silnym prądem) lepsza będzie płaska wahadłówka o wadze 40-60g. Czasami warto sięgnąć po duże obrotówki (np.Blue Fox no.6 lub takie z wielkimi chwostami stosowane w USA na muskie).

Głęboko to znaczy dosłownie pośród kamieni. Poczuj na kiju każdą nierówność dna. Stracisz niejedna przynętę , ale czasami spotkasz rybę.

Jeżeli zasady istnieją, to przynęta jak największa. Kiedy król zje dwukilowego lenoka, może nie jeść przez tydzień. Może się jednak nie oprzeć maluchowi w zasięgu pyska i na to możesz liczyć. Jak łowić w górskiej rzece na imitację 2-3 kilowego pstrąga lub siei niestety nie wiem i nikt mi nie pokazał. Może ludzka ręka jest za słaba do posługiwania się takimi przynętami?

Na koniec o ulubionych przekąskach.

Król uwielbia gryzonie. Myszy, szczury, lemingi, wiewiórki, łasice, susły....

Wszystko, co zmieści w pysku.

Warto bacznie szukać wzrokiem i oceniać wielkość zwierzątek dookoła. „Myszka” długości 15 cm zwykle nie będzie za duża. Myślę, że będzie w sam raz...

Jak łowić myszką? Kiedy i gdzie?

Zasady mówią, że w zwolnieniach prądu, wieczorem i nocą. Życie mówi, że dobra imitacją można kusić także w dzień i wszędzie tam gdzie jest ryba. Można spływać myszką powoli i naturalnie. Można szybko, agresywnie chlapiąc.

Zaciśnij ręce mocno na rękojeści jeżeli zobaczysz nadciągającą z tyłu falę.... To może być to.

Kiedy ryba będzie już na wędce nie warto się śpieszyć. Hamulec tak ustawiony, żeby ryba mogła odchodzić po kilka metrów. Kilka, a nie kilkadziesiąt. Jeżeli coś zaczyna podejrzanie trzeszczeć musisz iść za rybą. Jeśli trzeba biegnij i szukaj miejsca gdzie prąd wody przestanie jej pomagać.

Tam warto ją zatrzymać. Zmęczona przystaje coraz częściej i na dłużej. Nie ufaj jej do końca. Nawet pokładająca się na boki bywa groźna. To wszystko co napisałem powyżej jest istotne i nieistotne.

Czasami pomaga, a czasami przeszkadza.

Najpiękniejsze bywa poszukiwanie.

Spływ rzeką, cisza, uważność, intuicja i instynkt.

Tropienie ulotnych śladów w wodzie.

Posługuj się wzrokiem, zapachem i uczuciem.

Nie ufaj wiedzy i zdaj się na instynkt.

Jeśli spotkasz ostatniego szamana rzeki, nie zabijaj.

Nie dobija się ostatnich mamutów...

 

slawek

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Nawet nie wiem, jak to skomentować... Piekny tekst Sławku. Naprawdę... Jakaś zatrzymana na chwile cząstka swiata, która przemija. I którą miałeś okazje zobaczyć. I nam ja przekazać. Dzieki.
Pozostaję pod ogromnym wrażeniem.

Tekst, zdjęcia - to przede wszystkim. Ale ta dzika kraina, te ryby... Trudno nie ulec fascynacji.
Jeeeezzzzuuuuuuuu !!!!!!! Zeby te tajmienie nie byly tak k....wsko daleko :sigh
Fotki robia wrazenie :)
slawku, moglbys podeslac kosztorys takiej wyprawy dla 5-6 osob na priva? :)
Kiedyś i ja \"spróbuję się\" z Królem. Może też napotkam ałmasa i zajrzę w głębie Chubsuguł?... Piękne zdjęcia i opis!
Co takiego jest w pisarstwie Sławka? Naprawdę nie wiem. Jego styl jest urzekający, choć bardzo oszczędny, ascetyczny. Krótkimi zdaniami mówi bardzo wiele i przekazuje mnóstwo uczuć, przeżyć, nastrojów, które są przecież tak trudne do opisania!

Wracałem wielokrotnie do jego artykułów o Mongolii i Syberii. Wiem, że do tego tekstu o tajmeniu też sięgnę jeszcze nieraz.

Serdeczne pozdrowienia dla Autora,
Paweł_K
Cytat:
Jeeeezzzzuuuuuuuu !!!!!!! Zeby te tajmienie nie byly tak k....wsko daleko


To by ich już wogóle nie było :cry
Fascynujące ryby!
Gratuluję przeżyć i umiejętności ich przekazania. Jestem pod wrażeniem.
Ufff... Niesamowite. Dzięki.
W zasadzie to jest epitafium dla taimienia. Ta ryba nie ma prawa przezyc.
Homo sapiens zje wszystko, a potem bedzie wspominal: taimien w smietanie, w koperku, z chrzanem itd.
Wysokie ceny ropy w ostatnim czasie moze odwleka wyrok o kilka lat. Ceny helikopterow rosna...
Przeczytałem na bezdechu.
A myślałem... Zresztą to nieważne...

Sławek, czekamy na następne perełki.
Zaje.... ale to musi byc uczucie złowic takiego potowra a potem zwrócic mu wolność piekny artykuł!!!!!
PC. ony wyglądają troche jak Anakondy ;) :)
Jestem pod wrażeniem sagi jaką opisałes ze spływu . I masz znów piękny opis przyrody ze wschodu i ryb jakie tam tamtejsze rzeki posiadają . Poprostu wspanale to wszystko nam przedstawiasz i opisujesz -- wielkie dzieki tylko tyle mogę Ci powiedziec . Z poważaniem Kazik . :)
Chciałbym napisać, że nie masz racji, że ma szanse... ale nie mam dziś nastroju do oszukiwania samego siebie:-(
Bajka takich miejsc nie ma.
Kiedyś gadałem sobie z Jaremą Stępowskim, który z moim kolegą łowił te rybki w Mongolii, pożarli jednego z ogniska, podobno pyszności.
ale widoki, pozazdrościć
Co by napisać, żeby nie kadzić
Jak by napisać, by coś poradzić.
W oczy mnie kłują przepiękne foty.
Aż iść na bezrybie nie mam ochoty

Dobrze że drogo, daleka droga
Klimat surowy i zima sroga
I nie dojedzie, nikt autobusem
Się nie opłaca, powie więc kłusol

Góry ogromne, krajobraz wielki
Stoi tam człowiek, łepek od szpilki.
Z góry zobaczysz, tasiemki skrawek
Gdzie chwile szczęścia zostawił Sławek.

Poszukaj Sławku w swoim albumie
Myślę że fotek masz dużo w sumie.
I tak jak piszesz, bez rad i porad
A artykuł skrobnij zimową porą.