Któregoś pięknego dnia moja córka Kasia kategorycznym tonem żąda uzbrojenia lekkiego spinningu i zielonego twistera. I szybko pokazuje, że też potrafi łowić. Jej łupem padają przyzwoite rdzawce żerujące w przybrzeżnych kamieniach.

Łowi też inne wynalazki.

A my postanowiliśmy poszukać mocniejszych wrażeń. Płyniemy dalej. Gdzieś kiedyś wyczytałem (chyba w WŚ), że jedne z lepszych łowisk norweskich znajdują się w okolicy ferm łososi. W kolejnej skalistej zatoce natrafiamy na taką fermę.

Opływamy ją dookoła. Robi wrażenie. W basenach łososi na gęsto. Nigdzie nie widać tablic o zakazie połowu więc zaczynamy. Najpierw nieśmiało w odległości ok. 200 metrów od hodowli. I znowu łowimy plamiaki i pojedyńcze czarniaki. Powoli dryfujemy w stronę hodowli. Sonda pokazuje głębokość od 90 do 35 metrów przy samej farmie. Musimy uważać na liny mocujące. Przy kolejnym dryfie wpływamy między baseny z łososiami i przybrzeżne skały. Pod nami 60 metrów głębokości. I zaczyna się festiwal. Ryby biorą na wszystko. Przy dnie i w toni. Jedna się spina, zaraz inna bierze. Duże plamiaki, molwy, bosmy, pojedyncze dorsze, czarniaki i rdzawce. Niezależnie od zestawu. Konrad łowi na pilkera 70 g, Maciek na 150 g a ja na 250 g. W pewnym momencie czuję potworne walnięcie przy samym dnie. Zacinam i siedzi. Niestety, po kilku metrach puszcza węzeł na plecionce. Szlag mnie trafia bo już dawno miałem go przewiązać. Ponawiamy dryf. Tym razem czekam i rozmasowuję sobie bark. Dopiero po zdryfowaniu na poprzednie miejsce opuszczam zestaw na dno. I znowu to samo ! Ale tym razem plecionka przewiązana i nic nie powinno się wydarzyć. Po kilku potężnych szarpnięciach ryba słabnie i hol przypomina wyciąganie beczki z kamieniami. Powoli "coś" wyciągam na powierzchnię. Jezusie Nazareński... Olbrzymia paszcza pełna zębów... Najprawdziwsza żabnica !! Konrad z pewną dozą nieśmiałości i niemałym lękiem w oczach podhacza ją osęką.

Nienaturalnie opasły brzuch sugeruje niespodziankę. Łowimy jeszcze kilka plamiaków i spływamy do domciu.

Pozostało tylko przygotowanie jedzonka.

Uśmiech księżniczki. Jest jak Fiat Multipla - tak brzydka że aż piękna.

Zęby jak u rekina.

Przy patroszeniu wyjaśnia się zagadka jej pełnego żołądka. Księżniczka zjadła na śniadanie ponadkilogramową flądrę.

Na kolację mamy filety i zupę rybną.

Kobiety zażyczyły sobie wycieczkę po fiordzie.

A co poza rybami?
Po pierwsze Bergen. Śliczne miasteczko położone nad fiordem.

Atrakcje turystyczne oparte na rodzimych legendach i opowieściach :)

Kulinarne rozmaitości...

Warte odwiedzenia jest akwarium z okazami ryb i krabów zamieszkujących norweskie fiordy.

I nie tylko norweskie...

W Muzeum Historii Naturalnej możemy podziwiać wypreparowane okazy świata zwierząt. Np. szkielety olbrzymich krokodyli.

I okazy rekinów.

Po drugie Lodowiec. Po drodze mamy przeprawę promową na drugą stronę fiordu.

A wjazd na szczyt wyzwala sporą dawkę adrenaliny.

A widok lodu i narciarzy w środku lata...

Na dole temperatura powietrza wynosiła 23 stopnie a na górze 8 stopni. Różnica poziomów - 1500 metrów.

Jakie popełniliśmy błędy ?

1. Przeprawa promowa. Lepiej chyba jest płynąć z Danii do Bergen. Odpada w ten sposób 500-kilometrowa trasa przez góry i przełęcze. A do Danii jedzie się przez Niemcy autostradą. W sumie wyjdzie taniej i mniej męcząco.

2. Towarzystwo. Ostatni raz wziąłem nieznajome osoby znalezione przez internet, żeby obniżyć koszty na osobę. Jestem człowiekiem kompromisów ale bez przesady. W przyszłym roku wolę zapłacić więcej i mieć święty spokój.

3. Przynęty. Zapomnijcie o bałtyckich pilkerach i przywieszkach w jaskrawych kolorach. Ze względu na niesamowitą przezroczystość wody w norweskich fiordach sprawdzały się przede wszystkim srebrne pilkery i ciemne gumy. Przywieszki ze srebrną blaszką znakomicie wabiły makrele i inne ryby.

4. Echosonda. Podstawowe modele można zostawić w domu. Potrzeba jest echosonda z mocnym sygnałem i dużą rozdzielczością aby cokolwiek odczytać na głębokościach powyżej 100 metrów.

5. GPS. Wskazany ale w tych okolicach niekonieczny. Zawsze natrafimy na inne rybne miejsce.

Cały 2-tygodniowy urlop wraz z wszelkimi możliwymi kosztami wyniósł 2500 zetów na osobę.

WRAŻENIA - BEZCENNE

Stefan

PS. Od kilku dni mam sny. Śnią mi się Lofoty...

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Piękna trelacja! Nie mam naprawdę nic do dodania. Wszystko zostało napisane i przedstawione na fotach. Warto, naprawdę warto choć raz w życiu tam pojechać. Raj wędkarski, zwłaszcza dla zwolenników morskich połowów.
I z pewnością pojadę tam jeszcze! Wszak zobaczyłem dopiero niewielki fragment norweskiego wybrzeża:D Lofoty czekają. Może już za rok?? Oby!!
Śliczne zdjecia i relacja niczego sobie. Najwyższa nota. Też zorganizowałem wypad do Norwegii w czerwcu ale łowiliśmy na jeziorku blisko fiordu. Nie popełniłem żadnego błedu o którym pisałeś, ale pod koniec był handel przynętami, bo trochę mało mieliśmy tych najłowniejszych. Bawiliśmy się w klasyczny spining, a że przynęty ciężkie to ręce nas bolały nie tylko od holu ryb. Jak znajde więcej czasu to przygotuję relację. pozdrawiam
Hmmmmmmm..... Ciekawe jak poczuje się Konrad i Gosia kiedy to przeczytają.
Moze przemysla i przestawia swoje charaktery ? Gosia byla ok ale jej malzonek... EOT.
Cytat:
Gosia byla ok

Ciekawe, jak się poczuje Dorota, gdy to przeczyta...
fotomontaże same i jakieś senne opowieści :-)
Nareszcie. Chciałbyś żeby ta eskapada trwała tyle ile trwa ta relacja w czasie, co ???
PS Trofea piękne.
Flądra była świeżutka. Poszła do Stefanowej zamrażary i chyba już została spożyta:D
Fladra jeszcze sie ruszala jak ja wydobylismy z zoladka zabnicy wiec poszla do zamrazarki.
Waldi, czy ja cokolwiek napisalem o Konradzie i Gosi ?? Przeciez Korsarze to tez kumple z internetu ;);)
cukier - 2.5 zeta/kg
chleb - 5 zetow
krewetki w supermarkecie - 10 zetow/kg
wedzone mieso wieloryba - 150 zetow/kg (pyszne-polecam)
kanapka z owocami morza na targu rybnym - 20 zetow (jedna wystarcza na pol dnia)
maslo - 12 zetow/0.5kg
mleko - 3 zety (pyszne)
stockfish - 180 zetow/kg
ziemniaki - 2 zety/kg

Generalnie jest troche drozej niz w Polsce ale bez przesady. Te ceny nie usprawiedliwiaja zabierania ze soba 40 pasztecikow podlaskich, 20 kg ziemniakow czy 5 kg Ramy.
Skąd takie fajne kombinezony. Gdzie można nabyć i za ile?
Kombinezony zakupilismy na miejscu w sklepie GoSport. Sa to wypornosciowe modele ABU, cena - niecale 500 zetow. Gratis dostalismy noze do filetowania marki Ron Thompson.
Aha, bym zapomnial:
pilker - 35-40 zetow (to juz lepiej w Polsce kupic)
spining Browning 2.95m, 15-60 g, SiC, bajer - 250 zetow
multiplikator Abu Ambassadeur 7000 - 5000 zetow (szok!!)
plecionki morskie - 500-100 zetow za 270 metrow.
Wyprawa piękna. Gratuluję.

Te \"krokodyle\" wyglądają mi najbardziej na walenie (wieloryby).

Pozdrawiam

Jerzy Kowalski
Rejony sympatyczne, jak to zwykle bywa w Norwegii......ale te Wasze ryby to jakaś totalna PORAŻKA!!!!...nie złowiliście nic godnego uwagi...gdzie te wielkie norweskie czarniaki,rdzawce i dorsze????
Piękna relacja, piękne zdjęcia. Przeżyć co niemiara. Ryb połowiliście, łódką się napływaliście. Następnym razem należałoby zabrać jeszcze narty, byłby komplet! ;)Od zimy do lata. Super! Pozdrawiam.
2500 pln-ów na głowę to nie mało, ale chyba warto było. Do tej listy można dopisać 6 pkt.- na drugi rok weźniemy narty.
Stefan, odniosę się do pkt.3 - mój dobry znajomy, który bardzo często łowi dorsze amatorsko i sportowo z całkiem niezłym skutkiem używa przede wszystkim właśnie srebrnych pilkerów. I nie piszę tu o niklowanych przypominających srebro..dosłownie jakby je posrebrzył.
Te chmury przypomniały mi czasy kiedy byłem na saksach w Norwegi w 89 roku. Miałem takie miejsce, na które często jeździłem, gdzie stałem sobie w chmurach.
Pzdr...Stefiman
super naprawde super, a jeżeli chodzi o nieznajomych to tak jest, najwazniejsze jest doborowe towarzystwo.;-))
Marek, to był urlop turystyczno-rodzinno-wędkarski. Ryby tym razem nie były najważniejsze. A brak okazów wynika z punktu 3, 4 i ew. 5.
Na duże ryby już planuję wyprawę na przyszły rok dalej na północ.
pozdr
Swietny opis, super fotki tylko na początku mogłeś zacząć troszeczkę inaczej: Któregoś pięknego dnia, moja piękna córka Kasia kategorycznym tonem żąda uzbrojenia lekkiego spinningu. A po za tym wszystko super. Pozdrawiam ted
:grin Za reszte zapłaciłeś pewną karta....
Lofoty? Pisze się jako nieznajomy z internetu... Ale nie za 2,5 tys złotówek... Buuuu!
DO Czeza - Ortograficznego Krzyżowca:

Cytat:
nie dałbym Ci jej wziąść do łódki


nie ma takiego słowa... Ostrzegałem, że bedę polował :grin
Zed, jak juz napisalem - to byl wyjazd rodzinny ze zwiedzaniem, jedzeniem w restauracjach, zakupem upominkow itd. Jesli by jechali sami wedkarze i tylko na ryby to z powodzeniem mozna sie zamknac w kwocie 1500 zetow za 2 tygodnie razem z dojazdem.
Serdeczne pozdrowienia, dla Towarzyszy Wyprawy (szczególne dla ...)
przesyła
Gosia

PS. Piękne zdjęcia tylko mało...

:-))
Cytat:
Serdeczne pozdrowienia, dla Towarzyszy Wyprawy (szczególne dla ...)
przesyła
Gosia


Zajrzałem do wizytówki.. I strasznie zaciekawiły mnie preferowane przez Ciebie łowisko i metody połowu.. Można prosić o coś szerzej na ten temat?? Np. w formie artykułu??
Ja tez nie mam nic naprzeciw ;)
A zwlaszcza metoda. Bo lowisko to podejrzewam jez. Misie :grin
niech sobie tata gada co chce, ale ja chętnie bym zwiedziła Oslo. Szkoda, że tylko przez nie przejeżdżaliśmy... :cry Ale od czego są następne lata? W przyszłym relacja z połowów w Chorwacji ;)
Chyba cię Chrystus opuścił ;)
Chciałbyś =P