Letniego dzionka siadł chłop nad tonią,
Patrzył, jak drobiazg okonki gonią,
Pociągał piwko z chłodzonej puchy
I łamiąc głowę gryzł był paluchy:

Skąd wziąć wędeczkę na wczasowisku?
Żona zobaczy - spierze po pysku,
Bo był obiecał dzieciom i żonie,
że w te wakacje nie zerknie w tonie!
Że będzie chodził pod rękę z żoną,
Umalowaną i wystrojoną,
Z dziećmi na lody i karuzelę,
Tak w dzień powszedni, jak i w niedzielę...
Będzie przykładnym mężem i tatą,
Jak długie całe wczasowe lato!
Przyrzekł chłopina w chwili słabości,
Że ani łuski i ani ości!

A tu jezioro wabi i nęci,
Pachnie tatarak aż w nosie kręci,
Grzybienie bielą się ponad liściem,
W toni uklejka błyska srebrzyście,
Wschody, zachody, mgielne opary...
(Cóżeś ty przyrzekł, ty durniu stary?!).
Piekieł otchłanie i czyśćca męki,
Niczym są wobec takiej udręki!
Machnął chłop ręką na swe przysięgi,
Wyciął z krzaczora kij zgrabny, tęgi,
Brat-wędkarz obok zrozumiał bóle,
Pożyczył spławik i żyłki szpulę,
Parę haczyków, ciężarków kilka...
O jakże błoga kradziona chwilka,
Już się kołysze zestaw przy trzcinie.

* * *

Oj, biedaczysko się nie wywinie!
Na stawkę wdziera się wśród łomotu
Niewiasta w sukni, lady z namiotu:
Gdzie Twoje słowo, nie masz honoru!!!
Dama dostaje ciężkich waporów,
Spazmy ją trzepią, aż się zatyka...
Biedak skorzystał i rączo zmyka
Z dala od wrzasków i od rodziny
Skryć się bezpiecznie gdzieś pośród trzciny.

* * *

Morał z tej letniej balladki taki:
Nie dajcie łatwo słowa, chłopaki!
Nie zarzekajcie jak żaba błota,
Że wam do wędki przeszła ochota,
Bo widok wody i tak was złapie
I wędka sama znajdzie się w łapie.
A mądre żony, panny, kochanki,
Niech Wam odpuszczą wędkarskie ranki,
Niech wam odpuszczą wieczorne brania,
A będą bardziej godne kochania.
Za te ustępstwa, za ten kompromis
Możecie włóczyć się z Nią - dłoń w dłoni,
Możecie dzieciom kupować lody...
Byle mieć tylko dostęp do wody.
I tak rodzina w zdrowym komplecie
Dobre wspomnienia ma po tym lecie!

Ewa Ćwikła *Stynka*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Wyborne! :grin
Oj, Ewuniu, sedno w sednie 8)
Fajna balladka. Już zacytowana moim znajomym. jedni się obśmiali, a innym buzie posmutniały i łezka błysnęła w oku :grin :grin :grin
:grin :grin :grin Skąd ja to znam? Z czasów młodości! Też dwa tygodnie musiałem odpuścić, albo pod pretekstem potrzebnych dla zdrowia wczesnoporannych spacerów leciałem nad wodę i wyciągałem leszczynowy kijek z krzaków, a pudełko z nazbieranymi wieczorem rosówami z kieszeni i miałem świetny i nie mniej zdrowotny relaks na brzegu wody. Ryby oczywiście wypuszczałem. Dzięki Stynce za przypomnienie.
Ewcia, prorocze słowa !!! Brawo i wielki ukłon :)
Nic innego nie wymyśle co moi przedpisacy. Super
:) :) :)
Ewuś! To jest przepiknie zwierszowane, lecz w moim przypadky jak tylko po cichaczu przybieram wdzianko wędkarskie i dylam do aftomobila to już żoneczka i pies są zapakowani i gotowi do drogi! Och z babż źle a bez babochy jeszcze gorzej :grin :grin
Kapitalne chyba prawdziwe,chociaż u mnie tak samo jak u Kryskona tylko bez psa.