Kanikuły czas minął, gorączki opadły,
prozaika życia „dopada” nas znowu.
Dzieci w szkole, w nauce, znów „fałdów przysiadły”,
My zaś pracę widzimy, jakby życia „novum”.


Werbel dzienny spokojnie rytmem czasu stuka,
Już schematu zwykłego, znowu się trzymamy,
Jednak w głębi coś korci, coś przygody szuka.
Zamyślamy się czasem, z nadzieją na zmiany.


Pani Jesień się zbliża w złocistej sukience,
Barwiąc świata obszary swymi kolorami,
Zapachy dojrzałe składa w nasze ręce,
zapełnia spiżarnie smacznymi słojami.


Jednak czegoś brakuje w „szeregach chomiczych”,
Gama barw niekompletna, braki w gamie smaków,
Rachunek niezgodny, choćbyś różnie liczył,
musisz coś z tym zrobić, by nie było braków.


...i nagle olśnienie – tu z pamięci spływa,
zapachem znaczone, doznanie rozkoszy,
już myśliwy-zbieracz gdzieś w Tobie ożywa,
taki gen co się w Tobie od zawsze panoszy.


Teraz czekasz dnia - z autopsji wynoszę -,
By dać upust chuciom i nie liczyć czasu,
Oddać się wyprawie, zabrać z sobą kosze,
Pojechać na grzyby, gdzieś w ostępy lasu.


Podnieta wspaniała, ruch jest już o świcie,
Poranne wstawanie, jak nigdy, ochocze,
Bierzemy kanapki, w termos jakieś picie,
By dziarsko, do lasu, jak do raju wkroczyć.


Teraz już spokojnie, gąszcze przemierzamy,
Omiatając wzrokiem, ściółki areały,
Kodujemy w oczach, barwy wszystkie plamy,
By je wszystkie widzieć, by się nie schowały.


Szum leśnego hymnu, ptactwa gaworzenie,
Zapachów jesieni, mamy pod dostatkiem,
Nagle żółci odcień, jedyny z odcieni,
Tak, to „kurki” stoją...i to całe stadko.


Szczególny to grzybek, wszędzie pożądany,
Mały żółty lejek, o kształcie owalnym,
Na stołach jak klejnot, zawsze podawany,
Słynie z łagodności... a „pieprznik jadalny”.


Dalej czerwień błyska z białymi kropkami,
Na nóżce sukienka w falbanki zmarszczona,
Baletnica piękna, w pokazie przed nami,
jest trująca, i tylko...do tańca stworzona.


Obok baletnicy, dziarski „kozak” stoi.
Smukły, twardy żołnierz, do szeregu staje,
Patrzy na tańczącą i rzec się nie boi:
„to nie prawda... nie prawda, że kto z kim przestaje”.


Tuż za brzezinami, wzdłuż duktu leśnego,
Stoją „gąski” twarde, jakby w marsza szyku,
seledynu wstęgą, tuż przy samym brzegu,
jakby tan czekały, by być już w koszyku.


A „Gąski” – rarytas – „rajskie”, smakowite,
Przyrządzania „gąsek”, w księdze, jest bez liku,
W occie, czy duszone, czy w sosie spowite,
są również sprawcami „boskiego” krupniku.


Nieco w bok od duktu, pomiędzy świerkami,
co długie sukmany, ścielą w siwe trawy,
jakby okrywały, by zbieracz oczami,
nie sięgnął, nie wtargnął, w „podgrzybka” enklawy.


Podgrzybek jest smaczny, świeży i suszony,
Ozdoba bigosów, zup rafinowanych,
Z cebulką w przykryciu, wolniutko duszony,
Konkurent dla potraw, nawet dobrze znanych.


W dolince strumyka, płynącego w lesie,
Gdzie dywan zielony na żwirku wyrasta,
rosną rude „rydze”, a wieść gminna niesie,
że są najsmaczniejsze... z masełkiem... i basta!


W koszyku już ciasno, lecz dalsze szukanie,
Bo próżność grzybiarską trzeba zaspokoić,
„borowika” znaleźć, każdy ma zadanie,
aby się nim chwalić, i żądze ukoić.


Znaleźć „borowika”, to gratka nie lada,
A prestiż grzybiarza, ilości wynikiem,
Bo jest najpiękniejszy, każdy tak powiada,
Nawet wieszcz Mickiewicz zwie go pułkownikiem.


Chodzimy więc dalej, w gąszcze zaglądamy,
może być gdziekolwiek, bo on rośnie wszędzie,
jak znajdziemy; z radości się nie posiadamy,
na wierzchu, w koszyku, ozdobą nam będzie.


Kosze już są pełne, czujemy zmęczenie,
Polana, mech miękki, kanapki i kawa,
Teraz odpoczynek tylko ma znaczenie,
Patrzący na kosze, dumą się napawa,


Ale jak do domu, kosze już przyniesiesz,
Grzyby przebieramy, czyścimy uparcie,
To co całym pięknem, było jeszcze w lesie,
Teraz jest zwyczajne, teraz zwykłe „żarcie”.


Jednak ta wyprawa długi czas jest z Tobą,
Tylko zamkniesz oczy, widzisz gdzieś pod sosną,
Jak piękne, dorodne, są lasu ozdobą,
I na wyciągniecie ręki, grzyby wkoło rosną.


Teraz już jest dobrze, spiżarnia w komplecie,
Cała gama smaków, stoją w rzędzie słoje,
Pani Jesień pójdzie, kto przyjdzie?...już wiecie,
Teraz pani Zimy, wcale się nie boję.

Janek Chalecki

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

normalnie poeta. Janek powinieneś jakiś tomik wierszy skompletować. :)
Zdecydowanie i w pełni umysłu śmiem twierdzić, iż rymy słupsko - chaleckie są nieporównywalnie lepsze od częstochowskich!!! :grin :grin :grin
A ja chciałbym dodać, że: zachęcony wierszem poszedłem do lasu,
aby nazbierać grzybków, choćby byle jakich,
bo na dalszy wypad nie mam i zdrowia i czasu...
Ale w krzakach były same... \"papierzaki\"!
a gdy późną jesienią idę na sandacze
pod łozinę zajrzę i co tam zobaczę?
przy zmurszałym pieńku aksamitne nóżki
złotem kapeluszy błyskają wierzbówki

smacznego
:)
Janku, czekamy na wydanie tomika Twoich wierszy. Pozdrowienia :)
Dwunastozgłoskowiec grzybiarski nam dałeś,
Ty który na grzyby daleko biegałeś,
co do papierzaków się nie wypowiadam,
co do Twoich rymów do stóp Ci upadam! :grin
Dzięki wszystkim :) ale i tak nie umiem powiedzieć wszystkiego co widzę i czuję tam...w lesie :cry