Miałem ciekawą przygodę po wyjściu ze szpitala, gdzie przebywałem prawie miesiąc. Śledziłem z zazdrością relacje z wypadów wędkarskich kolegów i koleżanek na zaprzyjaźnionych portalach wędkarskich. Pogoda za oknem przewspaniała, a ja „przywiązany” do szpitalnego łoża rurkami od kroplówek, jedną ręką klikałem po laptopie w poszukiwaniu nowych relacji z bieżących połowów. Obiecałem sobie, że nic mnie nie powstrzyma przed małym wypadem nad wodę po wyjściu z przymusowej „niewoli”. Po powrocie do domu zameldowałem się żoneczce, że już jestem na wolności i przyjadę po nią po jej pracy i zrobimy razem jakieś konkretne zakupy. Zgodziła się chętnie, dla mnie to było bardzo na rękę, gdyż wiedziałem, że w hipermarkecie Bożence zejdzie na ciuchach, co najmniej z 1 do 2 godzin, a ja w tym czasie bryknę do pobliskiego lasku odnaleźć dawno zapomniane glinianki, na których stawiałem pierwsze kroki wędkarskie.

W latach 70-siątych zasady wędkowania bardzo się różniły od dzisiejszych. Język angielski był niewskazany a o C&R nikt nie słyszał.

Na Narwi woda za wysoka, by pospinningować, a takie miejscóweczki mogą jeszcze zadziwić niejednego wędkonosza. Umówiliśmy się z Bożenką, że jak już przebrnie przez swoje ulubione regały, to zadzwoni po mnie i ruszymy na normalne zakupy. Nie zdradzając jej swojego planu o rekonesansie i zamiarze zabrania jej w najbliższą sobotę lub niedzielę na nieznaną dla niej wodę. Miałem troszkę obawy, że te glinianki mogą już nie istnieć i czy moje cudowne wspomnienia z czasów młodości nie zostaną brutalnie potraktowane przykrą rzeczywistością. Wszak nie brakowało ingerencji niekompetentnych naprawiaczy przyrody nad wieloma wodami.

Po zaparkowaniu na skraju lasu, postanowiłem dalej pójść pieszo, by wreszcie do woli napawać się walorami przepięknych darów matki natury, po prawie miesięcznej izolacji od przyrody i paskudnej cywilizacji. Jednak pomimo moich obaw, przed moimi oczami ukazał się widok wprost nie do opisania! Po przejściu paruset metrów moim oczom ukazał się obraz jak nie z naszego świata. Rzeczka o krystalicznej wodzie, tak czystej, że na 1,5 m wszystko było widać jak na dłoni i to bez polaroidów!

Jeszcze takie wody istnieją.

Spod brzegu uciekała drobnica słysząc moje kroki, więc zacząłem zachowywać się jak rasowy traper, by dostrzec jakieś większe okazy i udało się! Szok: pstrągi, okonie i cholera wie co jeszcze, zamieszkiwało ten strumyczek. Skąd on się tu wziął, przecież kiedyś były tu tylko wyrobiska gliny i małe bezrybne strumyczki o brunatnym zabarwieniu wody? Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę! Jak zwykle w takich sytuacjach nie mam ze sobą aparatu, przecież nikt mi w to odkrycie nie uwierzy. Już zastanawiałem się czy mam wszystkie klepki w głowie dobrze poukładane! Idąc dalej dostrzegłem leśne oczko wodne, potem jeszcze jedno.

Czyż to oczko w lesie nie ma duszy?

Tu też jest na czym oko zawiesić i gdzie wędkę zamoczyć.

Kiedy zabiorę tu Bożenkę, to zdębieje z podziwu, dziś jej nic nie powiem, to będzie dla niej super niespodzianka na najbliższy weekend. Jutro dowiem się do kogo należy ta woda, by nie popaść w jakieś przykre niespodzianki podczas wędkowania. Dzisiejsza pogoda, jak na jesienne popołudnie, jest zaskakująco nietypowa, jak wszystko w tym miejscu jakieś takie nierealne. Brak śmieci w lesie i nad wodą, nie ma śladu cywilizacji i pseudo wędkarzy jak i „śmiecio turystów”, co tu jest grane! Zamknąłem oczy by obrazy bardziej mi się utrwaliły, gdyż czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem a do tego tak blisko Białegostoku.

Próbowałem wsłuchać się w odgłosy dziewiczego zakątka, zapewne niezapomnianego przez Boga, a pominiętego przez wszędobylską cywilizację. Położyłem się na skrawku bujnego mchu pod potężnym świerkiem, na którym zwisały dorodne szyszki i ponownie zamknąłem oczy. Zrobiło się cudownie błogo, cisza aż do bólu, ale dlaczego tu nie ma żywej duszy?

Błogie lenistwo zawładnęło moim ciałem na jakiś czas, lecz nagle poczułem przeszywający ból w okolicach pępka… No kuźwa! Jakaś końska mucha przerwała mi moje wylegiwanie i zmusiła do natychmiastowego powrotu do rzeczywistości… po części było to niezwykle okrutne. Dlaczego po części? Bo w tym samym czasie jak otworzyłem oczy, ujrzałem nad sobą uśmiechniętą twarz i usłyszałem słowa wypowiedziane przemiłym głosem: - Panie Kondzior, dość spania, zastrzyczek w brzuch już zrobiłam a teraz zmienimy kroplóweczki!

No nie!!! To nie może być prawda. Przecież już mnie tu nie ma. Toż to nie może być sen!!! Kurde, gdzie ta woda, gdzie dziewicza przyroda? Po drugim zastrzyku powróciłem do rzeczywistego świata...

To wszystko przez Stynkę, Hilarego i Bulbę, gdyż ich wędkarskie dzieła „połknąłem” w całości od dechy do dechy i przez rybołapów z WCWI, jak i innych portali. Śledziłem je ciągle, szukając informacji o nowych sukcesach wędkarskich, oglądając coraz fajniejsze fotki z ciekawych wypraw zamieszczanych w necie.

Po wyjściu ze szpitala pogoda się okrutnie spaskudziła, dobra na miętusa, lecz woda w Narwi strasznie wysoka i wywiad donosi, że nie ma co się wybierać na „miękkiego” w nasze rejony. No, ale co przeżyłem we śnie to moje i nikt mi tego nie odbierze, a życie toczy się dalej. Myślę, że jeszcze kiedyś znajdę taką wodę, taki las i takie drzewo, lecz myślę, że będzie realne, pachnące żywicą i przepełnione gwarem wszelkiego rodzaju mieszkańców lasu i szumem wody.

PS. Serdeczne dzięki Stynce, Hilaremu i śp. Januszowi Niczyporowiczowi za rozkosz czytania Waszych dzieł, które pomogły mi przetrwać dość trudne chwile. Jeszcze jedno podziękowanie wszystkim, którzy o mnie pamiętali i telefony do mnie wykonali, było mi bardzo miło słyszeć miłe słowa i wiedzieć, że ma się nie tylko kolegów, ale i przyjaciół!

Krzysztof Kondzior *Kryskon*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Krzychu leżałem prawie obok pod tą sosną :roll :grin
A rybki to pod lodem prędzej, albo na wiosnę czekać.
Pozdrawiam serdecznie!
Ha, szpitalik dał Ci trochę w kość, Kryskoniku. Odrabiasz zaległości w czytaniu i pisaniu widzę.Żeś mnie wybił z tym szpitalnym snem. :grin
Co za przewrotność losu. Krzychowi w szpitalu marzyły się sosenki a ja patrzę na sosenki za oknem i marzy mi się miesiąc w jakimś przytulnym szpitaliku ... podkurują nadwątloną wątróbkę i nereczki, przyniosą pastyleczki, jedzonko do łóżeczka ... echhhhh.
Fajnie tak czasem sobie pomarzyc we śnie. Życzę Ci Krykson takiej pięknej wody w realu!
Fajowy tekścik,
Dzięki, Krzysztofie, za miłe słowa. Ja też, tylko nieco krócej, niedawno leżałem w szpitalu (pierwszy raz w życiu) i wiem, jakie wtedy pieprzoty chodzą człowiekowi po głowie. A swoją drogą kocham małe rzeczułki, siurki, glinianki i zarośniete stawki, bo tylko tam czasem można zetknąć się z nie skażoną przyrodą. Tylko już bardzo rzadko udaje mi się wybrać na takie wyprawy. Zdrówka życzę i realizacji sennych marzeń.
Krzychu, kiedyś w jakiejś zawierusze na WCWI, napisałem na innym portalu, że mam przyjaciół i tu i tam. Myślę, że nie nadużyłem słowa przyjaciel.
Mam przekonanie, że Ty masz ich wielu tu jak i na innych wędkarskich portalach. Co do leżenia w szpitalu to się najbardziej tego właśnie boję, bo oprócz skręconej kostki nie chorowałem.
Idą Święta, idzie Nowy Rok wiec życzę Ci dużo zdrowia i dużo, dużo czasu na rybki.
Pomarzyć dobra rzecz, jeszcze tylko trochę zimy i już wiosna.
Dzięki Panowie za miłe słowa! Mam nadzieję, że w przyszłym roku nadrobię wieloletnie zaległości w prawdziwym wędkowaniu ograniczone niedyspozycją zdrowotną.

Krzychu! Koniecznie zastosuj się do zaleceń, które Ci przesłałem!
:)
szczęście że nie zabiłeś tej \"końskiej muchy\"
:grin
Świetne opowiadanie Krzysiu!Już zacząłem się zastanawiać o jaką rzeczkę Ci chodzi zwłaszcza jak napisałeś,że widziałeś pstrągi :) Choć wiem z własnego doświadczenia,ze małe rzeczki potrafią zaskakiwać. Tak było kiedyś ze Skrodą, maleńką rzeczką płynącą niedaleko mojej rodzinnej miejscowości,gdzie łapaliśmy fantastycznie duże miętusy(rekord 3,20kg)a potem ładne pstrągi. Tak,ze życzę Ci znalezienia podobnej rzeczki w realu.Pozdrawiam i dużo zdrówka życzę.
Krzychu ty się nic nie zmieniłeś , cały czas taki młody.Super opowiadanie.
Krzysiu, dzięki za dobre słowo.Warto było zatem namazać te teksty. Twój sen to wystarczający pretekst, żeby pisać. Cieszę się, że dały Ci troszkę radości i zdrowe, \"rybowe\" sny. Życzę zdrówka. Nie daj się!
Zanim doczytałem do momentu przebudzenia i oglądając zdjęcia zacząłem się zastanawiać co Ci w tej kroplówce podawali :roll bo tak pięknie i czysto to nie ma.Całe szczęście że się wyjaśniło :P a Tobie tylko wyśniło.
Poznaje ów stawiki :) Pięknie by było, gdyby Twój sen się spełnił... ojj pięknie :)
Beny! Super się czyta Twoje teksty i ogląda wspaniałe foty. Dzięki Tobie odżywają wspaniałe wspomnienia z odległych lat jak jeszcze w naszych wodach roiło się od wielu gatunków wspaniałych ryb. Miło na sercu się robi, że tacy jak Ty, znaczy się młodzi ludzie myślą pozytywnie w stosunku do naszego ekosystemu, by coś po nas pozostało dla naszych dzieci i wnuków w przywróconej formie a nie tylko degradacja środowiska. A tak w nawiasie to EKO-TERRORYSTÓW, PSEŁDO EKOLOGÓW POWIESIŁBYM ZA JA..JA NA MOKREJ GAŁĘZI, BO SUCHA PĘKNIE!!! :(