Wpadam do domu z dżoba a tu Piwonia prasuje jakieś kiecki. Mówię do niej: "Łumen, pakuj walizki!". Ona na to: "O dżizes, wygrałeś Megamilion w Lotto i mam się wynosić, tak?". Więc wyjaśniam: "Niii... dostałem bonusa i zafundujemy sobie coś ulubionego". Piwonia: "Aaaa... dasz mi na powiększenie cycków?". "Nieeee!!! Jedziemy na nasze Ulubione Wczasy – Żywiec and bassy!!!".

Nie mogłem zmrużyć oka w noc przed wyjazdem... pewnie z emocji. Poza tym Piwonia hałasowała - pakowała ciuchy, patelnie, talerze i inne przygwizdy do 4 rano. Był już świt jak wreszcie zasnąłem.

Alarm-klok zadryndał bezlitośnie o six ej-em więc zrobiłem kofi i wylałem Piwonii na głowę, żeby zaczęła nosić staf do kary. Ja w tym czasie odpaliłem Interneta, żeby sprawdzić exity na hajłeju. Po godzinie moja hanej zameldowała, że wszystko z wyjątkiem silnika do bouta jest w aucie ... więc poszedłem jej przytrzymać drzwi. Ten silnik jest cholernie ciężki, ale dała sobie radę. Zawsze przed wyjazdem lubię sprawdzić czy zabraliśmy ewryfin, więc pytam: "Dżakety zabrałaś na kold łewer ?" – "Yes", "Sigarety są ?" – "Dwa kartony Malboro", "Sixpaka i ucho zabezpieczyła tałelami ?" – "Ou boy ... zapomniałam ucha". Dałem jej 30 dolary i dyrekszyns do likier sztoru, gdzie mają Finlandię na sejlu . Wakacje bez ucha to nie wakacje.

Kara napakowana po pachy więc mówię: "Bierz kluczyki i ruszamy bo browar zaczyna łapać gorączkę sobotniej nocy." A ona na to: "Zlituj się... nie spałam całą noc, poprowadż chociaż godzinkę. " Więc się zlitowałem... mówię: "Też źle spałem bo tak hałasowałaś tym pakowaniem... odpocznij ten minyt, wyklinuj exterior w tym czasie... i za kółko!"

Do hajłeju wlekliśmy się za jakimś trokiem i już mialem mu pokazać środkowy palec, co u nas jest dobrym zwyczajem, kiedy zobaczyłem nazwę jego firmy. Myślę sobie: "Rodak... szkoda faceta... w domu ma pyskate córki... żona też pyskata..."

Zatrzymujemy się po drodze przy big fiszing i hanting stor, bo otwieracz do bira wpadł mi pod fotel a jako pasażer mam prawo być pod urokiem promilli. Piwonia poszła do lejdis bafrum zrobić pi-pi a ja obejrzałem stoisko ze spławikami. Very bjutiful krap. W przemyśle spławikologicznym różnica między Polską i USA jest taka jak między Mercedesem i Trabantem.

Wreszcie jesteśmy w kabinie nad naszym lejkiem. Pozwoliłem Piwonii rozpakować samochód a ja w tym czasie poszedłem z piwkiem nad jezioro. Po powrocie okazało się, że moja hanej padła i wszystkie wędki zostawiła na mojej głowie.

Dzień pierwszy, rzut pierwszy. Po złowieniu pajka obwieszczam wszystkim maupom w okolicy okrzykiem King Konga, kto tu jest boss.

W mojej łoter ubyło tego dnia kilka predatorów jak mawia Arni w Posterunku 13. Co wyłowię to oni i tak zarybią...

Dzień drugi. Piwonia budzi mnie zapachem smażonego szczupaka na brekfest. Trochę ją opieprzyłem, że nie podała mi piwa do łóżka, ale w końcu zabrałem ją znowu na bouta, żeby nie musiała cały dzień opalać się na słyming pulu tak jak lubi.

Moje ulubione łowisko - małe jezioro far pod Kanada.

Spędzamy tu wekejszyn już meny jers więc znam każdy spat gdzie siedzą fisze.

Jezioro jest bardzo zarośnięte i dosyć płytkie. Są w nim 2 gatunki szczupaków: Northern Pike, dorastający do dużych rozmiarów i Pickerel, mały pikuś. Różnią się wielkością, centkami i czymś tam jeszcze.

Mówiłem Piwonii, żeby coś założyła bo pikczer pójdzie w świat. Założyła czapkę.

Dawno temu (fota pochodzi z czasów przed odkryciem cyfraków) Piwonia nie mogła uwierzyć, że na takie breloczki biorą ryby. Nazywała je pieszczotliwie – pis of sziet.

Noc to ulubiona pora dnia na moim ulubionym łowisku.

Piwonia zwykle wyrywa największe ryby z jeziora bo się mnie nie słucha.

Szczupak złowiony na pis of sziet.

Bassy w tym jeziorze pływają przy samym brzegu. Kazałem Piwonii postawić mój fotelik tam gdzie złowiłem ostatnio dużego. Postawiła dokładnie.

Poranna mgła nad jeziorem. Coś nam odbiło i wypłynęliśmy o świcie. Ryby nie brały. Lubię to łowisko, bo najlepsze brania są w południe i wieczorem. Jeszcze nie zdarzyło mi się zaspać na zachód słońca.

Leon Zawodowiec na swoim wodnym odkurzaczu klinuje chwasty. W jeziorze jest tyle wodorostów, że śruby w silnikach stają. Fajny dżob - cały dzień na wodzie i pół roku wakacji.

Jezioro jest w górach. Pogoda zmienia się bardzo szybko. Za chwilę będzie burza - poznaję to po dobrych braniach.

Do domu niedaleko nawet ze środka jeziora. Lubię ten spokój przed burzą i lustro na wodzie.

Te bassy złowiliśmy w 15 minut - przed burzą. Chwytały przynęty w momencie zetknięcia z wodą. Teraz zetkną się z teksańską masakrą nożem elektrycznym zanim wrócą w dobrej kondycji...

Reinbou nad górami zwiastuje, że już po ptakach... koniec picia Żywca na porczu.

Czasami Piwonia zamyka mnie na basenie i każe popilnować drinka kiedy pływa. Nie upilnowałem ani jednego.

Szczupak wieczorową porą.

W deszczowe dni, kiedy jest bed łewer, łowimy z pomostu na spławik i robala.

Ten bandyta napadł na dorożkę w samo południe – haj nun jak mawiają kauboje z Drinkpointu.

Bassy to bardzo smakowite rybki ... brakuje jeszcze pół basa.

Zwykle spędzamy nad jeziorem parę dni w okolicy 4 Lipca – Independence Day (amerykańskie Święto Niepodległości). Wszyscy mieszkańcy jeziora odpalają wieczorem nielegalne zakupy od Chińczyków. Z fajerwerkami w stanie Nowy Jork jest zupełnie odwrotnie niż z dolarami w PRL-u – Chińczykom wolno sprzedawać, ale kupowanie i używanie w celach zrobienia atrakcji na niebie jest zabronione.

W tym roku odpalili ulubionego bouta właściciela kempingu. Na szczęście tego nie widział bo był już drank i leżał pod pomostem. Na drugi dzień, kiedy zobaczył wypaloną dziurę w burcie powiedział: "Faken turists" co oznaczało, że czas wracać z wakacji.

Ostatnia noc i full mun nad jeziorem pokazuje pełne kształty.

Kolacja tylko z grilla, tylko póżną nocą, tylko z piwem - słuchając najnowszego kumkania żab z jeziora.

"See you next year, lake!"

Widokówka z Ulubionego Łowiska dla miłośników wędki i piwska.

Piwoniusz

PS. Wyrazy wyszczególnione są wyrazami jak najbardziej polskimi w powszechnym użyciu ludności zamieszkującej Greenpoint w Nowym Jorku. Słowniczek polsko-polski (wersja Drinkpoint) ułożony niealfabetycznie – w kolejności wystąpienia zwrotu w powyższym tekście. Drinkpoint – Greenpoint – dzielnica Nowego Jorku zamieszkała od czasów Piasta przez rodaków znad Wisły. Centrum handlu polską kiełbasą i Żywcem.

dżob (job) – praca czyli tyra. Przekleństwo klasy pijącej.
Łumen (woman) – kobieta.
dżizes – O Jezusicku!
bonus (bonus) – premia wypłacana keszem (cash) czyli gotówka.
alarm-klok (alarm-clock) – budzik. Najgorszy wynalazek pod słońcem.
six ej-em (6 a.m.) – 6 rano. (Amerykanie nie używają 24 godzin – jest 12 godzin po północy (a.m.) i 12 godzin po południu (p.m.) ... godzina np. 19 nie istnieje – to jest 7 p.m.)
kofi (coffee)– kawa. Na Drinkpoincie w polskiej kawiarni zamawia się w ten sposób: "Zrób mi kofi z milkiem średni sajz i wrzuć dwie szugar".
staf (stuff)– rzeczy.
kara (car) – samochód.
exit na hajłeju (exit on highway) – zjazd z autostrady.
hanej (honey) – miodzio. Jeden z ulubionych zwrotów na Drinkpoincie zastępujący polskie – "moja stara".
bout (boat) – łódź. W narzeczu Drinkpointu "mała łódka" (small boat) jest boucik.
ewryfin (everything) – wszystko.
dżaket (jacket)– kurtka. Na Drinkpoincie garnitur (suit) też jest dżaket. W dżakecie chodzi się tylko w Sunday. Zupełnie odwrotnie niż na Manhattanie, gdzie urzędasy noszące na codzień marynarki zakładają od święta najbardziej porwane dżinsy i stare adidasy. Jestem urzędasem jak by się ktoś pytał i wyróżniam się ordynarnym ubiorem w niedzielnym tłumie dyrektorów i prezesów zażywających spaceru główną ulicą Drinkpointu – Nasrał Ave (Nassau Avenue).
kold (cold) – zimno.
łewer (weather) – pogoda.
sigarety (cigarettes) – fajki.
sixpak (six-pack) – zgrzewka, 6 piw w pudełku.
ucho – butelka wódki z charakterystycznym uchem do trzymania o pojemności 1.75 Litra. Jedynym odstępstwem jest 1.75 L wódki Olifant zwana "słonikiem".
tałel (towel) – ręcznik.
Ou boy – szczególnie ulubiony przerywnik stosowany w każdym zdaniu przez lampucery Drinkpointu nie znające już więcej amerykańskich słów. Co on oznacza ? ... Ou boy ... nie wiem ;)
30 dolary – 30 dolarów (30 dollars) W narzeczu Drinkpointu słowo dolar nie odmienia się - tak samo jak w języku amerykańskim. Np. po angielsku mówi się: 2 dollars, 5 dollars lub 10 dollars. Po greenpoincku właściwa odmiana jest: 2 dolary, 5 dolary oraz 10 dolary. Osoby bez wyższego wykształcenia mówią "10 dulary".
dyrekszyns (directions) – wskazówki, kierunek.
likier sztor (liquor store) – sklep monopolowy.
sejl (sale) – obniżka cen, promocja.
ten minyt (10 minutes) – 10 minut.
klinować (clean) – wyczyścić, posprzątać. Kolejne słowo z narzecza Greenpointu, które całkowicie wyparło polski odpowiednik, nawet w sferach ynteligenckich. Kiedyś oddałem zegarek do polskiego dziuwelera (juweler – jubiler), żeby mi oczyścił mechanizm. Zdążył mi w nim wymienić pasek zanim zrozumiał, że ma go tylko "wyklinować".
ixtirior (exterior) – zewnętrzna strona, karoseria samochodu.
trok (truck) – ciężarówka. Po Drinkpoincie jeżdżą tylko 3 rodzaje samochodów: kary, wany i troki.
big fiszing and hanting stor (fishing and hunting supplies) - duży sklep z artykułami wędkarsko-myśliwskimi.
bir (beer) – piwo. To wie każde dziecko. Dzieciom poniżej 21 lat nie sprzedaje się bira.
lejdis bafrum (ladies bathroom) – damska łazienka. Amerykańska ubikacja to restroom (pokój odpoczynku) lub bathroom (pokój kąpielowy). Water closety (WC-ety) są tylko w Europie.
pi (pee) – sikać.
bjutiful (beautiful) – piękne.
krap (crap) – "kufno". Rzadko używany wyraz na wschód od East River. Zdecydowanie popularniejszy w języku polskim tych terenów jest "shit" ewentualnie "bull shit" (bycza kupa).
kabina (cabin) – dacza, domek letniskowy.
lejk (lake) – jezioro. W dużym mieście Szikago wielu Polaków mieszka "na laku" (nad jeziorem). Tamtejsze narzecze jest nieco inne niż język polski na Greenpoincie.
pajk (pike) – szczupak.
boss (boss) – szef.
łoter (water) – woda. Zasłyszane w polskim warzywniaku na Drinkpoincie: "Ou boy, ten łotermelon to sama woda!". łotermelon = arbuz.
predator (predator) – drapieżnik.
brekfest (breakfast) – śniadanie. Na wakacjach to synonim Żywca.
słyming pul (swimming pool) – basen do pływania. Ludności Drinkpointu nie imponuje już dom z basenem ... musi być domek z pulem.
far (far) – daleko.
wekejszyn (vacation) – wakacje.
meny jers (many years) – wiele lat. Ja mieszkać niedaleko Drinkpoint meny jers dlatego jestem taki smart... ou boy.
spat (spot) – miejsce, punkt.
fisze (fish) – ryby.
pikczer (picture) – obrazek, fotografia.
pis of sziet (piece of shit) – dosłownie: kawał gówna. Amerykanie uwielbiają tym określeniem nazywać wszystko co im się nie podoba dookoła. Polacy na Drinkpoincie uwielbiają tym określeniem nazywać wszystko co im się niestety podoba ... u sąsiada.
reinbou (rainbow) – tęcza.
porcz (porch) – weranda, taras. Domek z pulem i boucikiem jest pis of sziet jak nie ma porcza.
bed łewer (bad weather) – brzydka pogoda.
haj nun (high noon) – samo południe – 12:05.
drank (drunk) – pijany.
faken (fucken) – pie... lony. Na Drinkpoincie panuje kultura i nie mówi się brzydko na literę "p". Tam wszystko jest faken good.
full mun (full moon) – pełnia księżyca.
dacyt (that is it) – to już wszystko. Indianie mieli swoje "Howgh" a Polanie mają "dacyta", którym należy zakończyć każdą wypowiedź na Drinkpoincie. Skończyło mi się piwo i dacyt.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

No, Piwo! Tym tekstem poprawiłeś mi na dziś humor :grin ! A inglisz-polisz dykszonary - MIODZIO :)!
Zaplułem monitor :grin
Piwoniusz, ale żeś zapuścił prowokatora :eek ;)
A po drodze nie widziałeś żeby się bojsy fajtowały na saidłoku 8)
Gratki wielkie dzięki za tą relacje poprawiła humor i rozpaliła wspomnienia.A przy okazji troszkę człowiek englisha lizną :grin :grin
Piwoniusz Ty minąłeś się z powołaniem, Ciebie powinni wciągnąć do kabaretu :)
Plujący na monitor niech się szykują na jutro! Wiem co mówię, bo kawę z krawędzi ciężko wymyć, a robię to z przerwami od wczoraj, kiedy otrzymałem 2 część Trylogii Piwoniusza :)
TJ samolubie daj i nam popluć na monitor. :)
Na okoliczność oczekiwanej cz. II odnalazłem zapomnianą maseczkę chirurgiczną. Monitor będzie bezpieczny :grin
Z tym powiększaniem...krągłości to przesada.
Są w sam raz :grin
Marian.. koneser :) To się Piwoniusz ucieszy!
Nat bad :grin Aj nuet że ju ar kreizji :grin
...kocham Cię \"Żywconiuszu\", komentaż zbyteczny, a Piwonia vel \"Żywconia\" jest....no wiesz...teges. tzn superek, albo ...nie wiem, ale dałbym Jej oskara za udział w Twoich twórzych wygibusach :grin
Krzychu. Zaje...., chętnie bym tam u Was spędził taki łykendzik :grin :grin :grin :grin
Gratulacje! To prawdziwy majstersztyk - po polsku powiedziawszy. Nic mi nie poprawiło dziś humoru tak, jak ten reportażyk!
Dzięki! i Czekam na podobne.
Dziękuję Wam za przemiłe komentarze. Trochę odetchnąłem gdyż jak to Trylogia - ma następne dwie części, zatem \"to ne konec pane Havranek\". W następnej części zapraszam pod namioty za czasów PRL-u. :)
No, nie! Ten słowniczek jest r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-y! Brunetka TAKŻE!!! Pozdrawiam kordialnie! (serdecznie - pozdrawia stale JKowalski) HJ
Kompromitacja!....żenada...itd
Amado, napisz mi szczerze, ale tak do bólu ... czy doszedłeś do tego wniosku po pierwszych słowach i fotkach artykułu czy też zmusiłeś się do skatowania swojego monitora aż po kropkę nad \"i\". Wiesz, to jest ważne dla mnie. Szczerość za szczerość - ja po obejrzeniu 2 fotek z Twojej strony http://www.amado.toya.net.pl/img/foto_z_wypraw/max/max_197.jpg oraz http://www.amado.toya.net.pl/img/foto_z_wypraw/max/max_187.jpg nie oglądałem już dalej ... na Twoim miejscu nie używałbym słowa \"kompromitacja\". :roll
:grin :grin :grin Niezłe niezłe za......e. Super text.
I po co piszesz Ty farciarzu
że łumen Twoja jest szczęśliwa
i zapakuje staf w bagażu
I nie zapomni sixpak piwa

Kiedy my cichcem, na nasze fisze
uciekać z domu musimy chyłkiem
Co po powrocie, już nie opiszę
i nie chwalimy się swoim tyłkiem.

Nie jeden macho, twardziel czy boss
\"Klinować\" chatę co dzień zmuszony
\"łumen\" zaś odda pełniutki trzos.
I kwiaty kupi dla swojej żony.

Bed łewer nastał nad nasze fisze
Ze świecą szukać takiego lejk-a
Lecz wiosna idzie, może napiszę
Pozdrawiam Cię (Was) hej-ka.




faken good Krzysiek :grin
Optymistyczne, radosne łowy w amerykańskim stylu. Przy takim podejściu wszystko cieszy i jest fun. :grin
W naszych realiach żeby bez negatywnych komentarzy się obejśc (BTW HGW do czego się odnoszących)jednak potrzebna jest jakaś śmiertelnie poważna notka (nie wiem jak to to angielsku, pomyśl o tym przy następnym artykule i umieść w przypisach ;-))że tych basów co leżą w misce jest w tej wodzie tyle co śledzi w Bałtyku.

I pewnie długo ich nie ubędzie, bo nie sądze żeby typowy amerykanin jeździł, męczył i się starał o pokarm gdy do marketu bliżej, taniej i dla większości przyjemniej :roll
Paweł, w takim razie i ja na poważnie ... ale tylko w celu wyjaśnienia realiów amerykańskich. Wysyłając ten tekst ze zdjęciami zrobionymi w czasach zanim zarejestrowałem się na WCWI zdawałem sobie sprawę z kontrowersyjności np. fotki ze stołem nakrytym bassami. Obecnie nie robię takich fotek niemniej nadal łowię limit i zamrażam filety w kostce lodu, żeby mieć świeżego bassa przez resztę roku. Takie ilości ryb są dla mnie osiągalne tylko raz w roku przez 5 dni wakacji, na północy stanu New York - z bliższych weekendowych wypraw zwykle przywożę kilka okonków. Uwielbiam zjeść rybkę złowioną na własną gumę a niestety sklepy oferują tylko dorsze, morszczuki i inne słonowodne stworzenia. W moich okolicach nie ma rybaków na jeziorach i nie łowi się ryb słodkowodnych na handel. Może dlatego też, poza zarybianiem, jest ich tak dużo w jeziorach. W każdym razie, jeśli nie chcę na kolację tuńczyka czy innej flądry to muszę sobie radzić sam z wędką bo handel zupełnie nie dba o kaprysy mojego podniebienia. Jeśli chodzi o Amerykanów to zgadzam się, że napotykani przeze mnie na jeziorach w dużej większości łowią dla sportu - czyli wypuszczają nawet nie fotografując. Rozmawiałem z kilkoma z nich i okazywało się, że oni w ogóle ryb nie jedzą. Nieliczni, którzy jedzą wypuszczają bassy bo ... nie potrafią ich oskrobać (bass ma łuskę jak okoń - kiedyś próbowałem oskrobać ... zajęło mi to 30 minut). Tacy nie przepuszczą \"crappie\", którą uważają za smakołyk. Sprawdzałem tą rybę wielokrotnie na patelni - jest zupełnie przeciętna - ale ma jedną zaletę - łuskę łatwo się skrobie jak u płotki. Na moim jeziorze na północy czasami kręci się w okolicy niewątpliwie Amerykanin na swoim Batorym (łódź z kabiną i pokładem na 20 osób ... circa - 40 000 $ ... bogaty człowiek). Gościu kosi dookoła mnie nawet niewymiarki, które ja wyrzucam za burtę ... do momentu aż zapełni 5 galonowy pojemnik na ryby. Reasumując - tutaj nie ma problemu typu C&R or KILL prawdopodobnie z powodu obfitości ryb w wodach. Każdy robi to co lubi - jedni łowią dla sportu (mogliby pójść na siłownię zamiast męczyć rybki :grin )a inni z prymitywnych pobudek łowcy (to ja) ... a jeszcze inni strzelają do karpi z łuków - bo mają na to pozwolenie.
Hej Ted - Twój poem very good !
Życzę byś fish miał ever wbród.
Kłaniam się za Twe wersy nisko,
Upiłbym Cię za nie ...
Gdybym mieszkał blisko.
:)
Jak tylko zobaczyłem tytuł, to od razu wiedziałem, że bedzie mi się podobać ;)
Krzychu, potrafisz pisać.Bardzo się cieszę, że odłożyłeś na chwilę ołówek kreślarski i wziąłeś pióro do ręki. Przy pierwszej mojej wizycie w NJ zabieram wydruk i poproszę o dedykację ... tak po starej znajomości.
Pozdrawiam serdecznie
Piwowarski! Jesteś dziarski! Dałeś czadu aż miło, że po przeczytaniu tego tekściora fajnacko na duszy mi się zrobiło!!! :grin :grin :grin
Fantastyczne opowiadanie,tak obrazowe, że niemalże czuję zapach jeziora... i ryb.
Acha i biegnę do sklepu po farbę, blondynka może wpaść tu w kompleksy, więc może chociaż czarne pasemka.. :grin
Kiepsko wyglądają zdjęcia prezentowanych ryb.
Zwolennicy C&R przysnęli czy celowo nie widzą braku poszanowania ryb- kolesiostwo czy coś??? Nie mam nic do naszego kolegi z za oceanu ale jak tak, to bądźmy wyrozumiali dla wszystkich użytkowników WCWI włączając w to galerię foto.
To chyba nie jest ważne czy foty ryb pochodzą z USA czy z Bangladeszu…. Wyrażam swoją opinię bo dla mnie prezentacja ryb na niektórych zdjęciach jest tragiczna.
:cry
Sory, bo muszę dołożyć, że Ci, co najwięcej „szczekają” C&R tutaj klaszczą. hihihihihihi :grin
Sławku, zgadzam się, że kiepsko \"wyglądały\" zdjęcia złowionych ryb. Spodziewałem się takiego komentarza więc mam oczywiście usprawiedliwienie lekarskie L-4 na taką sytuację - wszystkie zdjęcia z powyższego artu zostały wykonane zanim zarejestrowałem się na WCWI i doznałem jaśnie oświecenia na temat prezentacji zwierzyny łownej. Łańcuchem, widocznym na jednym ze zdjęć, uprawiam czasami pokutę za lata grzesznych fotografii i leję nim po plecach aż do krwi ... Piwonii. :grin Przypuszczam, że dlatego nie ma komentarzy zwolenników C&R ... bo szkoda im Piwonii ... ;)
Zwróć uwagę natomiast na artykuł z blondyną, który powstał w czasach mojej świadomej dojrzałości na WCWI - czy widzisz różnicę ? (nie chodzi mi o kolor włosów :) )
A tak zupełnie poważnie ... jestem żywym przykładem, który można pokazywać na jarmarkach i odpustach, pozytywnego oddziaływania tego portalu na sposób traktowania swoich łupów wędkarskich.
Pozdrawiam i życzę udanych wiosennych łowów.
Ech, stary „bizonie” nie mam nic do Ciebie. Fajny z Ciebie gość. Jak już to „piję” do ludzi z wcwi którym brakuje tolerancji dla innych uczestników galerii foto. A twój tekst i foty są super przykładem. Przepraszam że wykorzystałem okazję.
Nie miałem złych intencji.
Serdecznie Ciebie pozdrawiam.
:)
Sławku masz racje siedzą cicho i nawet nic nie pisnął, że ryby martwe, że mięsiarstwo bo tyle ich, że nieładnie trzymane, że tło nie takie, że wedkarz ma chyba coś nie tak z głową, że to za mała ryba żeby ją prezentować, że palce w skrzelach, że agrafki... Sprawiedliwości jak nie było tak nie ma i nie będzie. Ciekawe co będzie jak teraz ktoś napisze artykuł albo pusci fotke która nie będzie za bardzo zgodna z zasadami C&R ?
Jak zobaczyłem fotki w artykule Piwoniusza to myslałem że chociaż pare osób na to zwróci uwage - a tu nic. Dopiero Puzio którego pewnie ta sytuacja też niesamowicie zdziwiła o tym wspomniał - i ma racje ci co byli za C&R są teraz zdecydowanie przeciw, no bo jak nic nie wspomną i jeszcze do tego bija brawo - to jak to rozumieć ?
Ludzie wygrzebcie teraz te foty których nie puszczaliscie na portal bo się baliście !!!
Puzio i Kosa :) Byli,są i będą równi i równiejsi :upset
PS.Nie miałem na myśli nikogo konkretnego :grin
Po tych komentarzach jakoś ucichło…. Wróćmy do życia bo nic się przecie nie stało, było minęło, a urazy pod poduszkę. A żyć trzeba bo życie jest piękne. Szanujmy się bo nasza przyjaźń jest więcej warta od byle jakiej kłótni.
Puzio.
:) :) :) :)
No i ja tak myślę, że pare osób wreszcie wydoroślało na tak zacnej, wędkarskiej stronce, Piwowarku jesteś wielki!!! :grin

Jak to Sławencjusz powiedział, a ja to potwierdzam \"Jak chcesz być szanowany to i Ty szanuj innych!\" :roll
Macie racje chłopaki nie musimy się zawsze zgadzać ale szacunek to podstawa :) Lubię happy end-y :grin
Jestem zatwardzialym propagatorem C&R od jakis 20 lat , wiec jak mozesz sobie wyobrazic , zdiecia ryb na talerzu czy na stringerze nie przypadly mi do gustu , tym bardziej ze Twoja opowiesc obyla by sie bez nich , nic na tym nie tracac.
Co do samego tekstu - bardzo fajnie napisany - usmialem sie do bulu:)sam mieszkam za granica i znam wielu tych co po 2 latach nie ,,pamietaja \" Polskiego - twats:)
Podoba mi sie Twoje wesole podejscie do siebie i zycia , co przebija w Twoich tekstach:)

Pozdrawiam Piwoniuszu