Był wrzesień roku 1999, a w zasadzie koniec września, bo za dwa dni wyjeżdżałem na kolejny rok studiów do Łodzi. Mój wujo wymyślił, że pojedziemy na Ujście - czyli ujście Prosny do Warty. Z jego opowiadań wynikało, iż miejsce jest super, ryba brała fantastycznie(oczywiście n lat temu), itd... Dopiero później dowiedziałem się, że wujo z dziadkiem byli parę razy już w tamtym miejscu, jednak ukrywali ten fakt przed babcią, która wybiła im z głowy 60 kilometrowe wypady na ryby.

Kiedy wyjeżdżaliśmy koło 9 rano mżyło, więc nie byłem szczególnie zadowolony, dodając fakt, że wujo czasem miewa bujną wyobraźnię na temat jego wędkarskich sukcesów - po prostu nie wierzyłem w jakieś oszałamiające sukcesy. Jednak kiedy dojechaliśmy na miejsce było już słonecznie, a wręcz upalnie (też nie lubię takiej pogody, kiedy mam łowić na rzece). W momencie jak zobaczyłem Wartę w ogóle odechciało mi się łapać: stan niższy od niskiego, a do tego woda miała kolor zielony - jakby cała rzęsa ze wszystkich starorzeczy wypłynęła właśnie dziś.

Co zrobić - wypakowaliśmy bambetle i ruszyliśmy w dół rzeki, gdzie były bardziej zacienione miejsca. Znaleźliśmy miejsce odpowiednie dla dziadka (cień). Polazłem zobaczyć jak wygląda Prosna - dużo czyściejsza - pomyślałem, że może tam coś ułowię, a nie w tej zielonej zupie. Wróciłem, usiadłem na krzesełku, zacząłem jeść drugie śniadanie i marudziłem wujowi w jakie h...we miejsce mnie przywiózł. Na to on zaczął rozwijać wędkę (wujo rozwija wędkę średnio pół godziny po przybyciu nad wodę) i mówi do mnie:
- Patrz.
Założył pęczak, rzucił pod krzaczek we wsteczny nurt i po 20 sekundach na brzegu była już 25 centymetrowa płotka.

Oczy mi się zrobiły pewnie ze 3 razy większe, chwyciłem wędkę i udałem się jedną miejscówkę dalej od naszego obozowiska - tuż obok starorzecza. Zostawiłem sprzęt, zanęciłem kilka miejsc poniżej i wróciłem do wędki. Zarzuciłem. Kilka niemrawych puknięć i w końcu porządne branie. Zaciąłem i siedzi. Wędka wygięta, ryba pływa non-stop lewo-prawo-lewo-prawo, jednak żyłki z kołowrotka nie wysnuwa. Co za diabeł - myślę sobie?! Na płotkę za duże, leszcz by się już zmęczył, jaź nie ma takiego zapłonu, kleń chciałby się wbić w jakieś krzaki. Po jakiejś minucie zieloną powierzchnię wody przebił zielony kształt kilowego lina. No tak, pewnie wypłynął ze starorzecza przy tej niskiej wodzie. Wołam wuja z podbierakiem i linek ląduje na chwilę na brzegu (mam jakąś taką słabość do linów, że nigdy jeszcze nie zabrałem tej pięknej rybki do domu).

Kolejny zarzut, tym razem na brzegu ląduję płotka koło 30 cm. Jestem zafascynowany tym miejscem. Brania milkną, więc idę niżej. Łapię kolejne dwie, trzy podobne płotki i dochodzę do samego ujścia. Łapiemy razem z wujem, jednak tylko drobiazg (15-20 cm). Postanawiamy spróbować obłapiać miejsca obok samochodu. Zostawiamy dziadka i idziemy w górę rzeki.

Znajduję miejsce z korzeniem na wodzie. Nurt kręci niesamowicie, ale jest kawałek miejsca ze stojącą wodą. Tutaj kolejne 30 cm płocie. Jest super. Następne miejsce. Brzeg wychodzi kawałek w nurt tworząc mini cypelek. Pierwszy zarzut i jest płotka. Idę do siatki i widzę w oddali, że dziadek idzie zobaczyć co u nas. Zanim doszedł, udawałem się do siatki tym razem z kilowym leszczem. Jeszcze jedna miejscówka - wylot kolejnego starorzecza. Ja łapię z jednego cypelka, wujo z drugiego. Brania są cały czas. Mniejsze i większe płotki. Wujo łapie też leszczyka kilowego.

Na horyzoncie pojawiają się chmury, wzmaga się wiatr. Brania urywają się w przeciągu kilku sekund. Nigdzie nawet puknięcia. Pogoda rzeczywiście zmieniła się diametralnie. Wieje silny wiatr, ochłodziło się chyba z 10 stopni. To pewnie przez to przestały brać.

Pierwszy i do tej pory jedyny raz miałem taki ubaw nad rzeką w samo południe i to w pełnym słońcu. Złapałem lina, leszcza oraz około 20 płoci, z czego większość miała po około 30 cm. Byłem kilka razy jeszcze w następnych latach. W miejscu, w którym złapałem lina miałem coś na wędce, co nie dało się oderwać od dna, a potem spokojnie odpłynęło sobie na środek rzeki, ojcu mojemu ryba wciągnęła zestaw w jakieś korzenie kiedy odszedł od wędki. Złapałem jazia (rok temu), kilkanaście płotek, jednak zdecydowana większość mniejszych od tamtych wrześniowych, wujo upolował ładnego leszcza, widziałem też z ojcem brzany spacerujące po płyciźnie...

Zostało wspomnienie tamtego niesamowitego wrześniowego południa...

Kwantyl


Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

cif:
Pięknie powspominać takie wypady, ale jeszcze nie raz znajdziesz swoje rybne miejsca.
ted:
Czasem jak popatrzymy na wodę to brak nam motywacji do łowienia. Woda zdaje się być martwa. Ale bywają chwile, że wszędzie coś nam bierze i obojętnie na co łowimy i jaką mamy żyłkę itp. A najważniejsze, że są wyprawy, chociaż skrywane przed babcią i są wspomnienia. A może dziadek coś opowiadał jak to drzewiej bywało?
dr kolczyk:
Dla starych wędkarzy rzeka Prosna to eldorado. Lata "rozwoju" PRL-u to zniszczenie tego eldorado, każdy większy dopływ Prosny / Swędrnia, Ołobok/ zasilał rzekę tylko zanieczyszczeniami. prosnę zanieczyszczały również miasta nad nią lokalizowane / Wieruszów, Kalisz/ oraz wsie / nawozy sztuczne, gnojowica,opryski/. Teraz Prosna zaczyna odżywać.A Prosna to największy dopływ Warty. I ona też zaczyna żyć.Wcześniej zanieczyszczana przez duże miasta/ Łódż, Koło, Konin, Poznań/ oraz pomniejsze miasta i wsie oraz dopływy staje się coraz czystsza. Żeby populacje ryb odtworzyły swoją poprzednią ilość potrzeba czasu. I rzece trzeba pomóc poprzez odpowiednie zarybianie/ dzierżawcą wymienionych rzek jest PZW/ czy i jak to wykonuje to już inna historia/, który gospodaruje również na dużym zbiorniku zaporowym Jeziorsko. A zbiornik również ma ogromny wpływ na to co dzieje się w rybostanie w całej rzece Warcie. To czy w Warcie będą ryby zależy tylko od nas. Warta to jedyna duża rzeka w Polsce, której cała zlewnia znajduje się u nas.Dlaczego poruszam ten problem? Na Warcie lowię blisko czterdzieści lat/ na Prośnie trochę dłużej/. efekty tych połowów bywają różne, raz lepsze raz gorsze, rzeka potrafi zaskakiwać. Ale zawsze jest piękna, nieposkromiona wczesną wiosną, leniwa latem, bardzo rybna jesienią. Dbajmy o Wartę i jej zlewnię a wszystkie wyjazdy nad jej brzegi owocować będą ładną rybą i niezapomnianymi wrażeniami.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy