Świt nad rzeką. Nie spałeś całą noc, a mimo to wcale nie chce Ci się spać. To najpiękniejsza pora dnia. Teraz przyroda budzi się do życia.. Wszystko wkoło lśni czerwienią, purpurą, żółcią i różem. Wdychasz rześkie powietrze. Wszystko inne jest tak daleko. Liczą się tylko ryby, najbliższa osoba w namiocie i Twoja ulubiona rzeka. Siedzisz i nasłuchujesz czy nie odezwie się dzwonek którejś z gruntówek. W nocy złowiłeś tylko małego suma, który wrócił do wody. Nagle poranną ciszę przerywa jazgot jednego z dzwonków. Zrywasz się na równe nogi i biegniesz do kija. Po chwili masz w podbieraku miedzianozłotą łopatę. Ktoś się ucieszy, gdy wyjdzie z namiotu...

Kolejna karpiowa zasiadka. Po raz kolejny szykujesz wędki, wiążesz zestawy. Po raz kolejny znosisz wszystko do samochodu i po raz kolejny gnasz przed siebie na złamanie karku. To już piąty raz w tym sezonie, a złowiłeś zaledwie trzy, same małe do trzech kilo. Teraz znowu jesteś na łowisku i czekasz na rekordowe karpisko. Jest już wieczór, powoli musisz zacząć zbierać się domu, znowu się nie udało. Znowu nie odezwał się sygnalizator. Wstajesz z krzesła. Już masz schylić się, by zwinąć pierwszą wędkę. Nie zwiniesz jej. Swinger wali w kij, gwiżdże sygnalizator i wyje szpula kołowrotka. Blokujesz wolny bieg i tniesz. Węda idzie w łuk, jakaś potężna siła pruje na drugą stronę jeziora. Już wiesz, że to ON...

Starorzecze Bugu, gdzieś w jakiejś zapadłej dziurze. Na rzece nic nie bierze, same krótkie sandacze i szczupaki. Miejscowy dziadek powiedział Ci o tej wodzie i o linach jakie w niej pływają. Od trzech dni sypiesz w upatrzone miejsce kukurydzę i pocięte kompościaki. Dziś przyszedłeś o świcie. Zrobiłeś z feedera spławikówkę. Po jakiejś godzinie, gdy zdążyłeś już zdrętwieć od siedzenia w kucki spławik drgnął po raz pierwszy. Drżał także przez następne dziesięć minut. Przesuwał się po milimetrze to w prawo, to w lewo. Na przemian zanurza się i wynurza. Trzymasz dłoń na rękojeści. Komary szaleją w najlepsze, żrąc Cię na śniadanie. W końcu spławik nieruchomieje...

Kończysz wędkowanie o zmierzchu umęczony jak pies. Nie miałeś nawet brania, choć w rzece zostawiłeś połowę swoich przynęt. Właśnie przypomniałeś sobie, że zobowiązałeś się przed żoną, że zjecie dziś razem obiad. Znowu nie przytuli się do Ciebie przed zaśnięciem. Zaczyna Ci się spieszyć do domu. Jedziesz na skróty. Nagle wóz się zatrzymuje, czujesz jak koła grzęzną w piachu. Nerwowo wciskasz gaz. Silnik wyje, a koła buksują w miejscu. Wysiadasz. Masz przechlapane. Twój wóz wisi w tym piachu na silniku. Odkopujesz koła, podkładasz patyki i podłogowe wycieraczki, które przedwczoraj kupiła w salonie żona. Po chwili spod kół wyciągasz porwane strzępki gum. Wóz dalej wisi, jak wisiał. W pobliżu nie ma żadnych zabudowań...

Przykro Ci, bo twój dzieciak olał przygotowaną dla niego wędkę i poszedł bawić się swoim nowym Gameboyem. Klniesz w duchu, co też przyszło Ci do głowy, by kupić to piszczące cholerstwo. Zostałeś sam na pomoście. Odległościówka z wagglerem przyniosła tylko jednego małego leszcza. Bierzesz wędkę dzieciaka. Delikatny, czterometrowy bacik, z cieniutką żyłeczką i maleńkim haczykiem. Zakładasz robaka na haczyk i rzucasz przy pomoście. Za chwilę spławik lekko się przynurza. Już trzymasz w dłoniach kilkunastocentymetrową płotkę. Po chwili następną, a po niej jeszcze jedną. Znów jest super. Przypominasz sobie jak ćwierć wieku temu stałeś na pomoście z bambusikiem i łowiłeś takie same płotki. A za chwilę przypominasz sobie, że wtedy obok siedział Twój ojciec i z uśmiechem instruował Cię kiedy zacinać...

Nad wodą zdarzyć się może wszystko. Czasem mogą to być sytuacje mniej, lub bardziej śmieszne. Mocniej, bądź słabiej zapadające w pamięć. Byle tylko nie spotkało nas żadne nieszczęście.

Paweł Daniec *Anguiler*



Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

KeXy:
Pięknie! Ile razy spotykały mnie podobne sytuacje ... nie zliczę . Przypadki ,w których dosłownie kilka minut przed zakończeniem łowienia , następowało to jedno, jedyne branko 8)).
ted:
O wędkarstwie można różnie pisać a i tak wszystkich sytuacji nie da się opisać a tym bardziej czasem zrozumieć. Kilka z tych zdarzeń mam za sobą. To zakopany na amen fiat 125p i aby go wyciągnąć zużyłem całą stertę gałęzi. Co żona powiedział o moim popalanym ubraniu nie wspomnę. A przecież wybrałem się bez wędek tylko na zwiady gdzie co bierze.
Karp 3,5kg złowiony przy pomoście na jedno ziarenko pęczaku kiedy w nęconym miejscu nic nie brało. A można by tak długo wspominać, te wędkarskie dziwne i przez życie pisane chwile. Pozdrawiam
Blanek:
Będąc kilkanaście lat temu na wakacjach wybrałem się rankiem na ryby. Pojęcie na temat miałem jakie miałem. Zanęciłem kawałkami rosówek . Kilka dorodnych zostawiłem sobie na przynętę. Brań było co niemiara, ale ryb zero. Na koniec została mi ostatnia rosówka i po kolejnym braniu nie pozostało mi nic innego jak łowić na zwłoki. Na jej fragmenty złowiłem 4 wymiarowe sztuki…
Harry:
To własne takie sytuacje pamiętamy przez całe życie.Bo gdyby nie to, co byłoby warte wędkowanie. Pozdrawiam Harry
Przemo17:
Heh już miałem iść strugać swoje wobsy bo czekają już tylko na zalanie distalem, ale przeczytalem pierwszy akapit i tak już zostałem przy kompie, świetny artykuł, miło usłyszeć że wszystkich nas spotykają podobne przeżycia, to łączy ludzi, wspólne sprawy, naprawdę świetny artykuł, podobał mi się jeszcze jeden komentarz przedstawiał jedną z wędkarskich doznań które w moim wedkarskim życiu pokryły sie w nie jeden sezon... / Przemo17
kakadoo:
Taaaak, wędkarstwo to piękna sprawa. I co najważniejsze nikt nam nie odbierze tych wspaniałych wspomnień do których wracamy w długie zimowe wieczory i nie tylko.
Żeby tylko nasze kobiety były bardziej wyrozumiałe, chociaż ja w tym temacie nie mam powodów do narzekań (ostatnio moja lepsza połowa stwierdziła że źle będzie jak przestanę ją zabierać nad wodę - żeby jeszcze tylko junior połknął bakcyla to już byłby szczyt szczęścia).
Pozdrawiam wszystkich sympatyków WCWI

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy