"Chodzi mi o to, żeby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa..."

Znacie? To posłuchajcie!

* * *

Zapycha ziomalka Kaptur przez osiedle na miejscówkę do starszej jareckiej. Pokitrane ma po karmanach trochę bakania i jakiś szamunek. Nawija przez komóre. Przylukał ją wilk wypas i zagaduje:
- Wyskakuj laska z komóreczki, migiem!
- Spoko, pacjent. Wal się. Nara.

* * *

Nie, to nie więzienna grypsera. To język naszej młodzieży. Język, który czasem bulwersuje nas tutaj, na WCWI, tak aż włos się jeży ze zgrozy. Jakże daleko od dźwięcznych, ojczystych strof wieszcza Słowackiego. Jakże daleko od języka, którym posługuje się nasze pokolenie. Coraz trudniej nam zrozumieć dialogi nie tylko między naszymi pociechami i ich rówieśnikami. Także to, co młodzi ludzie mówią do nas staje się niezrozumiałe.

Tekst, którym rozpoczęłam dzisiejszy artykuł to mniej więcej "współczesna" wersja bajki o Czerwonym Kapturku. Wyjaśniam trudne słowa:

ziomalka- koleżanka z ulicy, osiedla, koniecznie wyznająca te same idee (np. Hip-hop blockers), znak rozpoznawczy: bluza z kapturem, u chłopców także czapka typu baseball i spodnie z krokiem w okolicy kolan;

miejscówka - miejsce spotkania, mieszkanie, meta (nie nasze "tajne" miejsca wędkowania);

starsza jarecka - babcia, jarecki- ojciec, jarecka - matka (inaczej: starzy);

pokitrane - pochowane, poutykane;

karmany - kieszenie;

bakanie - narkotyki miękkie, do palenia (inaczej: baka, gandzia, ziele, trawa, natura, marycha... jest ok. 30 określeń);

szamunek – jedzenie;

nawija - rozmawia, nawijka – rozmowa;

komóra - telefon komórkowy;

przylukał - zauważył, lukać – patrzeć;

wypas - dobrze zbudowany, potężny (wypasione, czyli fajne, wspaniałe, nowoczesne, imponujące, modne; full-wypas - najpełniej wyposażone, najnowocześniejsze, najlepsze);

wyskakuj - tu: oddaj, może jednak oznaczać: wyjdź, odejdź, zdejmuj;

spoko (spoks) – spokojnie;

pacjent - (leszczu, cienias, frajer) - chłopak nisko oceniany, określenie pogardliwe;

wal sie- odczep się, daj mi spokój;

Nara – pożegnanie (na razie!), wymiennie używane ze: spadówa, trzymka, heja.

Młodzież dzisiaj ma mocno zubożoną formę komunikowania się. Język, którym się posługuje, ma coraz mniejszy zasób słownictwa i daleko idące skróty. Jest niegramatyczny, a na ortografię w sms-ach, czy mailach już dawno nikt nie zwraca uwagi. Skąd to się bierze? Ano właśnie z sms-ów i maili. Stosowane tam skróty zostają żywcem przeniesione do mowy potocznej. Słowa-klucze zastępują wiele innych. I tych innych już się nie używa, bo i po co? Grupa się przecież rozumie, reszta nie musi. Do tego wszechobecne wulgaryzmy, którymi równie łatwo i potoczyście posługują się dziewczęta i chłopcy. A media temu „zajebiście” przyklaskują. Samo słowo fredrowskie: "jebać" - stało się niezwykle użyteczne. Można je użyć do wszystkiego, dodając do czasownika wszelkie: "za" "wy" "prze" "z" "do" "od". A jak się utworzy przymiotniki i przysłówki - można dopiero poszaleć. Nie ważne, że w miejscach publicznych (a takimi są również fora internetowe). No i po kiego grzyba więcej słów? A dziennikarscy idole w rodzaju Kuby Wojewódzkiego (skądinąd, co widać choćby na łamach "Polityki", faceta piekielnie inteligentnego), czy Michała Piroga, sankcjonują swoimi wypowiedziami na wizji taki stan już nie języka, lecz "jęzora" narodowego. Nie dziw potem, że młodzi mają kłopot ze zrozumieniem tekstów zadań z matematyki, czy treści narracji w lekturze, że o historii, biologii i innych szkolnych udrękach nie wspomnę...

Co robić?
Przede wszystkim zachować spokój! Nie dać się ponosić nerwom. Nie reagować emocjonalnie. Poprosić spokojnie o powtórzenie wypowiedzi. A potem o przekład na zrozumiały język.

Warto też, w przypadku, gdy wymknie się wulgaryzm - jasno i prosto zakomunikować, że sobie tego nie życzycie. I żadne argumenty z cyklu : "ale w telewizji..." nie powinny być uznane. Portal to nie telewizja, portalowicz - nie Wojewódzki. Nie mówię, żebyśmy byli świętsi od papieża, czasem "przaśny zwrot" jest konieczny, ale... od tego są kropki, żeby zostawić pole na "domyślenie się" czytelnikowi. Wyrazistości naszym wpisom przez to nie ubędzie :)

A jeżeli nasze prośby o kulturę języka nie odnoszą skutku? Zawsze możemy odpłacić pięknym za nadobne i odpowiedzieć:
"w zasadzie rozumiem o co ci chodzi, nie wiem tylko, czy polimeryczne kombinacje efemerycznych pryncypiów są w stanie zdeterminować neutralną cywitatywę absolutu dobrego i złego, i dlatego muszę to poddać dogłębnej analizie paralelnej w transcendencie hipoidalnym".

A że to nie da się zrozumieć? Trudno! A współczesna bajka da? No właśnie! Dlatego ja, stary belfer, skamielina nieomalże (gdzieś między węglem brunatnym, a torfem dla co młodszych) apeluję do Wuceciotek i Wucewujów: dbajmy na naszym portalu o poprawność językową. Nie dlatego, że taką mamy fanaberię, ale dlatego, że to nasze dziedzictwo narodowe, które powinniśmy pielęgnować szczególnie teraz, w czasach globalizacji i unifikacji. To podstawa naszej tożsamości narodowej tu, w Polsce i tam, gdzie nas los rzucił. I choć może dla niektórych zabrzmi to patetycznie i górnolotnie - to cząstka naszej Ojczyzny, najbliższa i najpowszedniejsza, jak chleb i powietrze. To o mowie ojczystej powstawały najpiękniejsze wiersze, to za nią puchły łapki dzieci z Wrześni. Za polską książkę szło się na Sybir lub pod mur. Pamiętajmy o tym. Choć tyle możemy zrobić dla przyszłych pokoleń. Żeby jeszcze znały język, nie slang. Dlatego apeluję z całego belferskiego serca - starajmy się pisać poprawnie, bez błędów. Starajmy się pisać ładnie. Poprawiajmy cudze błędy, ale życzliwie, nie mściwie, nie szyderczo. Natomiast nie miejmy litości dla zwykłego niechlujstwa językowego. Jeżeli zadbamy o to wszyscy - da nam to satysfakcję i odwalimy kawał dobrej roboty. Język polski jest piękny, bogaty i szczodry, liryczny i przaśny. Kto nie wierzy, niech przypomni sobie Fredrę i Wańkowicza. Nie musi to koniecznie być Słowacki, choć "wielkim poetą był". :)

Ewa Ćwikła *Stynka*