Od dłuższego już czasu obserwuję różne wypowiedzi i komentarze jednego z użytkowników portalu i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że chce uchodzić za ekscentrycznego obserwatora nie tylko całej społeczności wędkarskiej z jej reprezentacją mniej lub więcej rzeczywistą, a może udawaną, istniejącą tylko przez zasiedzenie, co mu oczywiście wolno, ale też chce być kontestatorem mniejszych kręgów ludzi związanych ze sobą, jakimś sposobem na życie, tematem swoich zamiłowań i doświadczeń. Przy czym czyni to w sposób obcesowy i na tyle autorytarny, że usiłuje sprawić wrażenie, ba przeświadczenie, że (w swoim mniemaniu) jest jedynym „sprawiedliwym”, którego sądy nie podlegają żadnym wątpliwościom, nie mówiąc już o ich podważeniu w jakikolwiek sposób.

Rozumiem nie tylko możliwość, ale i potrzebę krytyki kogokolwiek i czegokolwiek, mając odmienne zdanie, ale krytyka powinna być konstruktywna, to znaczy pokazującą alternatywne rozwiązania krytykowanego problemu, czy to w dyskusji, czy w samodzielnej analizie. Tymczasem osoba ta krytykując kogoś, czy jakieś zjawisko ze swoistą dezynwolturą jednocześnie stwierdza, że żadne rozwiązanie go nie interesuje i poza wykazaniem swojego besserwisserstwa w mniej lub więcej merytorycznej krytyce, a raczej krytykanctwie, zachowuje się jak primabalerina w prowincjonalnym teatrzyku, w przekonaniu, że nikt – wg jej oceny – z prowincjuszek jej nie dorówna. Pisałem już o tym w jednym z wcześniejszych felietonów (poz. 155 na liście moich artykułów), ale bez odzewu primabaleriny.

Nasz kontestator ze szczególną predylekcją bierze udział w akcjach potępienia Polskiego Związku Wędkarskiego, a zwłaszcza jego Zarządu Głównego. Absolutnie nie biorę władz tego Stowarzyszenia w obronę. Uważam, że czas generałów definitywnie się skończył, a jeśli zostały jeszcze jakieś relikty, coś w rodzaju Pieskowej Skały lub innych skalistych ostańców, których w naszych starszych górach pełno, to los ich jest przesądzony. Pod wpływem wiatrów, deszczów, mrozów i innych zjawisk przyrody prędzej, czy później się rozlecą. Człowiek jednak ma na to wpływ decydujący. Tylko z tym wpływem jest różnie. Co w zamian? Orne pole? Parcela do zabudowy? Tak? To jaki mamy projekt? Prościej! Jak ma wyglądać organizacja polskiego wędkarstwa, aby wody, przynajmniej te w dyspozycji organizacji, były czyste i – co najważniejsze – właściwie zagospodarowane i chronione. Aby były pełne ryb ku uciesze wędkarzy. Wędkarzy - nie kłusoli z legitymacją w kieszeni.

Ale na te pytania nasza primabalerina już nie odpowiada. Ba, wręcz zarzeka się, że jej ten temat nie interesuje, bo w istniejących warunkach nie ma kto, nie ma z kim, a tak w ogóle, to jej, primabalerinie się nie chce.

Nigdy też nie zauważyłem, aby ów baletowy krytykant przyznał się w sposób naturalny do jakiegokolwiek swojego błędu, a jeśli już próbuje się z czegoś wycofać, to krygując się, jak baletnica, która potknie się przypadkiem, drobiąc kroczki w pozycji pointe.
A przecież – jak powiedział któryś z wielkich starożytnych – „errare humanum est”, błądzić jest rzeczą ludzką. Wprawdzie wybitny polonista i językoznawca, prof. Uniw. Lwow. i UJ, Kazimierz Nitsch (1874-1958) z niemal perwersyjną lubością przekręcał w czasie egzaminów tę sentencję na „errare tumanum est”, ale co wolno profesorowi tej miary...

Ja profesorskiego powiedzenia w żadnym wypadku w polemice nie używam, przytaczając je jedynie, jako żartobliwą ciekawostkę.

I to by było tyle o naszych wędkarsko-wodnych polemikach z „Jeziorem Łabędzim” w tle.

Hilary Jałoszyński *Hiljot* (i jego łabędzi śpiew)

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Mam nadzieję, Drogi Hilary, że nie jest to Twój łabędzi śpiew-jak piszesz w \"stopce redakcyjnej\" tego tekstu. Byłbym niepocieszony.
Krytykantów wokół mnóstwo i ma człowiek niemiłe wrażenie, że tak naprawdę nie o to idzie, żeby było lepiej, a o to, żeby komuś przys..ć. Tylko ludzi do konkretnej roboty jak na lekarstwo :(.
I po tym można od razu poznać, że zima jest tuż, tuż... ;)
Pewnie to o mnie Hilciu piszesz ale w dyskusji nie dam się sprowokować. Ja zbyt dużo czasu poświęciłem dla PZW i wiem, że błędy popełniłem. Tak wiec PZW to błędne koło. Działacze w kołach(istotnie wybierani przez członków) działają na szkodę wędkarstwa, dyrektorzy ZO na to zezwalają a na to wszystko spokojnie patrzy ZG. I do tego upiera się, że struktury PZW i kondycja polskich wód są ok. Mało tam ludzi sercem związanych z wędkarstwem. Trzymają ich tam tylko korzyści finansowe. Gdyby ZG robił cokolwiek dla wędkarzy i dla wód, to byłby potrzebny. Ale raczej jako miejsce zatrudnienia kilku prawników, lobbystów, innych specjalistów, którzy w skali kraju coś by starali się zmienić dla wędkarzy. Jednak PZW nie jest dla wędkarzy i wód, tylko aby paru działaczy spełniało się w swojej działalności. ZG jako ci \"wybrani z wybranych\" niczego nie inicjują, nie są jakąś \"radą mądrzejszych\", lecz po prostu kolejnym szczebelkiem drabinki, na górze której stoi prezes i wymachuje sztandarem z okazji Dnia Wędkarza, żeby wszystkim się zdawało że PZW coś znaczącego robi. A ta cała działalność wydawnicza, szkoleniowa, sportowa, nie ma najmniejszego znaczenia dla wędkarstwa, dla wód, dla poprawy. To tylko tematy zastępcze w sytuacji, gdy ostatnie ryby giną w wyniku zaniechań władz PZW. Rozsprzedawany jest majątek, stanice a jest go dużo bo zagrabiony na początku a jak coś łatwo przyszło to łatwo pójdzie. Może by tak władze PZW zaczęły wydawać pieniądze zgodnie z ich przeznaczeniem, zgodnie z intencją wpłacających. Ludzie nie płacą ani grosza na \"istnienie\" stowarzyszenia ze sportem, pracami, konferencjami, płacą na utrzymanie wód, na utrzymanie działalności gospodarczej mającej na celu zwiększanie zarybień, czyli znów wkładu w ryby. Inne wydatki nie są pomysłem wędkarzy, nie są wnioskowane \"od dołu\", są wymysłem władz i obskubywaniem płatników na wydatki mało związane z wędkarstwem. Władze boja się jak ognia podniesienia składek, bo stracą elektorat, a podniesienie jest konieczne dla poprawy jakości ryb z zarybień i pilnowania tych ryb. Lepiej próbować zagonić społeczność wędkarską do roboty, ale to się nie uda, konstytucja tego nie przewiduje tylko statut :grin Według mnie Struktury na szczeblu ZO i Kół są potrzebne ale na szczeblu ZG nie i czy to takie trudne do zrozumienia. Łatwiej tez mniejszym strukturom przekształcić się w razie potrzeby w OPP ale jak jest zwierzchnik to do tego nie dopuści. Te niżej potrafią gospodarować i dogadać się nawet miedzy sobą w porozumieniach ale czapka zasłaniająca oczy im nie potrzebna, chyba, że kapelusik z piórkiem od słońca :grin
Pozdrawiam serdecznie szczerze.
Ciąg dalszy mojego usprawiedliwienia za niestosowne wypowiedzi na forum :grin
Odnośnie przymusowej pracy w Związku.
Ja pracuje pomimo emerytury i jestem ze swojej pracy zadowolony, bo się spełniam i sprawdzam. Mam do dyspozycji cztery weekendy. W jeden idę do dobrej knajpy, w drugi do opery, w trzeci do kościoła a w czwarty na ryby. Nie mam zamiaru w dobrej knajpie sam sobie szykować posiłku, w operze sam śpiewać, w kościele odprawiać mszy i na rybach sam sobie zarybiać. To mogę śmiało powiedzieć, aby sobie to niektórzy wybili z głowy aby mi to „raić”. Tam gdzie chodzę muszę być dobrze obsłużony przez profesjonalistów a nie społeczników –amatorów. Jak znajdę włosa w zupie w knajpie, fałszującego śpiewaka w operze, nierozgarniętego księdza w kościele lub bezrybie w wodzie tam moja noga więcej nie postanie. Wybór jest wielki lub niedługo będzie i tam pójdą te tłumy z PZW. Właśnie do firmy, która się nazywa Organizacje pożytku publicznego. Zatrudniające fachowców za pieniądze, od których będzie można wymagać. A PZW zostanie jako Caritas i wolontariusze dla swoich podopiecznych za 50 groszy dziennie. Przyjadę nad wodę zapłacę a jeśli z moimi umiejętnościami nic nie złowię to zrobię taka reklamę, że pies z kulawą nogą tam nie pojedzie. To, że pracuję społecznie w „tej firmie” to tylko moja nieprzymuszona wola, którą przez swoje wypowiedzi coraz bardziej mi obrzydzają i na pewno nie będę się więcej udzielał kosztem tych czterech wolnych weekendów. Chyba, że za pracę społeczną potraktuje rozmowy na forum, ale mojej duszy nie oddam.
Sam kiedyś miałem i głosiłem podobne \"nauki\" (nawet sam w nie szczerze wierzyłem, bo aby fikcja stała się prawdą trzeba samemu najpierw w to uwierzyć). Jednak z wiekiem wyrosłem z tego a może zawiodłem się jak i wielu jeszcze mądrzejszych niż ja i sam zmądrzałem I chcę, aby PZW było \"komercyjną i dochodową\" i samofinansującą się organizacją. \"Dotowaną\" z funduszy Unijnych, \"wspólnotą\" niekoniecznie religijną, ale o równie dużym zasięgu ludzi z równie głęboką wiarą w rybność wód i wierzących w dobrze zarządzających menedżerów a nie przypadkowych aktywistów bez przygotowania byle z wielką gębą, bo takich populistów chętnie się wybiera z tłumu na reprezentantów narodu i ZWIĄZKU.
Powiem nawet jak wyeliminować tych amatorów-działaczy. Wystarczy rozpisać konkurs na menedżerów jak to się robi na całym świecie nawet w PZPN-ie. A w komisji przewodniczącym będzie pewnie Generał, bo widzę, że bez niego się nikt nie zgodzi na tą formę wyborów. I będzie po staremu następne cztery lata.

Pozdrawiam szczerze serdecznie.
Skarbniku, Skarbie mój, Sezamie i Sejfie jednocześnie! Nie do Ciebie piję, chociaż z Tobą napiłbym się chętnie czegoś - jak mówiła moja Babcia - \"dobryńkiego\". Ale Cieszę się z odpowiedzi, która jest bardziej merytoryczna niz zwykłe wybrzydzanie.
Był kiedyś taki skecz \"Konia Polskiego\", że po co gadać, trzeba wziąć się do roboty, bo nie ma co gadać, tylko trzeba wziąć się do roboty, bo wszyscy to, by tylko gadali... i tak przez dziesięć minut...

Dobrą puentą do Hilarego jest chyba wypowiedź Daniela Hlehlego z wątku o blokowaniu wątków, którą pozwolę sobie zacytować:

\"Ja pierdziu\"

UkłonY,
Hiljot-ku!!! Obiecuję poprawę i już postaram się nie być taki upierdliwy i zadufany w sobie, bo to zapewne to o mnie chodzi :sigh
Kryskon. Popatrz na swoje nogi! Czy Ty nadajesz się na primabalerinę? A swoją drogą, co Wy macie na sumieniu, że chcecie robić wycieczkę cesarskim szlakiem?
My jesteśmy tanie dranie, tanie dranie niesłychanie :grin
Obyś tylko nie odpisał nam jak to już jeden napisał \"Cenię sobie wasze komentarze...jak wszy łonowe\" :grin
A dlaczego ja od razu wiem o kogo chodzi?
Marian! Bo jesteś widać bystrzejszy od Dunajca przed zabetonowaniem! I chyba nie masz w głowie tylko dunajeckich brzan? :grin
Całe szczęście, że nie bystrzejszy od wody w klozecie. :grin
Boś młody i masz rozum nie przepity :grin :grin :grin
Primabaleron nie ma czasu a najlepiej to wedkowac za granicą, bo tu juz wszystkie godne uwagi bolki padły łupem wędkarzy - mięsiarzy i kłusoli.. No może za wyjątkiem tego jednego, na którego poluje IPN... :grin :P :grin
E tam, Stynko, znam jeszcze parę fajnych miejscówek z grubą rybą do których jeszcze agenci CBA nie dotarli.A przecież \"nasz\" Tomek i agent Tomek to nie jedno :grin 8) A \"ten\" bolek da sobie rade. Wszystko zależy w jakich rekach jest w danej chwili IPN :roll 8)
Z niemałym wzruszeniem przeczytałem felieton poświęcony mojej osobie. Jakież to wrażenie robi na niektórych, zwykła dyskusja, rozmowa na forum internetowym... Cóż, niektórzy nawet w wieku dorosłym, jak widać po sformuowaniach użytych w felietonie, \"jarają się na maxa\" (autor sobie tłumaczenie znajdzie w sieci internet).
Trudno się dziwić autorowi, który siląc się na żartobliwość, która w jego felietonach ogólnie słabo mu wychodzi (a już w poezji, którą uskuteczniał kiedyś w necie to już poziom był żenujący), aby wraz z upływającymi latami, coraz lepiej pamiętał co kazdy z nas pisał. Jak widać w obecnym felietonie, z tą pamięcią jest coraz gorzej, już na prawdę jest słabo. A co więcej, autor ma problem zarówno z obiektywizmem, jak i swoim zdaniem, a może wena \"tfurcza\" się skończyła i lepiej jest powtarzać co inni napisali. Felieton zawsze był bardziej obiektywny niż artykuł, zawsze autor \"stał z boku\", felieton nie był formą ani nagonki, ani agitacji. Pewnie i o tym autor zapomniał.
Jak również o tym, ze moja skromna osoba była współinincjatorem początku pewnych działań (poza pezetwu), organizowania się, których ani autor, ani inni internauci, działacze związkowi, media, nie mieli ochoty podjąć. To był najlepszy sprawdzian możliwości, po którym wycofałem się z ich dalszego ciągu. Moja konsekwencja i uczciwość poglądów i działań, jest do sprawdzenia - niech sobie autor felietonu poszuka, co twierdzę na tematy \"zaorać\" i \"co potem\", nie będę się tu powtarzać. Co więcej, wielokrotnie było wskazywane, że nie są to twierdzenia ostateczne, autorytatywne, podlegające jeszcze kompromisom. A że temat nie podjęty szeroko, niech sobie szanowni czytelnicy sami odpowiedzą dlaczego, zaglądając w swój kalendarz, rozkład zajęć. I to JEST proste, lecz nie dla wszystkich.
Niech autor ma pretensje sam do siebie i do innych wyznawców \"kowalszczyzny\" że już sobie nie połowi. Agitując za takim podejściem pracy pozytywistycznej w ramach skompromitowanych nieskutecznych, z gruntu korupcjogennych struktur, autor szkodzi nie tylko sobie ale też innym, naszemu wspólnemu majątkowi narodowemu, przyszłym pokoleniom. Nie jest to szkoda wielka, bo tylko taka że jest to szkoda w świadomości wędkarzy, szczególnie młodych. Może autor, wraz z wyznawcami kowalszczyzny, zbyt często bywa w kościele, gdzie mówi się \"słowo stało się ciałem\". Tak jak religia jest mocno szkodliwa, tak kowalszczyzna w dziedzinie wędkarskiej, tylko że w mniejszym stopniu. W każdym razie, słowo ciałem się nie staje, szczególnie w internecie, słowo nie uczyni ze mnie takiego jełopa, jak autor w swoim felietonie zasugerował.
Jak widać, nie bez przyczyny, w jakimś niewielkim stopniu pomylono osobę, o której autor pisze. Bo któż lepiej niż Jarek, zna realia \"od środka\"? Olbrzymi szacun w tym miejscu za to, ze mu bielmem oczy nie zaszły, jak autorowi tego wątku. Gdyby autor przypadkiem wylądował nad wodą, na jakiejś c wędkarskiej wycieczce, to sugeruję zakup wacików do uszu, by lepiej słuchać co mówi przeciętny wędkarz...
Słuchanie to rzadka umiejętność, szczególnie w wydaniu internetowych guru w wieku mocno geriatrycznym. Nie jest dziwne, że również związkowi działacze słuchają raczej problemów związanych z prostatą i strzykaniem w stawach, słuchają samych siebie jako jednostki wybitnie zarozumiałe, niż mieliby słuchać kogoś innego. A to jest klucz do sukcesu nie tylko w takich sferach jak handel czy usługi, którymi się zajmuję. Nie mam zamiaru jednak za darmo autorowi szkolenia robić, więc na tym wątek skończę, że wypadałoby najpierw słuchać, potem gadać, a mniej pierdół będzie w necie.
Jakimś dziwnym trafem, Jarek stał się również obiktem ataków. Bo napisał że \"łowi ryby\". A tego mało który wędkarz nie zazdrości. Jak widać autor i jeszcze paru nie łowiących zazdrości bardziej niż przeciętny internauta. Nie raz pisałem, że z łowieniem ryb sobie radzę dobrze, co pewnie zostało bardziej odnotowane w szwankującej pamięci i zapadło w podświadomość. Z tego miejsca Jarka więc przepraszam, choć z drugiej strony nie odpowiadam za czyjeś błędy i wypaczenia.
Jednoczesnie, autorowi, nie wybaczam zawoalowanych inwektyw, odpowidając pięknym za nadobne, w/g starego greckiego powiedzenia \"zemsta jest rozkoszą bogów\". Greckiego, gdzie narodziła się demokracja będąca władzą mężczyzn, wolnych, pełnoletnich, w pełni władz umysłowych. A nie obecna durniokracja, której owocem są m.in. głupawe teorie prezentowane na forum, którym zarówno autor jak i admini dali się podpuścić. Nie dziwię się. Za komuny widziałem tłumy wiwatujących na pochodach 1-maja. I wtedy też byłem jednym z nielicznych, którzy dostawali obnizone zachowanie, słabe oceny, którzy wpieprzali potem przez kilka tygodni kaszę z jajkiem, bo ojcy sekretarz POP uwalił premię za bumelę na pochodzie. Zaś generał Grabowski jest ikoną tych procederów z tamtego okresu, znakomita część działaczy wywodzi się z generałowych opcji, niech to będzie odpowiedzią autorowi, który pewnie zapomniał komu należy a komu nie, podawać rękę.
\"Zaczepy i zaczepki\" ... po przeczytaniu felietonu i ostatniego komentarza mam wrażenie, że to był \"twardy zaczep\" i linka pękła ... może była trochę sparciała ? :grin
Odpowiedź primabalerinie.

A ja z niemałą uciechą, przechodzącą prawie w homerycką reakcję , doczekałem się nareszcie i przeczytałem odpowiedź „primabaleriny”. A zadęła ona w surmy bojowe z grubej rury, plując przy okazji na mój „geriatryczny” wiek, na moje, pisane często na kolanie, ad hoc, rymadła, do których i ja nie czuję specjalnej estymy. Próbuje mnie pouczać o roli felietonu (radzę przeczytać > Praktyczny słownik terminów literackich, K-ów 2003), kreuje mnie na wyznawcę „kowalszczyzny” (?!) i nieomal wielbiciela generalskich dystynkcji wraz z przynależnościami, zasiedziałymi twardo na Twardej. Widać nie czytał moich polemik na łamach prasy z ich przedstawicielami. A nawet domniemywa, że zbyt często bywam w kościele! Za ostatnią insynuację muszę się obrazić i prawdopodobnie wyzwę mojego adwersarza „na udeptaną ziemię” z kropidłem w garści! Bowiem w kościele byłem akurat 30 lat temu na ślubie! Więc pudło! Nie mogłem również zapomnieć o dokonaniach jego „skromnej osoby” w sferze inicjacji „pewnych działań (poza pezetwu)”, bo o nich, albo milczą internetowe i inne kroniki, albo były one tak mdłe i niezauważalne, że umknęły mojej starczej uwadze. Ja też podejmowałem pewne działania, ale na łamach czasopisma wędkarskiego i na publicznych forach ZO PZW Katowice i Kraków mówiąc i pisząc o potrzebie zmian strukturalnych i kierunków działania Związku, ale podając jednocześnie drogi do osiągnięcia celów. I tu się zgadzam z moim adwersarzem; mur obojętności, a nawet pewnego ostracyzmu ze strony ”starych” działaczy sprawił, że wycofałem się z wieloletniej działalności na różnych szczeblach Związku. Tak więc sugestie mojego przeciwnika trafiły, jak kulą w płot.
Nie wiem dlaczego „primabalerina” próbuje do swoich niezdarnych piruetów na koślawych argumentach włączyć Jarka? Roześmiałem się na głos, gdy doszedłem do stwierdzenia, że ja i jacyś „inni” zazdrościmy Jarkowi łowienia ryb. „Jak widać autor i jeszcze paru nie łowiących zazdrości bardziej niż przeciętny internauta”. Skąd taki wniosek? Jarka bardzo szanuję i pomijając żartobliwe przekomarzania, dawałem temu wyraz, a jeśli miałbym mu czegoś zazdrościć, to tylko ogromnego poczucia humoru i patrzenia na świat z przymrużeniem oka. A ryb w swoim życiu nałowiłem się – jak na moje wymagania – dosyć. I życzę wszystkim wędkarzom (w tym i „primabalerinie”), aby każdy mógł złowić tyle, ile chce i pozwalają przepisy.
I odniesienie do ostatniego akapitu „ primabaleriny” Groźnego, bo mówiącemu o zemście, która jest córką nienawiści. Ale nie wiem, czy zemstą ma być powyższy komentarz, pełen pokrętnej nieprawdy, czy jest to dopiero zapowiedź zemsty. Więc odpowiadam (powiedzeniem Rzymian, którzy zdominowali Greków): „Hostis honori individia”! A tak na poważnie. Nie wystarczy wszystkiego i wszystkich potępiać w czambuł nie pokazując dróg wyjścia z obecnej sytuacji organizacyjnej polskiego wędkarstwa. Czytałem tylko narzekania, potępienie (może, a nawet na pewno słuszne) i słowa, które najbardziej mnie zbulwersowały: „…a mnie się nie chce…”. A powoływanie się na swoje rzekome, czy prawdziwe krzywdy w czasach schyłku rządów Gierka i z lat osiemdziesiątych mnie po prosu śmieszą, ponieważ pochodząc z rodziny „zaplutych karłów reakcji” i oficera II RP , w latach 50-tych przeżyłem, to co przeżyłem, nie ulegając łatwym pokusom, spychany stale na koniec każdej kolejki, a miałem już rodzinę na utrzymaniu. I nie epatuj mnie T.P. swoją dietą, bo w czasach wojny, aby przeżyć, czasem żywiłem się na przednówku kradzionymi z cudzego pola kartofelkami wielkości laskowego orzecha oraz malinami i jeżynami w lesie. I do mnie należy decyzja komu podam lub nie podam ręki.
I jeszcze jedno: „Veritas odium parit”. Dixi.
Ponieważ i jeden z Panów i drugi z Panów użył mojego imienia nawet w dobrym świetle to zamiast być Waszym sekundantem mogę polać.....po kielichu. Właśnie zacząłem od siebie, bo do Was nie dostanę ale myślę, że jeszcze okazja się nadarzy, ponieważ wędruję dużo w poszukiwaniu dobrych miejscówek.
Pozdrawiam obie strony serdecznie i szczerze.
Jaki sens ma dyskusja z narcyzem? Który wszystko wie, wszystko przeżył, który ma zawsze rację. I w dodatku uzurpowuje sobie prawo do wyłączności w powyższych sprawach?
Co z tego, że narcyzowi umknęło coś uwadze, co miało miejsce kilka lat temu? Narcyz wie lepiej co było co nie. W jednym Narcyz ma rację, czyli w definicji felietonu - nie dodałem w zdaniu że felieton \"w dobrym tonie\" - no i wyszło jak wyszło (nie zauwazyłem czy jest mozliwość edycji i poprawek).
Poza tym Narcyz został psychoanalitykiem, bo to teraz jest chyba trendy. Może tak się dzieje w wyniku bolesnej psychoterapii, jaką Narcyz i jemu podobni musili się poddać? I w wyniku tego co jakiś czas mamy na forum \"Dzień Świra\"?
Pochylając się z politowaniem nad ułomnością Narcyza, powtórzę mu com od dawna pisał, choć pewnie Narcyz i tak wie lepiej. Od zawsze twierdzę (i proponowałem), że jedynym skutecznym sposobem poprawy sytuacji wód jest zmiana prawa. Ale nie jakiegoś związkowego (choć przydałoby się), lecz ustaw i rozporządzeń - oraz ich skutecznej egzekucji od dzierżawców. Co przeciętnego wędkarza obchodzi, kto dzierżawi wodę? Niech sobie będzie firma \"kogucik\" albo \"PZW\", byle była konkurencja i byle każdy z nich musiał dbać o środowisko, w tym ilość ryb. Za tym idzie konieczność płacenia odpowiednich stawek za wędkowanie, ale w warunkach rzeczywistej konkurencji, nie powinnismy się obawiać. Jednak, nawet jeśli okaże się, że na wędkowanie nas nie stać w takiej ilości jak teraz, to trudno - przyroda ważniejsza, trzeba się ograniczyć. Albo zarobić w pracy na to wędkowanie, a nie pieprzyć że \"się należy\". I niech nikt nie mówi że nie ma roboty, bo u mnie można sobie na przykłąd zarobić rabiąc drzewo. Ale też chętnych nie ma, niech nikt nie narzeka że nie ma kasy na wędkowanie...
Więc nie jakośc podmiotów decyduje o jakości łowisk, lecz warunki w jakich funkcjonują. Co jest niby proste, ale róznej maści Narcyzom, wędkarskim teoretykom, nie mieści się w głowie.
I tu, szanowny Narcyzie, toczący swój jad, udowodniłem ci jak bardzo się mylisz. Nie liczę jednak na przeprosiny, bo Narcyz nie słucha, narcyz co najwyżej słyszy. A to różnica.
Niech Narcyz nie wymaga, aby każdy znał jego tfurczość, bo niby dlaczego? Jeśli po przeczytaniu 2-3 artykułów czy felietonów, czytelnik stwierdza że to jest cienkie, albo mu się nie podoba, nie jest obowiązany czytać. Narcyz jednak stwierdzi, że taki obowiązek każdy ma.
Niech Narcyz nie wymaga, aby doceniać jego wojenną gehennę, bo każdy z nas ma dziadków, rodziców, którzy podobne rzeczy przeszli. Wojna to czas chory, sytuacja nienormalna, nie powinno się na tym budować żadnych wniosków i porównywać sytuacji. To jakaś trauma, która potem pozostaje w głowie, czego Narcyz dał dowód. Ogólnie mam w poważaniu wojenne przezycia Narcyza i takie kombatanctwo z czasów prehistorycznych. Porównywać można tylko te postawy i te czasy, w których się żyje równolegle. I zachowania, w których Narcyz mimo szanownego wieku, mimo iz powinien wykazywać wyższy poziom, daje dowód na to iż w rzeczywistości jest małym człowieczkiem, mentalnym kurduplem. Ogromnie żałuję, że poznałem tą ciemną stronę Narcyza. Bo dotychczas miałem zdanie o nim dobre, jak o \"niegroźnym zakręconym dziadku\".
Jeden z moich przełozonych kiedyś dawno temu tak kwitował wystąpienia, podobne temu stekowi bzdur i oszczerstw, w wydaniu Narcyza:
\"Nie lubię, jak wąż pierdzi\"
I na tym, mam nadzieję, EOT
Jeśli to prawa, że kobieta łagodzi obyczaje, to niniejszym... proszę o stonowanie emocji. Nie można na słowo odpowiadać granatem... Rozumiem uszczypliwość, ironię ale na podkładzie zdrowego humoru. Nie rozumiem walenia pałką. A nawet, jeśli rozumiem, nie akceptuję. Nie po to mamy forum, żeby drapać się pazurami do krwi ostatniej, ale by spokojnie, rzeczowo wypowiedzieć swoje racje, odrzucać lub wspierać argumenty. Czuję się zażenowana..., nie , smutno mi, kiedy czytam takie strzały ze strony kogoś, kogo przywykłam lubić... też mogę po łacinie, że \"errare humanum est\"... ale wolę po kmicicowemu: zgodą, barankowie, zgodą.....A przede wszystkim taktem i kulturą.Balet zawsze kojarzył mi się z elegancją, wdziękiem i finezją... I niech tak zostanie...
Ja na balety chodzę tylko na Sylwestra bo słabo mi wychodzą a tradycję trzeba zachować.:grin A stroje kobiet w prawdziwym balecie mi nie leża a mężczyzn jeszcze mniej :grin
Oj, Skarbniczku, faceci w rajtuzach wyglądają niekiedy ... baaardzo ciekawie. Że wspomnę choćby świetną komedię \"Robi Hood i faceci w rajtuzach\". Swoją drogą biegali tak całe średniowiecze, a tej epoce trudno odmówić \"męskiego\", rycerskiego charakteru. Cóż wobec tego powiesz o Rzymianach i Szkotach? :grin :grin
......i zakonnikach i ich damskiej odmianie. Zawsze intrygowało mnie czy mają coś pod spodem czy nie, bo Arabowie na pewno nie :grin :grin :grin
Mogą se arabki nic nie mieć, ale podobno podcierają się ręką więc lepiej nie zaglądaj :)
Emocyji jo tu nie widza. Jest atak, jest obrona, nojwyższy czas złofftopować tyn wontek 8) Nie byda gogoł fto mo anong, fto blank bebło(fandzoli) - szlus, lepiyj pobłoznować...
Jo mom szpecjalny blizablajfer na takie błozny łod brzidoków, na chcacharstwo, kozden może coś bulknonć. Nie byda butlować.
Na forumie łod razu sie łofftopujom wontki (nie wyndki), kozden zapinkala w strona łodwrotno niż chytanie fiszów, to może tyn przełonaczymy.
Tomuś, pieroński faronie, a pamintosz, jakes pisoł o wyndkowaniu karbidym i biksom łod piwa?Abo o tym, jakie sie zaś fisze łapiom na modrom kapuste? Napisz ło tym i bydzie fertig. :grin
Hilary zawsze zjadliwym był, T.P. nerwusem się okazał. Panowie, troszkę więcej dystansu do siebie i rzeczywistości nas otaczającej. T.P. - dałeś troszkę się wypuścić, Twoja pierwsza odpowiedź wywołała równie nerwową reakcję Hiljota i tak to poszło. Obaj macie mnóstwo racji w tym, co piszecie i obaj daliście się ponieść emocjom. Wycieczki osobiste i mniej lub bardziej zawoalowane obelgi nie powinny się znaleźć w tym miejscu. To oczywiście moje, prywatne zdanie na temat.
Pozdrawiam serdecznie obu adwersarzy.
Zapewniam cię, że nerwy mam z tytanu (nie stalowe). Gdyby nie to, nie mógłbym spokojnie punktować agresora. Zajadliwość to słabe określenie na obrzucanie mnie g...nem. Ale co tam, dla mnie koniec dyskusji.
Tomek! O czym ty piszesz, o jakim punktowaniu, o jakim agresorze? Nerwy tytanowe... Jeszcze raz napiszę ci wyraźnie, nawet nie wielkimi literami. Portal jest dla ludzi, ale nie dla tych, którzy próbują tu leczyć jakieś swoje osobiste przypadłości i zabawiać się w prowadzenie analiz psychologicznych. W komentarzu o narcyzie, chybaś dał przykład na swój obraz i podobieństwo? Jeśli nie potrafisz sprostać dyskusji na poziomie autora to w ogóle temat sobie odpuść, póki możesz na portalu gościć. Powoli mam cię kolego dość, twojego stosunku do innych użytkowników, twojej manii prześladowczej, że ktoś cię usilnie przerobić chce na modłę ludzi, których wiedzy i doświadczenia nigdy nie przyswoisz, bo zostałeś zaprogramowany na NIE. Każdy ma wybór co czyta, a ja mam przywilej publikowania tego co mi się podoba i pasuje do formuły portalu. Co za diabeł w ciebie wlazł? To co piszesz jest coraz niższych lotów, a wraz z wiekiem powinno być odwrotnie. Chwilami zastanawiam się, czy głównym punktem twojego tu pobytu nie jest rozwalenie portalu. Zaczynam podejrzewać, że nasiliłeś ataki, albo się z kimś założyłeś. Zaglądam rzadko, bo mam inne zajęcia, ale po otwarciu skrzynki pocztowej wysypują mi się żale innych użytkowników co do twojego, pożal się Boże postępowania. Odgrażanie się do mnie i do innych pomijam z przyzwoitości, żeby zwyczajnie, publicznie ci nie nawrzucać. Opamiętaj się proszę i ochłoń, bo nie mam zamiaru nadzwyczajnie zajmować się naprawianiem tego, co byłeś uprzejmy popsuć.
Przygotowałem parozdaniową odpowiedź, kto tu jest Narcyzem. Ale celniej i krócej sformułował to TJ w zdaniu: \"W komentarzu o narcyzie chybaś dał przykład na swój obraz i podobieństwo\". No własnie!
Robercie, dla mnie koniec tematu. Nie będę wiecznie udowadniał że nie jestem wielbłądem. Ustawiczne wyzwiska padające na TWOIM portalu pod moim adresem, nigdy nie spotkają się z moją akceptacją. Obojętne jak mnie kto nazywa, czy słowem ze słownika kuchennego, łacińskiego, czy jakiego innego, spotka się to ze zdecydowaną reakcją. Tym bardziej, że nigdy nie jestem prowokatorem wycieczek osobistych - jeśli i temu chcesz zaprzeczyć, podaj przykład w którym ja pierwszy wyzywam interlokutora od jakiegoś krzykacza, roszczeniowca, primabaleriny itp. Nie znajdziesz, ale jak chcesz to trać czas na szukanie.
Oczywiście, sa jeszcze interpretacje. Co u ciebie i kilku innych jest zwykle nadinterpretacją.
Twoje postepowanie od dłuższego czasu zachęca do takich praktyk, bo jestem jedyną osobą, w stosunku do której zezwalasz na takie praktyki. Piszesz ostrzezenia, blokujecie watki, z powodu że tak określę pierdół, ale nie w stosunku do jawnych przejawów łamania netetykiety. To i ja pozwalam sobie na riposty nie przebierając w środkach.
Tak wygladają fakty. Mozesz oczywiście nie być osoba bezstronną, może ci nie pasować to co piszę, możesz się ze mną nie zgadzać, możesz forować pewne padające teorie, możesz dyskredytować poglady przeciwne twoim. Pozostaw tylko każdemu prawo do obrony, a jak pisałem jestem chyba ostatnią osobą na tym forum, która pozostała mimo padających zewsząd inwektyw.
Zaś panu Jałoszyńskiemu życzę zdrowia i obiecuję, że będę uważnie czytał jego publikacje, aż znajdę coś godnego felietonu. Felietonu bez używania obraźliwych epitetów, analizy osobowosci pana Hilarego, bez wymyślania mu poglądów, bez twierdzeń w stosunku do jego osoby wziętych z sufitu, bez toczenia jadu jak w powyższym felietonie.
ja mam przywilej publikowania tego co mi się podoba i pasuje do formuły portalu
A mówiłam: emocje odłożyć na bok, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. I mamy kolejny pasztet. Tak to jest, jak się niewiast nie słucha.