Nie podoba mi się przepis - zawarty w ministerialnym rozporządzeniu oraz w RAPR - o konieczności eksterminowania złowionych rybek z gatunku trawianka, czebaczek i sumik karłowaty. Nie podoba się i już.

Każdy rozsądny człowiek powie, że są to gatunki introdukowane lub przywleczone i stanowią zagrożenie dla rodzimych ekosystemów. Dowodów na to jest cały bezmiar i nie ma sensu ich tutaj przytaczać. Ale ja nadal wywoływał będę awanturę związaną z nakazywaniem wędkarzom - mocą ministrerialnego rozporządzenia - zabijania tych stworzeń. Pozwolę sobie na wyjaśnienie nieporozumienia. Nie czebaczków ja bowiem bronię.

Sam jestem przeciwnikiem idiotycznych zarybień przez koła PZW i innych gospodarzy wody - mówię "nie" amurom, tołpygom, pstrągom tęczowym i innym tilapiom! Mówię precz czebaczkom, byczkom, trawiankom oraz rakom amerykańskim! Nie mam nic przeciwko temu, aby właściciele i gospodarze wód, policja, straż rybacka, miejska, gminna, powiatowa, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czy jak to się nazywa, specjalna komisja sejmowa, pełnomocnik rządu wraz ze swoim urzędem, rybackie szwadrony śmierci a także ochornicy, gwardia narodowa, łowcy czebaczkowych głów i inni ormowcy zajęli się eksterminacją wszystkich wymienionych przez rozporządzenie ministra rolnictwa gatunków zwierząt.

Będę sobie stał na brzegu i kibicował państwowym, zinstytucjonalizowanym zabójcom czebaczków, patrzył jak płoną żywym ogniem stosy raków amerykańskich wyłapanych przez państwowych zinstytucjonalizowanych łapaczy raków, kciuki będę trzymał za państwowych łowców sumików karłowatych oraz oficerów śledczych od unicestwiania trawianek... A także za ochotników, Gwardię Narodową i ORMO razem wziętych!

Ja nie obcych gatunków bronię, a własnej wolności i moich praw człowieczych. Nikt, żaden minister, ani premier, ani nawet wszyscy zapisani do tzw. "erki" razem wzięci, ani nawet biskup z mojej diecezji nie mają mi prawa nakazać zabijania małej rybki, którą złowię na wędkę. Cokolwiek by ta rybka robiła, skadkolwiek by pochodziła i jakkolwiek by się nazywała. Wara ministrowi od moich decyzji w tym względzie - chce działać na rzecz przyrody, niech działa.

Ale zobowiązywać mnie do wzięcia pod obcas małej rybki?

O nie, panie ministrze! Całuj pan czebaczka w nos! Po pierwsze, nikt mi nie może nakazać zabicia stworzenia, którego nie chcę zabić, po drugie, to fatalne rozporządzenie nadaje się do zaskarżenia przed Trybunałem Konstytucyjnym. Łamie co najmniej kilka ustaw - bo są akty prawne określające humanitarne sposoby zabijania zwierząt, wyznaczające miejsca i kwalifikacje zawodowe osób zabijających zwierzęta. Są także akty prawne broniące mnie osobiście przed możliwością nakazywania mi zabijania czegokolwiek i robienia ze mnie hycla!

Tak więc, nie czebaczka ja bronię, a siebie samego i mojej godności osobistej. Nie chcę zabijać czebaczków i nie będę tego robił. Będę mordował szczupaki, bo mi wolno, będę zabijał i zjadał pstrągi, bo je lubię jeść. Ale nikomu nie pozwolę, żeby mnie zmuszał państwowym ukazem do zabijania tego, czego zabijać nie mam chęci ani potrzeby. Nie jestem hyclem rządowym, niech se rząd hycli zatrudni, da im mundury i postawi nad wodą. I wtedy, jak złowi mi się na gruntowy zestaw rak amerykański, to ja pójdę go zanieść do Państwowego Punktu Zabijania Gatunków Zawleczonych i dam takiemu hyclowi. Niech go uśpi humanitarnie w zgodzie z ustawą o ochronie zwierząt. Koniec

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

I cholera święta racja!!!
Tak jest!!!
bez czego ? ;)