Nareszcie 17.08.2012, dzień wyjazdu na upragniony wypoczynek, wszystko spakowane, a domownicy gotowi do drogi. Na miejsce odpoczynku wybrałem… znaczy się wybraliśmy wspólnie miejsce które umożliwia realizacje planów wędkarskich oraz spokojny i komfortowy wypoczynek. Mój wybór padł na małą wieś Bór, położoną nad Wartą w Wielkopolsce, jakieś 18 km od Uniejowa. Półtorej godzinki jazdy samochodem i jesteśmy na miejscu.

Tak przyszło nam mieszkać

Szybki zwiad nad wodą, bez wędek tak tylko co by zobaczyć czy jeszcze woda w Warcie płynie. Następnie wieczorny grill i rozmowa z Piotrkiem „Novisem” Nowickim, którego zaprosiłem na weekendowe wędkowanie.

Jakoś nie mogłem spać dlatego też wczesna pobudka i wspaniały widok za oknem.

Postanowiłem zająć się szykowaniem sprzętu, wstępna selekcja w domu pozwoliła ograniczyć się do dwóch kijaszków i czterech pudełek z przynętami, takie niezbędne minimum, a Itak wygląda jak mały kramik wędkarski.

Z jednej strony delikatny kijek długości 2,75 zrobiony przez Mekamila na 4 częściowym blanku muchowym w klasie bodajże 4, kleniowo-okoniowa wykałaczka do małych woblerków, blaszek i gum jako uzupełnienie spinning Robinson diaflex 2,95m cw 7-22g, z przeznaczeniem na większe gumki oraz lekkie boleniowanie.

Przygotowania…

Kramik…

Kleniowe

Boleniowe

Uniwersalne

Pod szczupaczka, może sandacza

W południe telefon od Novisa, czeka na mnie w Uniejowie, szybka jazda na miejsce, zakupy i powrót na kwaterę. Kawka, gadu gadu i wybieramy się z Piotrkiem nad wodę, zaproponowałem spenetrowanie ciekawego zakrętu z kilkoma obiecującymi główkami.

Na efekty nie trzeba było długo czekać, Piotrek z okonkiem

Urządziliśmy sobie całkiem ciekawy spacer, miejscówki naprawdę obiecujące, jednak bez kontaktu z rybkami, ale nie samym wędkowaniem człowiek żyje. Wróciliśmy na kwaterę gdzie zostaliśmy poczęstowani kawką i jeszcze ciepłym ciastem w wykonaniu mojej Agaty. Następnie przygotowaliśmy grilla przy który do późnych godzin nocnych prowadziliśmy wędkarskie i nie tylko rozmowy.

Plan na następny dzień wstępnie zakładał wczesno-poranne łowienie ale za długo rozmawialiśmy, dlatego też postanowiliśmy odwiedzić kolejną miejscówkę wskazana przez gospodarza, wyspa z plażą, która kończy się przykosą. Nad wodę wybraliśmy się w komplecie, ja, Agata i Novis, i każdy znalazł zajecie dla siebie i swój kawałek plaży, Agata poprawiała opaleniznę.

Piotrek trenował boczny trok

Ja próbowałem małe woblerki

Postanowiliśmy z Piotrkiem obłowić miejsce w którym płycizna przykosy się urywa, naprawdę fajne i obiecujące miejsce, które pozwoliło złowić kilka naprawdę ładnych okoni, zaliczyć kilka kleniowych spadów oraz boleniowy prysznic.

Miejsce gdzie urywała się przykosa, dla lepszego zobrazowania zaznaczyłem.

W dołku u nasady przykosy stały naprawdę fajne okonie, jednego prezentuje na fotografii poniżej, ten miał ok. 25cm, jednak Piotrek złowił delikwenta ok. 30 cm, a ja w kolejnych dniach dołożyłem rozmiar 30+, i kilkanaście mniejszych w przedziale 20-30cm łowionych z tego właśnie dołka, niestety dokumentacji zdjęciowej brak, wyjaśnienia później.

Z Piotrkiem przyszło się pożegnać, jednak początek pobytu naprawdę obiecujący a przede mną kolejne dni wędkowania. Od poniedziałku codzienne manewry, rano zakręt z główkami wraz z poprzedzającą go i kończącą prostką, widoki bezcenne.

Miejsce bankowe, po moim brzegu główki z dołkami i przelewami, między nimi pełno drobnego klenia i okonia, dodatkowo oporowa ilość boleni chlapaków. Po przeciwnej stronie płycizna przerwana dwoma rynnami, tam szalały bolenie w rozmiarze, na płytę chodnikową, do których nie udało mi się niestety dobrać. Za wyjątkiem dwóch sztuk które wypięły się zaraz po braniu na siudakowego woblera. Przyczyną były prawdopodobnie źle dobrane i tępe kotwice., mój błąd.

Mimo bankowych miejsc wyniki były marne jak inwestycja w Amber Gold, duży nakład, same straty, dodatkowo tegoż pięknego poranka zaliczyłem pełnozanużeniową kąpiel w rzece, ze skutkiem tragicznym dla mojego aparatu cyfrowego, reanimacja nie pomogła, straiłem też część zdjęć. Ponad to pozbawiłem się pudełka z boleniówkami, kilka rapalek, trochę salmo, siudaków i innych boleniowych precjozów poszło się j…. starałem się je odnaleźć, nawet nurkowałem w tym miejscu, bezskutecznie.

Poranne łowienie zaczynałem ok. 5 rano a kończyłem ok. 9, następnie powrót do domku, śniadanko, drzemka, całe towarzystwo do autka i nad wodę. Z reguły wybierałem plażę na której każdy znalazł cos dla siebie, pies zażywał kąpieli, Agata się opalała, a ja ganiałem z wędką po okolicy.

Kojot nadwarciański

Podczas jednej z popołudniowych wypraw byliśmy świadkami ciekawego zdarzenia, w pewnym momencie całą szerokością rzeki zaczęły płynąć snopki siana, później dowiedziałem się że na promie powyżej przewróciła się przyczepa ze snopkami, jak do tego doszło, nie mam pojęcia, ale widok niecodzienny.

Niestety podobnie wieczorne łowienie nie przyniosło oczekiwanych efektów, jedynie widoki wynagradzały wędkarski trud. Udało się porozmawiać z miejscowym wędkarzem, który najczęściej łowi na spinning, rzadko urządza zasiadki na białoryb, dowiedziałem się iż największym problemem nad wodą są „elektrycy” którzy skutecznie czyszczą rzekę ze szlachetniejszych gatunków. Podobno coś się ruszyło i w lipcu złapano dwie ekipy, jak znam życie to szybko wrócą, taka nasza wędkarska rzeczywistość.

W takim rytmie pozostałe dni urlopu minęły w zastraszającym tempie, i trzeba było się pożegnać z rzeką i naprawdę fajną okolicą. Mimo mizernych efektów i informacji o kłusownictwie wierze iż rzeka ta ma potencjał i cierpliwemu wędkarzowi wynagrodzi trud włożony w jej poznanie. Dlatego też już planuje jesienną weekendową wyprawę której celem mają być bolenie i klenie.

I tu propozycja dla całego Team Łódź, oraz wszystkich chętnych, chciałbym zorganizować jesienne spotkanie z wędkowaniem, w powyższej lokalizacji. Do dyspozycji mamy dom i wstępnie pięć miejsc do spania, co łatwo można dzięki materacom zwiększyć. Salon, pokój, w pełni wyposażona kuchnia z jadalnią, łazienka.

Z wędkarskimi pozdrowieniami

Hubert Midera *Hubertus*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Nie wiem jak daleko od miejsca gdzie siedzi Novis była ta przykosa, ale chyba chyba sypała.... A nikt nie lubi piasku w oczach, ryby pewnie też :grin
Fajny urlopik Hubert :) Aaaa jeszcze coś to nie snopki to kostki płynęły ;)
Woda , chyba wysoko, na bolenia idealnie :), Fajny urlopik Hubert :)
spokojnie Romku, od miejsca gdzie siedzi Novis do czoła przykosy jest dobre 200-300m a przykosa jest ładnie ustabilizowana
Przemku, urlopik był by fajny jak by sie udało boleniom do tylka dobrac, ale nie odpuszczam tematu i na 100% postaram sie je dorwac jesienia
Pogratulować fajnego urlopu :)

P.s.
Mina Novisa przy grilowym stole - bezcenna :)
Hubert. Fajne urlopowe wędkowanie. Brawka !
Hubert, a jakiś szczupak, albo szczupaczek zagryzł choć raz?
niestety zero szczupaczych brań, niestety panowie kłusownicy robią swoje :upset
Pogratulować urlopu, pozdrowienia dla Agatki ;)
Heh, właśnie wróciłem z północy kraju i se czytam. Właśnie też mottle zadzwonił i....? Hubert, jedziemy w ten weekend? Dzień weekendu dla mnie obojętny, dogadaj się z Sebą :grin
mówisz i masz
Polskie rzeki maja zarabisty urok a szczegulnie, gdy widzi sie wedkujacych nad nimi, tak urokliwych wedkarzy :grin ;)
ci urokliwi wędkrze jutro robia kolejne podejście :grin
Zycze udanej wyprawy i pozdrawiam :grin
faktem jest. Ten kojot, to urokliwy wędkarz. Chyba Amer jego miał na myśli :grin :P
W samej rzeczy Erwinie :grin ten blondyn w ciemnych okularach ;)
Hubercik, super miejsce! No to kiedy organizujesz wypadzik weekendowy do tej perełki ??? :grin