W piątek zakupiłem zanęty, sprawdziłem latarki (wędki zawsze są gotowe - nie wymagają przeglądów).W nocy po rosówki - grubiutkie aż miło. W sobotę rano Michał dzwonił do mnie: - "Wujek, kiedy jedziemy?" Pojechaliśmy, ale na razie do wędkarskiego po robaczki: pinka i drobena. Gotowość pełna.

Początkowo wyjazd planowany na godzinę 17.00 przesunął się... ale na godzinę 15.45. Auto wypchane po brzegi zajechało nad wodę tj. Odrę. Pierwsze, co zrobiłem, przykre ale fakt, to posprzątałem śmieci po innych kolegach. Cóż po kilku flaszkach, jakie znalazłem, nie dziwię się że zapomnieli posprzątać.

Dalej to już były przygotowania i wędki do wody. Ojciec zasiadł spokojnie na stołeczku, ja zająłem się szykowaniem ogniska i "legowiska" dla młodzieży.

A oto nasza kochana młodzież - jakie aniołeczki

A to "Moja Odra", już trochę o niej pisałem.

I nadszedł ten moment, szczytówka drgnęła. Zacięcie, siedzi... pewnie leszczak... ale, zaczep i to przy brzegu. Ryba poszła w zawadę, już teraz wiemy jak prowadzić rybę. Kilka minut i ponowne cięcie, siedzi, ale tym razem już wiadomo, czym grozi dopuszczenie ryby z prawej strony łowiska. Ale ta jakoś nie rozumie, że tam nie wolno i ostro ciągnie. Kilka chwil i jest piękny karaś (39 cm; 0,8 kg)

Czekamy dalej. Nie... Mój ojciec czeka, ja jeszcze nie rozłożyłem wędek. Młodzież zabiera za wiele czasu, ale co tam jak wypraw to wyprawa. Znowu branie, leszczyk - niewielki, wraca do wody po dorosłych. Znowu branie, potężne pobicie, i ojciec coś holuje.

Mówi: " - Jarek szykuj się to coś większego." Jestem zdumiony, bo kołowrotek gra, a ojciec pompuje. Ryba co prawda poddaje się, ale idzie ciężko. Byłem w pełnej gotowości, ryba właściwie była już kilka metrów od brzegu, gdy... Pękła 18 na przyponie. Hamulec ustawiony był dobrze, więc co się stało? Może za ostro ciągnięta. Hehe, jeszcze w tej chwili widzę jak mojemu tacie się nogi telepią. Nie wiemy, co to było, wiemy na pewno, że było to coś większych rozmiarów.

Kolejne branie, ale tym razem bez błędu i leszcz 56 cm i 1,8 kg ląduje na brzegu. A ja dalej kiełbaski smażę - widać je w dali.

Przed nadejściem nocy mieliśmy kilka brań, z różnymi efektami. Dzieciaki również, kładły się i wstawały. Ostatecznie jedna poległy około 23.00. No nareszcie zaczynam łowić ryby. Ale coś brać nie zamierzają.

W nocy złapaliśmy po sumie (mój miał 10 cm a ojca jakieś 2 cm więcej), bestie powróciły do wody. Po 23.30 rozpadało się i było bardzo nieprzyjemnie. Zmiany przynęt na niewiele się zdały, ryby nie brały.

Ranek przywitał nas pięknym słońcem. Najpierw powstał Michał, potem Kasia.

Z rana trafiło się jeszcze kilka niewielkich leszczyków. Ale przecież nie o te ryby chodziło (i ja to powiedziałem?). Dzieciaki zadowolone, manewry się udały. Do domu powracaliśmy około 11.00 Ja po nieprzespanej nocy byłem, nieco zmęczony. Ale również zadowolony.

To tyle relacji z mojej... Naszej wyprawy. A moje wnioski: Kasia raczej wędkarzem nie będzie, ale zrobię, co w mojej mocy. Michał ten już jest po "NASZEJ" stronie. Teraz ja "Ojciec Chrzestny" musze zadbać o wędkarskie wyszkolenie smyka.

Zapowiedział się, że będzie jeździł z dziadkiem ( moim ojcem) na ryby. Michał to syn mojej siostry - to tak dla wyjaśnienia.

Pozdrawiam

Jarokowal


Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

Skolimowski:
Według mnie powinniśmy pokazywać smykom uroki tego pięknego sportu jakim jest wędkarstwo.
Uwielbieniem dla sportowego połowu ryb "zaraził" mnie tato i teraz jestem za to mu bardzo wdzięczny. A przy okazji jerzeli mamy spędzić miłe chwile z rodziną to już napewno opłaca się taki wyjazd. Jeżeli dzieciom nie spodoba się wędkowanie to morze zainteresują się czym innym. :)
puzio:
Widzę, że i Tobie wyprawa się udała. A towarzystwo miałeś fajne, przynajmniej się nie nudziłeś. Rybki również dopisały, szkoda tylko tego olbrzyma, co urwał przypon. Sam byłem przez chwilę ciekaw, co się na haku powiesiło?
Jeszcze kilka takich wycieczek i chrześniak zostanie rasowym wędkarzem, widziałem ten błysk w oczach.(zdjęcie5)
Pozdrawiam.
PaKa:
No, no, gratulacje - za wytrwałość. Moje dzieciaki pierwszą nockę zaliczyły w zeszłym roku (jako trzylatki), też spały "w bagażniku", tyle że w Tico. My też tam spaliśmy parę godzin (do dzisiaj mnie bolą gnaty :)))) ). Był z nami jeszcze nasz pies (owczarek niemiecki), ale on się ulitował i spał na kocu obok samochodu. Ja robiłam dokładnie to, co Ty (kolacja, spanie, śniadanie, mamo siusiu, mamo buty mokre, mamo..., mamo..., mamo...), czyli zamiast łapać ryby zajmowałam się młodzieżą, a mój mąż to, co Twój tato - łapał ryby. Ale wspominamy wszyscy tę nockę do dzisiaj, pomimo, że nie mieliśmy takich zdobyczy jak Wy. W tym roku jakoś się nie udało, dzieci urosły i samochód się zrobił przykrótki, ale planujemy zakup passata kombi, więc będzie więcej miejsca i w przyszłym roku na pewno znowu zaliczymy jakąś nockę nad wodą :)))))
redik:
Fantastyczna sprawa...Po takim przedstawieniu sprawy ( pomimo ciagłych spraw związanych z opieka nad pociechami ) nie mogę się doczekać aż mój Olek będzie nieco starszy ( 1,5 roczku ) i chrześniaczka Aga ( 8 miesięcy )...Super relacja i bardzo Ci dziękuję, że tak fajnie to zrelacjonowałeś :-)
Pozdrowienia
Radek
ted:
Cóż mam powiedzieć, fantastyczna wyprawa. I jeszcze jedno powiem ze dzieci na takich wyprawach hartują się. Od kiedy mój najmlodszy syn zaczał przebywać nad wodą i ,,nie wychodzić z wody" skończyły się wszelkie przeziębienia. Lody je całymi garściaminad jeziorem i jest OK.
Pozdrawiam wszystkich uczestników eskapady nad Odrę.
ted
Anguiler:
Pomysł miałeś świetny, niech dzieci łapią bakcyla od najmłodszych lat i uczą się co może dać wędkarstwo i obcowanie na łonie natury. Pamiętam jak ja jeżdziłem z ojcem na ryby mając pięć czy sześć lat... Kurcze to było tak dawno, ale niektóre momenty pamiętam bardzo wyrażnie do dziś.Pozdrawiam.
Jarokowal:
Michał ma teraz siedem lat i sam pcha się na każdą wyprawę. Wczoraj (06.09) również byliśmy nad wodą, chłopak zadowolony aż miło.
Jak pamięcią sięgam to ja też w podobnym wieku zaczynałem. Potem w wieku ok 13 - 15 lat miałem przerwę, potem również było różnie. KIlka lat nurkowania, pływanie. A teraz (pływanie zostało) ;-)) obowiazki troche "podrosły", szkoła skończona, więc można dalej robić to co się lubi.
Pozdrawiam

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy