Edward Paszkowski urodził się w Kanadzie w rodzinie polskich imigrantów, którzy osiedlili się w tym kraju tuż przed drugą wojną światową. Przez całe życie Edward swój wolny czas spędzał z wędką w ręku, uciekając od zgiełku miasta. Jego ulubionym miejscem było ujście Nottawasagi na Georgian Bay. Znał to miejsce doskonale, ponieważ często przebywał w swoim cottagu na Wasaga Beach. Jak twierdził, wędkując w ujściu Notty nigdy nie wracał bez ryby. Jednak nigdy nie przypuszczał, że 29 maja 1982 r. zostanie jednym z najsławniejszych wędkarzy w Kanadzie. Tego dnia stał w swoich woderach w ujściu rzeki na głębokości trzech stóp, trzymając w rękach Fenwicka PLS-70 i wysłużonego, 15-letniego Sheakespera (model 2602), na który nawinięta była dwuletnią, 12-funtowa żyłka Stern. W nurt rzeki rzucał srebrnego Meppsa 3 (aglia).

Edward Paszkowski
Edward Paszkowski

Około godz.15.30 podczas kolejnego rzutu myślał, że ma zaczep na głębokości około 8 stóp wody. Następne półtora godziny potwierdzić jednak miały, że żadnego zaczepu nie było, a na wędce miał on ogromną rybę. Tymczasem nad brzegiem rzeki zebrało się około 50 widzów, którzy przyglądali się zmaganiom wędkarza. W Wkrótce na miejsce to przybyło 60 łodzi. Nad głowami gapiów w pewnym momencie pojawił się nawet helikopter. Olbrzymia ryba odjeżdżała dziesięć razy po około 200 metrów za każdym razem. Trzy razy wyskakiwała ponad powierzchnię wody, ochlapując wodą ludzi na łodziach. Ich oczom ukazywał się wtedy wielki jesiotr. Wędkarz walcząc z rybą przemierzył prawie trzysta metrów. Kiedy ryba znalazła się nieco ponad metr od brzegu, wuj Edwarda, Mieczysław Zalewski skoczył na jesiotra. Jednak jeden człowiek nie wystarczył aby utrzymać tę ogromną rybę. Znajomy, George Leja zarzucił na jesiotra pstrągowy podbierak. Jesiotr wciąż walczył i pociągnął go kilka metrów po wodzie. W pewnym momencie aż trzech ludzi próbowało utrzymać rybę stojąc prawie po pas w wodzie. W końcu Edwardowi udało się podebrać jesiotra pod skrzela i przy pomocy trzech ludzi wydobyć go na brzeg.

Była już godzina 5 po południu. Jesiotr został zabrany do pobliskiego cottagu, gdzie został zważony na sprężynowej wadze. Ryba ważyła 168 funtów i mierzyła 69 cali i 42 cale w obwodzie. Samica jesiotra miała w sobie 40 funtów ikry. Biolodzy z MNR oszacowali wiek jesiotra na 80-100 lat. Wiek ryby określa się zazwyczaj na podstawie łuski. Jesiotr łusek jednak nie ma, więc dokładne określenie jego wieku jest trudne.

Rodzina i znajomi Edwarda z rekordowym jesiotrem
Rodzina i znajomi Edwarda z rekordowym jesiotrem

Przez wszystkie późniejsze lata Edward miał z tego powodu wyrzuty sumienia. Mówił, że gdyby wiedział, ile ryba miała w sobie ikry i ile lat pływała w jeziorze, nigdy by jej nie zabił. 29 czerwca 1922 r. na Batchewna Bay w Jeziorze Górnym, rybak Frank Lapointe, złowił w sieci jesiotra jeziorowego o masie 310 funtów. Ryba mierzyła 7 stóp i 6 cali. Miała 3 stopy i 6 cali w obwodzie. Nie była jednak złowiona na wędkę i kołowrotek więc nie zaliczała się do rekordu. Wielkie jesiotry nie są rzadkością na Georgian Bay. Wśród wędkarzy krążą historie o olbrzymach, które zrywały się po pięciogodzinnej walce, ciągnąc łodzie z wędkarzami po kilka kilometrów.

Ujście Nottawasagi słynie z wielkich ryb. Ontaryjski rekordowy steelhead złowiony był na przeciwnym brzegu rzeki, niespełna 100 metrów od miejsca gdzie Edward Paszkowski złowił swojego jesiotra. Również rekordowa sieja została złowiona w pobliżu Meaford przez Dennisa Boucharda z Burlington. Jak twierdził Edward, rok1982 obfitował w duże ryby na Georgian Bay. Był to rok wielkich sandaczy. Średnio łowiono ryby o wadze 10-16 funtów. Jesiotr Edwarda Paszkowskiego został uznany za rekord wszechczasów. Do tej pory nikomu nie udało się złowić tak dużego jesiotra jeziorowego na wędkę i na 12-funtową żyłkę. Wkrótce potem Edward pracował dla firmy Brecks jako reprezentant Meppsa i Nils Mastera w Ontario. Przez całe swoje życie łowił ryby. Jego kolekcja sprzętu wędkarskiego najwyższej jakości przechodzi ludzkie wyobrażenie. Tysiące przynęt, robione na zamówienie najlepsze wędki i kołowrotki. W późniejszych latach używał tylko kołowrotków Daiwa, które są uznawane za najlepsze na świecie. Zgromadził unikalne przynęty, których produkcji już dawno zaprzestano, a wędkarze są skłonni zapłacić każde pieniądze, żeby dostać chociaż jednego takiego woblera czy wahadłówkę.

* * *

Edward Paszkowski zmarł nagle 20 kwietnia 2004 r. Był wędkarzem polskiego pochodzenia, który na trwałe zapisał się w historii wędkarstwa.

Nadesłał: Kris Jaskielewicz *Kris*
Admin Fish On Line Canada
www.fishonlineca.com

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Krzyś czy doniesienia o tych potworach teraz też się pojawiają w prasie? Czy są organizowane jakieś specjalne wyprawy po jesiotry? Czy to raczej dzieło przypadku? Piszesz o Edzie w czasie przeszłym, czyżby już polował w Krainie Wielkich Łowów?
Hi kris! Myślę, że do dnia dzisiejszego posiadasz jeszcze w swoich zbiorach całą gamę przynęt, których używał Paszkowski?
Miło się o nim czyta i wspomina tak wielkiego wędkarza. Nie pamiętam tylko czy miałeś kiedyś okazję połowić razem z nim?
Z Paszkowskim nie lowiem nigdy. Zostala mi sie po nim niezla kolekcja. Racja TJ, Ed odszedl w Kraine Wielkich Lowow. Jesiotry, nawet wieksze sa nadal lowione, ale we Frazer River (inny gatunek) w Kolumbii Brytyjskiej.
Kris, dodałem dopisek pod artykułem, za późno go odczytałem, stąd moje niezręczne pytanie w komentarzu. A przy okazji, czy byłbyś w stanie sfotografować choć kilka z przynęt Paszkowskiego (głównie interesują mnie - i pewnie nie tylko mnie - woblery)? Byłoby ciekawe obejrzeć dzieło mistrza, choć domyślam się, że są niezłych rozmiarów.
Zazdroszczę troche (pozytywnie) takich przezyc. I szczerze gratuluję..
Jesiotry...
Mój śp. Dziadek opowiadał o olbrzymach z Narwi, mierzących po 2 metry i więcej. Przed II światową czasem wchodziły w sieci rybaków, po wojnie - kilka utłuczono przy pomocy... min pozostałych po przejściu frontu.

Ostatni jesiotr w polskich wodach został znaleziony pod zaporą w Dębem, w 1962 (lub 63) roku. Mierzył ok. 3 metrów i ważył ponad 200 kg. Dogorywał. Miał kilka ran postrzałowych.

Czasem się zastanawiam, czy w naszych wodach nie zostały jakieś niedobitki - matuzalemy. Z piętnaście lat temu opowiedział mi przygodnie spotkany nad Narwią wędkarz, że na zestawie sumowym miał rybę dobrze ponad dwa metry. Jasną w ubarwieniu, na suma nie wyglądającą. Zdemolowała zestaw i odpłynęła.
Wędkarska imaginacja? Mocno koloryzowana konfabulacja? Nie wiem.

Kilka lat wcześniej, na tym samym odcinku Narwi, miejscowy wędkarz specjalizujący się w połowie wielkich sumów, a stosujący żyłki 0,70 mm, mający \"na rozkładzie\" sporo wąsatych po 50 kg i więcej, zapiął jakąś kolosalną rybę. Po godzinie przeciągania liny (kawał chłopa, z wielką siłą w łapach) poprosił o podadanie papierosa. Przyłożył żar do żyłki, spuścił rybę. Po czym orzekł, że \"temu czemuś\", mimo doświadczenia i własnej siły, nie dałby rady. Bo jeśli to sum był, to musiał mierzyć ze trzy metry. Ale \"to coś\" ponoć nie zachowywało się jak sum.
Więc co? :?