Seminarium „Restytucja ryb wędrownych w Polsce - doświadczenia i perspektywy” zostało zorganizowane przez Ministerstwo Środowiska - Departament Ochrony Przyrody, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi - Departament Rybołówstwa oraz WWF Polska - Światowy Fundusz na Rzecz Przyrody (inicjatora spotkania). Obecni byli przedstawiciele wymienionych wyżej departamentów, naukowcy, przedstawiciele parków narodowych, hodowców ryb, władz samorządowych, no i w końcu PZW. Seminarium otworzyła prof. Ewa Symonides – Główny Konserwator Przyrody.

Następnie w kilku prezentacjach zostały poruszone najważniejsze zagadnienia z ochrony i biologii ryb dwuśrodowiskowych:

  1. Przyszłość restytucji ryb wędrownych w świetle Sektorowego Programu Operacyjnego „Rybołówstwo i Przetwórstwo Ryb 2004 – 2006” – dr Lech Kempczyński – Dyrektor Departamentu Rybołówstwa, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

  2. Dotychczasowe osiągnięcia programu restytucji łososia i troci w Polsce – prof. Ryszard Bartel – Instytut Rybactwa Śródlądowego.
  3. Wnioski płynące z efektów zarybiania różnymi formami narybku łososia i troci – prof. Józef Domagała – Uniwersytet Szczeciński.

  4. Certa w dorzeczu Odry: historia, stan aktualny i perspektywy – prof. Tomasz Heese, Politechnika Koszalińska (w zastępstwie prof. Andrzeja Witkowskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego).

  5. Monitoring genetyczny w programie restytucji certy – prof. Piotr Węgleński – Uniwersytet Warszawski.

  6. Wskazania dla programu restytucji populacji jesiotra, łososia, troci wędrownej i certy w polskich rzekach – dr hab. Wiesław Wiśniewolski – Instytut Rybactwa Śródlądowego.

Głównymi „bohaterami” dnia były oczywiście łosoś, troć, certa i jesiotr. Dodam, że w naszym kraju występują także inne, mniej znane gatunki, które swoje życie dzielą między morzem a rzekami jak parposz (w uproszczeniu „taki śledź”, co kiedyś na tarło wędrował z Zatoki Gdańskiej nawet pod Toruń i Warszawę) czy wędrowna forma siei. Niewątpliwie zagadnienia omawiane na tym spotkaniu maja także „zastosowanie” dla innych gatunków, także tych stacjonarnych, czy takich, których wędrówki ograniczają się jedynie do głównego koryta rzeki i jej dopływów. A teraz garść informacji, które mogą was zaciekawić.

W czasie dyskusji duży nacisk kładziono na potrzebę innego wykorzystania środków przeznaczonych na melioracje. Widać, że idea, aby nasze środowisko traktować bardziej przyjaźnie ma coraz więcej zwolenników. Spotkanie zakończyło się ustaleniem wniosków, które zostały przekazane odpowiednim ministerstwom. Wśród tych wniosków był postulat objęcia zakazem budowy nowych progów wodnych na rzekach, w których mogą potencjalnie występować gatunki wędrowne. Większość osób na sali była zgodna, że konieczny jest zakaz ustawowy albo przynajmniej poprzez rozporządzenia rządowe. Projekt takiego zakazu obejmuje rzeki pomorskie, ale także niezabudowane dopływy Odry czy środkową i górną Wisłę wraz z Dunajcem i kilkoma rzekami zlewni.

Dalej, tylko na następne 2 lata są przyznane środki przez Unię Europejska - 12 mln EURO – na budowę nowych przepławek w naszym kraju. Suma nie wydaje się zawrotna (ok. 50 mln złotych), ale jest to suma, która odpowiada mniej więcej kosztom budowy ok. 200 niedużych przepławek takich jak np. na rzece Pasłęce koło Braniewa (patrz zdjęcie). Środki te pozwolą udrożnić dużą część „najgorszych korków” na naszych wodach, w tym Zaporę we Włocławku. Jeśli chodzi o tą ostatnią, to projekt nowej przepławki jest już gotowy, choć były także głosy za zupełnym rozebraniem tej zapory. Ale widzę, że jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie zanim takie pomysły zaczną trafiać do władz. Podano przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie w ostatnich 20 latach rozebrano ponad 100 zapór, zdecydowaną większość ze względu na argumenty ekologiczne, na wniosek głównie wędkarzy i ichtiologów!!! Wracając do środków na przepławki – jest to drugi projekt unijny (po programie „złomowania” jednostek rybackich), który nie wymaga żadnych środków własnych, aby starać się o dotację.

Dalej, w zasadzie każdy może takie wnioski złożyć, tzn. gmina na terenie, na którym trzeba taką przepławkę zbudować, czy organizacja wędkarska użytkująca wodę, lub wspólnie. Najważniejszą jednak sprawą dla przyznania środków jest, aby obejście/przepławka spełniała kryteria ekologiczne: wolny przepływ wody umożliwiający migrację wszelkim gatunkom ryb nie tylko np. silnym łososiowatym, komponowała się w krajobraz (kamienie, a nie beton), aby jej konstrukcja utrudniała kłusownictwo. Czy wreszcie, aby jej ustawienie pozwalało na migrację (wabienie) jak największej ilości ryb. Mam nadzieje, że takich środków będzie jeszcze więcej – są rzeki, i to wcale nie duże, na których liczba progów wodnych, które muszą być zmodernizowane sięga kilkudziesięciu, a nawet więcej!


Ekologiczna przepławka (obejście dla ryb) koło elektrowni wodnej w Braniewie na rzece Pasłęce. Koszt budowy ok. 250 tys. zł. – ½ ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska a po ¼ z budżetu miasta i elektrowni (wg materiałów IRŚ w Olsztynie). Oby jak najwięcej tego typu przedsięwzięć!

W trakcie tego seminarium dowiedziałem się wreszcie, jaki udział finansowy w restytucji łososia i troci miały środki z budżetu Państwa – w obu przypadkach ponad 90% w ciągu ostatnich 10 lat i to głównie z departamentu rybołówstwa. Niewątpliwie wiele zasług w ratowaniu tych wspaniałych ryb ma PZW, wędkarze poświęcający swój czas nad wodą, jednak środki są zdobywane niestety głównie dzięki znaczeniu gospodarczemu tych ryb. Niestety, nie dla tego, żebym był przeciwny ich eksploatacji w ogóle, ale mam nadzieje, że w finansowaniu ratowania ryb wędrownych będą miały większy udział także inne instytucje. Takim przykładem jest wzrost nakładów na zarybienia ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który np. z inicjatywy IRŚ i PZW w ostatnich latach wspierał program restytucji certy w dorzeczu Odry. A w tym przypadku był to „ostatni dzwonek”, gdyż szacunkowa ilość wszystkich wchodzących z Bałtyku do Odry tarlaków to kilkaset osobników. Dzięki funduszom z NFOŚ i ciężkiej pracy w Ośrodku Zarybieniowym PZW w Szczodrem koło Wrocławia, w ostatnich 4 latach wpuszczono do dopływów Odry ok. 1,6 mln. szt. narybku certy.

Na spotkaniu były przedstawione wstępne wyniki i wnioski z badań (akurat jestem jedną z osób w nich uczestniczących) z zastosowania metod biologii molekularnej w ochronie certy w Polsce. Chciałem więc napisać parę zdań o genetyce zachowawczej / ochroniarskiej (ang. conservation genetics). Zdecydowałem jednak na razie wstrzymać się, gdyż wymaga to raczej oddzielnego artykułu albo nawet kilku. W ciągu lata postaram się napisać parę rzeczy na ten temat. Także o samej cercie, „najdzielniejszej” rybie wśród karpiowatych.

Sporo miejsca zajęła też sprawa restytucji jesiotra. Polska jest zobligowana prawem międzynarodowym (m.in. ustaleniami komisji HELCOM, helsińskiej komisji wód Bałtyku) chronić i restytuować gatunki na wymarciu w Europie. Obecnie w zlewni Bałtyku nie ma już jesiotrów. W Polsce ostatnie sztuki łowiono w dolnej Wiśle i Zatoce Gdańskiej w latach 60-tych, a w samym Bałtyku ostatni egzemplarz zanotowano u wybrzeży Estonii około roku 1990. Teoretyczne wyliczenia wskazują, że na odtworzenie populacji jesiotra potrzeba ok. 50 lat, zakładając poprawę środowiska, udrożnienie rzek, odtwarzanie tarlisk no i oczywiście ciągłą kontynuacje zarybień. Moje osobiste odczucie jest jednak takie, że do stanu z np. wieku XIX już powrócić się nie da (Warszawa była wtedy głównym dostawcą kawioru na dwór carski!), co nie oznacza oczywiście, że nie warto próbować.

Z jesiotrem jest jeszcze jeden problem - dane archeologiczne i analizy molekularne (DNA) zachowanych szczątków jesiotrów ze zlewni Bałtyku wskazują, że jesiotr zachodni (Acipenser sturio) ok. 1000 lat temu, najprawdopodobniej został wyparty przez jesiotra ostronosego (amerykańskiego, Acipenser oxyrynchus) - tak podobnego do zachodniego, że tylko wyjątkowy fachowiec je rozróżnia (np. wiele szczątków muzealnych opisywanych kiedyś przez ichtiologów jest błędnie zakwalifikowana!). Tak więc, obecnie prowadzone są badania i rozmowy międzynarodowe, które będą decydować, który gatunek u nas odtworzyć. W przypadku ostronosego jest o wiele łatwiej o materiał zarybieniowy, gdyż jeszcze w nie najgorszej kondycji został zachowany w Ameryce Płn., a jesiotra zachodniego znane są tylko 2 populacje: we Francji i Gruzji (prace francuskich „ochroniarzy” przyrody pozwoliły ostatnio odroczyć zagładę jesiotra zachodniego i nawet Francuzi pozyskują obecnie około 3 ton kawioru rocznie). Po za tym są czynniki biologiczne przemawiające za amerykańskim - trze się w temperaturze kilka stopni niższej niż zachodni, więc w naszych chłodniejszych wodach miałby, teoretycznie, lepsze warunki. Przypomnę jeszcze, że kilkaset lat temu mieliśmy geologicznie potwierdzone małe ochłodzenie klimatu na półkuli północnej (niektórzy nazywają to nawet małą epoką lodowcową), co też mogło się przyczynić, że jesiotry, które „przepłynęły przez ocean” wyparły w naturalny sposób z wód Bałtyku jesiotra zachodniego (takie wyniki przedstawił w zeszłym roku Ludwig wraz ze współpracownikami w najbardziej prestiżowym piśmie naukowym Nature).

Jako ciekawostkę mogę podać ostatni wynik z badań jesiotrów w Polsce – szczątki jesiotra znalezionego we Wrocławiu, na stanowisku archeologicznym datowanym na III w. (czyli czasy rzymskie), po przeprowadzeniu badań DNA, okazały się być szczątkami ostronosego, a nie zachodniego! Dalej, Niemcy, już zdecydowali zarybiać jesiotrem ostronosym i w najbliższym czasie zakupią w Ameryce Pn. kilkadziesiąt tarlaków o wadze do ponad stu kilogramów. Zamierzają założyć ośrodek hodowlany, a pozyskany narybek wypuszczać do ... Odry, a jako że po ich stronie Odry nie ma odpowiednich dopływów zarybiać chcą w Polsce! Można to potraktować trochę jako spłatę „długu łososiowego” – nasi zachodni sąsiedzi dotychczas wykazywali, delikatnie mówiąc, mniejszą aktywność w zarybianiu trocią i łososiem dorzecza Odry niż my, za to ich rybacy chętnie korzystali z „naszych” srebrniaków w Bałtyku.

Tak to wszystko opisałem chyba trochę za różowo. Marzenia o łowieniu łososi czy jesiotrów w Warszawie wydają się być jednak realne. Wymaga to ogromnej pracy całej rzeszy ludzi, ale także zrozumienia przez innych, w tym rządzących. Jednym z apeli była zmiana formy finansowania, gdyż poprostu, z powodu wymogów biurokracji mogą w takich wieloletnich programach (np. jesiotr dojrzewa 15-20 lat!), powstawać dziury finansowe przekładające się dalej na „dziury rocznikowe” (tak raz zdarzyło się z łososiem i trocią, co dotkliwie odczuli rybacy w połowach). Dobrym przykładem jest wprowadzenie w nowych operatach rybackich (jak mnie pamięć nie myli, od przyszłego roku) obowiązkowych opłat dla użytkowników wód na zarybienia rybami łososiowatymi – tzn., jeżeli któryś z użytkowników rybackich (tyczy się to w równym stopniu PZW), bez względu na jego wkład w ochronę (lub brak takiego wkładu), użytkuję rzekę potencjalnie „łososiową”, to i tak będzie musiał wpłacić pewną sumę na zarybienia centralne. Zapewnić to ma minimalny, podtrzymujący populacje, poziom zarybień.

Ważna sprawą w związku ze sposobem finansowania programu restytucji ryb wędrownych jest też potrzeba ciągłego utrzymywania tzw. żywych banków genów, czyli stad hodowlanych tarlaków poszczególnych gatunków. Przykład, jak jest to istotne to problemy, jakie były w zeszłym roku z pozyskaniem dzikich tarlaków troci i łososia. Ciąg tarłowy nie był liczny, prawdopodobnie z powodu niskiego stanu rzek jesienią. Sytuację właśnie uratowały takie żywe banki genów z selektami.

Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale mam nadzieje, że garść tych informacji, choć trochę poprawi nam humory.

Michał Koper *mk*

P.S.

Składam serdeczne podziękowania dla WWF-Polska za zaproszenie na seminarium.
Dziękuje także zed’owi, naszemu ichtiologowi, który podesłał mi opracowanie IRŚ, z którego zaczerpnąłem zdjęcie obejścia koło Braniewa. Mam nadzieje, że za wykorzystanie tego materiału nikt się nie obrazi i nie będzie mnie ścigał.


Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

wedkoholik:
Kupa cennych informacji i jakżesz optymistycznie brzmiących. Mam nadzieję, że ważne sygnały o możliwościach wykorzystania konkretnych środków, dotrą do samorządów lokalnych i zostaną należycie wykorzystane. Szkoda, że artykuł jest tak ogólnikowy, bo z wielką przyjemnością poczytałbym o szczegółach przynajmniej niektórych przedsięwzięć. Nie to żebym robił wyrzuty, broń Boże, tylko takiej wiedzy człowiek jest bardzo spragniony, szczególnie jak ktoś tak ciekawie pisze. No ale jakby chcieć coś szczegółowo, to pewnie zabrakło by miejsca na dysku, a i Ty Michale musiałbyś nic nie robić tylko pisać.
mk:
Masz racje, samorzady czesto tak na prawde nie wiedza jak zdobywac srodki albo zdobywaja i wydaja w sposob nie koniecznie najlepszy. I nie koniecznie ze zlej woli tylko wlasnie braku wiedzy. Takie apele byly takze na konferencji, takze do naukowcow, aby bardziej postarali sie "otworzyc" na innych. IRŚ organizuje takie warsztaty dla samorzadowcow, ale na pewno w informowaniu warto aby wspomagaly inne organizacje, na pewno powinno to robic PZW, co z reszta czyni, tylko pewnie nie wystarczajaco. Moze warto aby powstajace PSW tez sie taka dzialalnoscia zajelo? Zdaje sobie sprawe ze na te tematy mozna pisac bardzo duzo. Chcialem przedstawic to co sie dzialo na konferencji, w sposob mozliwie telegraficzny. Pare zagadnien ktore poruszylem w tym artykule obiecuje w przyszlosci rozwinac. Niestety w najblizszych 2 miesiacach czeka mnie katorznicza praca - napisanie mojej rozprawy doktorskiej. I kazde pare linijek na wcwi moglem zamienic na linijki w tej pracy. Jak sie uporam z praca to pewnie, rozkrecony pisaniem, nie zapomne o wcwi. Pozdrawiam, mk.
rpi:
No cóż tekst ok.,niemniej jednak parę lat świetlnych upłynie zanim,samorządowcy zrozumieją co to renaturyzacja,rewitalizacja,przepławka itd.Dzisiaj wiedzą doskonale co to melioracja,betonowanie i jaką wybrać firmę.Historię powstania przepławki w Braniewie znam doskonale(jego pomysłodawcę też).Problem polega na tym,że na Warmii liczą się z głosem ichtiologów,że ci ludzie potrafią zaszczepić swoje pomysły i przekonać do nich wójtów,burmistrzów i innych władców.A poza tym w Gdańsku istnieje Pracownia Rzeczna,w której pracują ludzie myślący przede wszystkim o rybach a nie kasie wynikającej z wydania dobrej opinii o wpływie danego zbiornika zaporowego na środowisko.A centrum Polski?A południe?Lata Swietlne."Pozdrawiam" profesorów z tego sympozjum,którzy nie byli w większości za tym co oczywiste nauce.
jacentowo:
To na razie kropla w morzu potrzeb ale na pewno cenna inicjatywa. Uważam, że zarządy okręgów jako przedstawiciele organizacji pozarządowych nie są specjalnie przygotowane na to żeby jako benificjenci pisać programy i sięgać po fundusze UE czy NFOŚ. Tu na pewno można jeszcze dużo zrobić. Najłatwiej bowiem "wyciągnąć" środki na szeroko pojętą ekologie. Potrzeba wielkiej determinacji i zmiany myślenia, a także zaangażowania i ogromnej pracy z czym w okręgach PZW jest różnie. Potrzeby na naszych wodach są ogromne i myślę że każde pieniądze mądrze wydane przyniosą efekty. Może niektóre dopiero za kilkanaście lat będą widoczne, ale nie wykorzystanie tego będzie ogromnym grzechem zaniechania. Dlatego szczególne słowa uznania dla pomysłodawców i realizatorów projektu.
MarekC:
No własnie - zakaz budowy. Ale czy wszystkie budowle są szkodliwe ??? Pozwolę sobie znowu zacytować Marka Kota z KGW - jako człowieka, który doskonale (od 38 lat) zna Dunajec i widział/widzi zachodzące w rzece zmiany. szczególnie zaś te jakie mają miejsce po wybudowaniu zapory w Niedzicy :

tytuł posta "okonie dotarły"
"Dobra wiadomość dla lubiących okonie - fala okoni z jeziora Czorsztyńskiego zalewa Górny Dunajec (nad Jeziorem)...

Jest to zarazem bardzo zła wiadomość dla wylęgu pstrąga, lipienia, głowacicy, świnki...

Jak możemy pomóc biednym maleńkim pstrągom i lipieniom????

Zakładamy na skoczka streamera na haczyku nr 4 i na prowadzącą jakąś nimfke albo mokra muchę na haczyku nr 8 - 10 i tym zestawem prowadzimy spokojnie i systematycznie akcję odokoniania Dunajca... Co 50 ryb (około 10 minut) przerwa na oskrobanie, żeby łuska nie zaschła... (trawler przetwórnia albo "Przetwory w Gołdapi"...)

Co robić z okonkami???

Jak je oskrobiecie to macie doskonałe rybki do usmazenia, pod zimne piwo...
jak ich nie oskrobiecie to macie doskonały materiał na wywar do zrobienia UCHY!!!!!

Ucha to pycha.... mniam, mniam...

Jak wypuścicie okonki to pożegnajcie się z marzeniami o dzikich lipieniach....

Jak patroszyłem okonki w niedzielę to rybki po 16 - 20 cm miały żołądeczki wypchane małymi rybkami... Rżnęły narybek aż ciarki po plecach brały...
Dlatego też wszystkie potokowce (teoretycznie miarowe, ponad 25 cm...). poszły do wody, ktoś musi ciąć w pień wylęg okonia...

Pozdrowienia Marek Kot


teraz moje pytanie do znawców tematyki, którzy zapewne odwiedzają WCWI :

Czy wobec takiej sytuacji (migracje ryb nizinnych konkurujących pokarmowo z rybą szlachetna, niszczące jej narybek) nie byłoby stosownym rozwiązaniem ..... wybudować betonowy próg w okolicach Dębna, by odgrodzić zalew czorsztyński od górnego Dunajca ??? Oczywiście nalezałoby wybudować przepławki, pozwalające na migracje ryb łososiowatych. Wtedy raz, że ogrnaniczona zostałaby migracja okonia, szczupaka w górę rzeki, dwa chemizm rzeki wróciłby do stanu sprzed budowy zalewu.. No chyba, że się myle, to prosze o sprostowanie mych myśli
mk:
No własnie i teraz mamy co mamy.... okonie, szczupaki tnące narybek i średnie ryby szlachetne aż miło. Co dziwne, szczupak na nizinie zarzera się płocią, a w Dunajcu jej zatrzęsienie jak i okonia....Nadzieja w głowacicy, że ta lubi i tnie szczupaki, choć po prawdzie chyba lepiej smakują jej lipienie i pstrągi. Tak się kończą nieprzemyślane i pochopne ingerencje w środowisko.
Czyli co robić z górnym Dunajcem - pozwolić mu umrzeć, czy ratować w jakiś sposób. jesli ratować to jak ?? próg w Dębnie, zapora w kosmos ...może jakieś inne propozycje ??
BTW. Rozmawiałem ostatnio z człowiekiem, który chwalił się że ma wgląd w wyniki analiz osadów dennych tego zbiornika. Toż to bomba bakteriologiczna z przetrwalnikami Clostruidium (wywołuje gangrenę) na czele, brrr....
JKowalski:
Marku,

Miałem podobne obserwacje i doświadczenia dobre 30 lat temu łowiąc masowo okonie, a nawet leszcze wchodzące z Soliny do "górnego" Sanu aż koło odcinka granicznego (odległość łatwa do zauważenia na mapie). Co ciekawe, okoni nie było w Wołosatym, który niósł zimną wodę nawet w lecie. Pomysł "schłodzenia" dużej rzeki wymagałby zwiększenia przepływów i osłonięcia lustra wody, czyli generalnie wykonania prac, które są trudne do wyobrażenia (sadzenie lasów i drzew nad rzeką, zmiana koryta itp.) chociaż zwężenie rzeki na okres niskich przepływów (czyli względne zwiększenie przepływu) mogłoby stanowić pewien substytut, stosowany na świecie. Też myślałem o progu na Sanie w okolicy obecnego mostu (nie kładki, która jest zbyt nisko i w strefie "cofki") w m. Rajskie i też byłbym ciekaw opinii takiej ochrony biocenozy rzeki przed inwazją gatunków ze zbiornika zaporowego, które w tej sytuacji nazwałbym, i myślę że MK się ze mną zgodzi, egzotycznymi i szkodliwymi.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
tpe:
Jurku kładki w Rajskim już nie ma...
A i okoni jest coraz mniej.
A przy okazji powstaje zbiornik na w Kątach, oby górny odcinek Wisłoki nie podzielił losu Sanu, Wisłoka i Dunajca.
JKowalski:
Tomku,

Dzięki za te wiadomości.

Moje są wspomnieniami z młodości.
Sam nie wiem co odpowiedzieć na temat Wisłoki. W tej rzece zaczynałem łowienie pstrągów, nieco wcześniej wchodziły do niej łososie i trocie. Najpiękniejszym dniem, a może najlepiej zapamiętanym, był ten spędzony podczas przerwy między pisemnymi egzaminami maturalnymi z j.polskiego i matematyki. Wtedy była pełna wody nawet latem. Teraz można ją przekroczyć nawet w krótkich do pół łydki "gumowcach". Gdzie te pstrągi mają żyć? Co zrobiliśmy z tą ziemią?
Zobowiązuję Ciebie do dopilnowania aby w tym zalewie żyły pstrągi, a nie szczupaki, sandacze, karpie, leszcze i okonie.

Pozdrawiam smutno

Jurek Kowalski
tpe:
Jurku, Sieniawa, Czorsztyn i Klimkówka miały być zbiornikami "górskimi". Niestety z różnych powodów tak się nie stało, a na tych jeziorach łowi się dziś leszcze i okonie. Jedynym "górskim" jeziorem w Polsce jest chyba tylko zalew Myczkowiecki. I tak jak piszesz wyżej jest to spowadowane przede wszystkim brakiem wody oraz, co się z tym bezpośrednio wiąże, jej termiką. Myczkowce przez okrągły rok dostają "dobrą" wodę okragły rok. O efektach pracy Piotrka na Myczkowcach mogłem się przekonać w lutym. Zobaczymy jakie efekty osiagną tam muszkarze już w niedzielę na GP Okręgu. Zawody odbędą się z łodzi i będą zarazem próbą generalną przed MMP.
JKowalski:
Tomku,

Nie wierz w to, ze wyniszczenie populacji pstragow i troci jeziorowej w Sieniawie czy Klimkowce bylo spowodowane "niedoborami wody i termika". Spowodowal je populizm wedkarzy, ktorzy chcieli miec "karpiowy dolek" blizej domu. A w Sieniawie lowiono wielokilogramowe tarlaki troci przez kilka lat. Dla "wygody" mozna bylo je lowic na przynety naturalne, z czego niektorzy skwapliwie skorzystali. Potem zarybiono te wode sandaczem, karpiem i szczupakiem. Sam pamietam zebranie wedkarzy z kola w Krosnie, na ktorym stawalem sam przeciw wszystkim, mowiacym "Jak sobie ci naukowcy chca robic badania na naszej wodzie to niech nam za to placa. My chcemy miec Soline blizej domu". Pamietam M.Swiata w Lesku. Kiedy zabralem diwe druzyny do Polanczyka to podniesli wrzask i kazali sie zatrzymac na wzgorzu przed Polanczykiem. WYskoczyli z autokaru robic zdjecia. Byli bardzo zaskoczeni, ze to gorskie jezioro nie jest pelne pstragow tylko drapieznikow i nialej ryby. Nie mogli sie temu nadziwic.

Dbaj o zbiornik w Katach zeby nic takiego z nim sie nie stalo, jezeli powstanie.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
tpe:
Oczywiście masz dużo racji. W 2003 r. 8 kg troć została złowiona we wrześniu przez miejscowych na żywca, a 3,5 kg miesiąc temu na białego robaka. Trotki są jeszcze na Sieniawie. Łowię tam dość często z łodzi więc słyszę to i owo. Wielu miejscowych opowiadało mi jak jesienią wyglądało tarło troci na Wisłoku powyżej zbiornika. Do połowy lat 80-tych poziom wody był na tyle wysoki, ze kilkukilogramowe ryby odbywały tarło w spokoju i w spokoju powracały do jeziora. Dramat zaczał się z chwilą, gdy Wisłok w październiku można było przejść w krótkich gumofilcach. W ruch poszły widły i po kilku jesiennych niżówkach po sieniawskich trociach zostało wspomnienie...
JKowalski:
Tomku,

Chciałbym zwrócić Twoją uwagę na to, że Wisłok nigdy nie był tak dużą rzeką powyżej Sieniawy aby mogła sie w nim skryć prawie metrowa ryba na tarlisku. Z logicznego punktu widzenia przypisywanie tych konsekwencji poziomowi wody jest wskazywaniem tzw. "obiektywnych trudności" czyli unikanie nazywania rzeczy po imieniu. To nie jest pretensja do Ciebie ale tak już jesteśmy skonstruowani po doświadczeniach eksperymentów "ustrojowych". W rzeczywistości w latach 80-tych nie było woli ochrony tych ryb w zbiornikach zaporowych na rzekach pstrągowych. Nie można liczyć na przetrwanie i rozwój silnego stada łososiowatych w zbiorniku, który jednocześnie zarybia się sztucznymi dla niego szczupakami i karpiami, a także zupełnie "egzotycznym" sandaczem - najbardziej zajadłym wrogiem młodych pstrągów i troci. Ten kierunek gospodarki był spowodowany dążeniami wędkarzy, wśród których "pstrągarze" stanowili mniejszość, zwłaszcza w okresie przed burzliwym rozwojem umiejętności łowienia na muchę (bo nie nazwę tego wędkarstwem muchowym) w okresie "boomu" lipieniowego na Sanie. Te oczekiwania wedkarzy były ochoczo spełniane przez ZO, który był wrażliwy na "głos ludu" nawet najbardziej idiotyczny. Bez wsparcia kolegów nie było sensu walczyć z wiatrakami, bo te wysiłki nie dośc że nie przynisłyby rezultatów to jeszcze nie spotkałyby się z uznaniem.
Wtedy proponowałem aby zorganizować nasze koła według zainteresowania wędkarzy i np. kołu "pstrągarzy" powierzyć opiekę nad Sieniawą. Oczywiście - bez rezultatu, bo to było potraktowane jako zamach na "wolność", a właściwie na samowolę. Podobnie działo się z innymi projektami, które proponowałem, a które dopiero teraz, m.in. przy Twoim udziale z powodzeniem wdraża Piotrek Konieczny (woda "górska" i łowisko pstrągowe na Myczkowcach jako "odciążenie" dla Sanu, odcinek licencyjny na Sanie itp.).
Dlatego liczę na to, że przy udziale Twoim i obecnie działających skutecznie w ZO w Krośnie Kolegów zalew w Kątach nie podzieli losu swoich poprzedników i nie będzie "bliższą Soliną" dla wędkarzy z Jasła ale doskonałą ostoją i matecznikiem dla pstrągów z Wisłoki. Nie można tylko dopuścić do rozwoju szczupaków i do zarybienia innymi, niepożadanymi gatunkami. I nitensywnie wspierać istniejącą populację pstrągów w trakcie napełniania zbiornika. Jeżeli byłaby potrzebna jakaś pomoc, będąca w moim zasięgu to "wal jak w dym".

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
tpe:
Oczywiście pamiętam co stało sie na Sieniawie. Najpierw karpie i karasie (podczas powodzi, bodajże w 1980, przerwane zostały groble stawów w Odrzechowej), potem szczupaki i sandacze. Z drugiej jednak strony nie wiem czy Sieniawa mogłaby być dobrym zbiornikiem górskim. Po 20 latach od zalania jest już niesamowicie zamulona, a przez kilkadziesiąt dni w roku woda jest zmętniała (ikra sieji prawdopodobnie zamiera i mimo corocznych zarybień ryby tej jest coraz mniej w zalewie). Gdyby w przeszłosci tak jak to planowano, powstał drugi zbiornik powyżej Sieniawy, sytuacja wyglądałaby podobnie jak na Myczkowcach.
Gdy tylko powstanie jezioro w Kątach, a układ w ZO będzie taki jak dziś, na pewno uda się stworzyć świetne łowisko pstrągowe.
A tak przy okazji, zapraszam Cię na zebranie Zarzadu Koła, które odbedzie się pod koniec maja.
Pozdrawiam Tomek
MarekC:
Tomek,

Nie jestem specem od zapór, choć kilka razy słyszałem, że stare zapory miały tę wadę konstrukcyjną, że dokonywano z nich zrzutu wód powierzchniowych (bo tak prościej). Nowsze trendy podnoć preferują zrzut wód z okolic dna zbiornika, które oczyszcza się w ten sposób. Może nie całkowicie, ale jednak. Chyba jedną z pierwszych konstrukcji tego typu był projekt zapory w Chinach (nie pamiętam czy na Jangcy czy Huang-ho, albo którymś z ich dopływów), gdzie rzeki niosą miliony ton lessów...
tpe:
Zbiornik w Sieniawie jest przede wszystkim ujeciem wody dla Krosna i okolic. Zrzut wody jest prowadzony z dna zbiornika, co przy okazji odmula ujecie wody, a w wyjątkowych przypadkach przez sluzy u szczytu zapory. Zbiornik powstał na górskim Wisłoku. Po każdej burzy, czy intensywniejszych opadach deszczu rzeka ta niesie olbrzymie ilości wypłukanego z gór materiału. Sieniawa jest niewielkim (krótkim, ale głębokim zbiornikiem) przez co po mocniejszy deszczu cała jest mętna.
Zapora najwięcej zła wyrządziła jednak samemu Wisłokowi. Przed przegrodzeniem rzeki wezbrania trwały maksymalnie kilka dni, woda taż szybko się oczyszczała. Teraz wody schodzą nawet kilka tygodni przez cały czas są też mętne. Te zjawiska były prawdopodobnie przyczyną wyginięcia w Wisłoku świnki i brzany. Ikra tych ryb po złożeniu ginęła zamulona. Obecnie dzięki intensywnym zarybieniom po 15 latach świnki i brzany powróciły do Wisłoka.
JKowalski:
Tomku,

To, co piszesz to najlepszy dowód na szkodliwy wpływ zapór na rzeki i życie w nich. Lepiej żeby ich nie było. A skoro już są - co zrobic aby "dało się żyć" z nimi.
Wisłok jest to dobra rzeka do prac renaturyzacyjnych - stosunkowo mała i krótka. Spływ błota z licznych usuwisk i odsłoniętych brzegów, z leśnych dróg służących do eksploatacji lasów i pastwisk jest tym, z czym walczą współcześnie organizacje wędkarzy na świecie aby odtworzyć warunki życia ryb łososiowatych. Takie projekty są wspierane finansowo i wykonawczo przez agencje państwowe i właścicieli terenów. Zapobiegają bowiem erozji, zmniejszaniu areału gruntów, a także zamulaniu zbiorników. Może w naszej okolicy taki projekt też byłby możliwy. Byłoby to niewątpliwie bardzo nowoczesne i prekursorskie działanie organizacji wędkarzy, nawet jeżeli pozostającej w cieniu innych instytucji. Warte zastanowienia?

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
tpe:
Na pewno warte zastanowienia i podjęcia działań. Dlatego jeszcze raz ponawiam zaproszenie na zebranie Zarzadu Koła.
Pozdrawiam Tomek
JKowalski:
Tomku,

Dziękuję bardzo za zaproszenie. Niestety, odległość nie pozwala mi planować spotkań w moim kole teraz, może kiedyś sie to zmieni.

Sieniawa ma zrzut wody "dołem", co widać po zmętnieniu wody w Wisłoku poniżej mimo czystej warstwy powierzchniowej zalewu. Termice wody w Wisłoku poniżej zbiornika i stosunkowo wyrównanym przepływom można przypisać całkiem niezłe warunki życia w nim pstrągów, lipieni i innych organizmów (np. kiełża zdrojowego). Sprzyja temu też zacienienie wody w przełomowym "kanionie".
Z różnych poziomów jest tez pobierana woda do wodociągów (jest to przecież zbiornik wody pitnej - takie w Wlk. Brytanii są zarybiane tylko pstrągami, a wolno w nich łowić tylko na muchę - dzięki temu prawie milion ludzi w Anglii łowi pstrągi, a większość z nich to "przechrzczeni" spławikowcy), oraz do ośrodka hodowlanego poniżej, który nawet w lecie ma dostatek wody o optymalnej temperaturze i czystości.
Czasem dobrym sprawdzianem jest eksperyment. Skoro do dziś łowione są wielkie pstrągi mimo znanej sytuacji to znaczy, że przy prawidłowej gospodarce ( a jak to robić w postaci ochrony tarlisk pokazują Koledzy z Lęborka i Słupska - zajrzyj na NaMuche.pl) Sieniawa byłaby świetnym zbiornikiem pstrągowym. W końcu one trą się poza zbiornikiem i nawet jego zamulenie nie jest przeszkodą. Konfrontując moje wyobrażenia z warunkami życia pstrągów w różnych miejscach na świecie dochodzę do wniosku, że pstrągi żyją nawet w najbardziej dziwacznych wodach z możliwych. Czy powrót do dawnego planu zagospodarowania jest możliwy - nie wiem. Warto natomiast byłoby powrócić do tego pytania.

Jestem wdzięczny za Twoją deklarację dotyczącą nowego zalewu w Kętach. Jak rozumiem, inwestycja jest już tak zaawansowana, że powstać musi.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
MarekC:
Jurku, Nad Dunajcem jest niestety gorzej niż w Bieszczadach, ze względu na dużą gęstość zasiedlenia jego brzegów. Idąc w dół kończy się Nowy Targ, zaczyna Waksmund, ten kończy zaczyna Ostrowsko, dalej nieco luzu I Łopuszna..a wszędzie sporo gospodarstw i ... tfuj ... *Gazdów* co wszelkie swe brudy wprost do rzeki wpuszczają. Wędkarzy też masa a wśród nich stado świń, którzy też nie wiedzą co zrobić z puszką po piwie, konserwie, butelce po winie, wódce czy palstikach po mineralce. Miejscami rzygać się chce gdy spojrzeć co lezy na dnie rzeki, na jej brzegach. Człek przejdzie wodą, zbierze tyle tego syfu ile zmieści się do worka na smieci, ale to kropla wody w morzu takich potrzeb. Niech przejdzie nas 2..3...5 (Marek Kot, kael, może jeszcze inni) - sytuacji też to nie zmieni. Chyba, że miejscowi widzac to poczują resztki wstydu za to co robią rzece..... Nie wiem czy od rzeczy byłoby dziś umycie otoczaków dunajeckich strumieniem wody z motopompy - jak to robi J. Jeleński ze żwirem na tarliska w Rabie. Do tego ta cholerna zapora - bez przepławek, ale za to mozna zachwycać się fikuśnie ukształtowanymi strumieniami spuszczanej wody, tonami betonu w jej i zbiornika wyrównawczego okolicy. Podobno na ich tle zamek w Niedzicy wygląda lepiej, bardziej swojsko niżby na wysokiej skale górującej nad rzeką Dunajec w dole. Ostatnią chyba naprawdę wartą odwiedzenia rzeką Podhala staje się Białka Tatrzańska. Są tam co prawda niewielkie, ale dzikie pstrągi i lipienie, które by złowić trzeba się nieźle utyrać, nachodzić, nakląć pod nosem gdy nie gryzą setnej zmienionej muchy. Ale jaka za to radość i satysfakcja ze złowienia takiej ryby. A jakaż ona pyszna..mmmmmmmmmmmmmm.... W książeczce jaką pożyczył mi mk "Pstrąg i Lipień" autoprstwa dr Błachuty i red. Zacharczyka wyczytałem, że dopuki nie było bajora czorsztyńskiego, Białka była idealnym tarliskiem pstrąga i lipienia. Bo faktycznie warunki ku temu nadal ma : czysta woda, bardzo bystry nurt a więc dobrze natleniona, piekne otoczaki bez glonów, sinic, i żwir, brak piasku...teraz gdy nie ma nęcącego ryby nurtu tej rzeki, a Dunajec staje się syfem, to gdzie ta ryba szlachetna ma się tzreć ???
JKowalski:
Marku,

Znam oba regiony, wydaje mi się, że Dunajec mimo wszystko niesie trochę więcej wody. Ale człowiek sobie ze wszystkim poradzi. Kiedyś czytałem książkę "Lorbasy i fikoty ..". Tam Autor wspominał swoje przerażenie ubytkeim wody w rzece, którą pamiętał z czasów przedwojennych. Ja pamiętam rzeki z tego okresu, kiedy on był przerażony, a teraz sam jestem przerażony w stosunku do czasów mojej młodości (i to nie tak wczesnej). Co będzie dalej?

"Pomysłem" na DUnajec i zbiornik w Czorsztynie było utworzenie wody stojącej z rybami łososiowatymi jako rezerwuaru i buforu dla górnego Dunajca. Optymizmem naopawały wczesne efekty na zbiorniku w Besku na Wisłoku, efekty na Klimkówce na Ropie. Wydawało się, że coś się da zrobić. "Krzykiem rozpaczy" było zarybienie tęczakiem przed Mistrzostwami Świata, nad którym mocno się napracowałem aby je wprowadzić do programu Mistrzostw. Wbrew opiniom moich kolegów z innych krajów. Okazało się, że nie było warto, bo już ci "mądrzejsi" wiedzieli, że mają tam byc szczupaki, a anstępnie okonie i leszcze "bo tak się dzieje zawsze ze zbiornikami zaporowymi". Oczywiście, że tak sie dzieje jeżeli zostawi się je "samopas" albo wręcz zedewastuje wraz z wpadającymi do nich rzekami jak to się stało w efekcie z Beskiem, Klimkówką, a teraz z Czorsztynem. Warto też zauważyć, że zalewanie Czorsztyna miało się rozpocząć dopiero po skanalizowaniu i wyposażeniu w oczyszczalnie wszystkich gmin w zlewni Dunajca.

Może na Wisłoce będzie lepiej, pod warunkiem, że wędkarze zaangażują do tego dzieła Park Narodowy, gminy i fundusze strukturalne z UE. Inaczej tam też będą pływały karpie, szczupaki i sandacze, a okonie będą wyjadały resztki pstrągów w górnej WIsłoce.

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
MarekC:
No własnie i teraz mamy co mamy.... okonie, szczupaki tnące narybek i średnie ryby szlachetne aż miło. Co dziwne, szczupak na nizinie zarzera się płocią, a w Dunajcu jej zatrzęsienie jak i okonia....Nadzieja w głowacicy, że ta lubi i tnie szczupaki, choć po prawdzie chyba lepiej smakują jej lipienie i pstrągi. Tak się kończą nieprzemyślane i pochopne ingerencje w środowisko.
Czyli co robić z górnym Dunajcem - pozwolić mu umrzeć, czy ratować w jakiś sposób. jesli ratować to jak ?? próg w Dębnie, zapora w kosmos ...może jakieś inne propozycje ??
BTW. Rozmawiałem ostatnio z człowiekiem, który chwalił się że ma wgląd w wyniki analiz osadów dennych tego zbiornika. Toż to bomba bakteriologiczna z przetrwalnikami Clostruidium (wywołuje gangrenę) na czele, brrr....
mk:
Nie jestem fachowcem od przeplawek, ale tak na moj rozum budowanie progu ktory mialby nie wypuszczac niechcianych gatunkow nie do konca moze byc dobryn wyjsciem. Mozliwe ze jedynym, ale nie idealnym. Niewatpliwie inwazja okonia czy "klenizacja" gorskich wod jest nie porzadana. Ale z kazda przeplawka jest tak, nawet z tymi najlepszymi, ze nie sa one wydajne w 100 procentach. Jak policzy sie wydajnosci przeplawek, nawet tych "dobrych" i wezmie pod uwage ze na danej rzece jest np. 10 progow (a to i tak slaby wynik w naszych warunkach) to wychodzi ze nawet silna troc czy pstrag dociera do gornych odcinkow mocno "zdiesiatkowana". Wracajac do samych zbiornikow zaporowych. Budowa kazdego takiego zbiornika to gigantyczne pieniadze - planowany zbiornik w Nieszawie ma kosztowac ponad 1 mld zl. Za taka sume mozna spokojnie rozebrac Wloclawek, i pewnie zostanie jeszcze troche na inne wydatki. Zaporowka na gorskiej rzece to nie tylko rozsadnik ryb nizinnych ale takze przeszkoda dla gatunkow pradolubnych w splywaniu w dol. Jednym z warunkow dopingujacych ryby do migracji jest wlasnie prad wody w jeziorze go nie ma. Wiec czesc ryb np. certy czy nawet smolty lososia, moga myslec ze sa juz w morzu i po robocie. Dalej, o ile dobrze pamietam z konferencji - przy zrzucie wody zapory o wysokosci ponad 18 m przezywa ponizej 20 procent narybku pstraga. Eutrofizacja wody to nastepny, mocno juz zgrany ale wazny argument przeciw zaporowka. Mam nadzieje ze niedlugo i u nas zaczniemy rozbierac zbiorniki zaporowe.
Tak przy okazji podam przyklad bylej Jugoslawi, gdzie Tito w Czarnogurze wykombinowal sobie budowe 2 gigantycznych zapor, chcial zalac 2 laczace sie ze soba doliny (rzeki Tary i Pivy). Na Pivie stoi teraz tama wysoka na 280 metrow, a zbiornik ma dlugosc cos ok 50 km. Widok przerazajacy. Tara zostala na szczescie nie ruszona - mialem okazje byc na splywie ta rzeka - w 3 dni na pontonie, ponad 90 kilometrow kanionu, 1300 m glebokiego (w najwyzszym przewyzszeniu rzeka-skala). Budowe podobno zablokowal ONZ grozac sankcjami gospodarczymi jak taki cud natury bedzie zniszczony. Uf, troche takich luznych argumentow przeciw zaporom. Pozdrawiam, mk
MarekC:
Ja też nie jestem specem, ale albo się mylę (bardzo bym chciał), albo oprócz progu jedynym ratunkiem jest wysłanie ZZW Niedzica na księżyc najlepiej jakiś Plutona. O ile mi wiadomo zbiornik ten miał być ochroną przed powodziami i rzekomo uratował sporo mienia wzdłuż Dunajca poniżej zapory. Ostatnio spotkałem się m.in. na FF z opiniami, że bez niego stan wody byłby średnio 5 cm wyższy od osiągniętego. czy tamtejsza elepstrownia wodna jest dziś potrzebna - też nie wiem, ale energii mamy podobno za dużo i bez niej. Kilka(naście ???) lat bez tych cholernych zapór i natura pewnie odrodziłaby się na nowo, ale czy ktoś zechce wydać pieniądze na jej rozbiórkę ??? Napewno znajdzie się sporo głosów, że w regionie wzrośnie bezrobocie, ale aż mi się serce kraje gdy patrzę na stare zdjęcia Dunjca sprzed zalania niecki bagna czorsztyńskiego.

Co do Nieszawy - nie wiem mk czy ten 1 mld PLN styknąłby na rozbiórkę Włocławka zważywszy na konieczność uprzątnięcia i utylizacji syfu z jego dna. Pewnie jest to wykonalne, ale nie spotkałem się jeszcze z żadnym racjonalnym projektem jak to wykonać. czytałem o propozycjach od bagrowania dna i wywozu urobku na barkach, aż po jakieś specjalistyczne materace chłonące cały syf - coś w stylu... Always o gigantycznych rozmiarach ;-)))))))))))... ale zero konkretów. Ale generalnie masz rację - nawet jakby takie zabiegi z robiórką tej zapory kosztowały i 3 razy tyle, to duuuużo lepiej zebrać, zutylizować, rozpierniczyć zaporę, niż budować kolejny stopień wodny na Wiśle
Argrabi:
Kurde, to jest wyjście genialne. I wilk syty, i owca cała. Budujemy zaporę z przepławką, a wcześniej próg. W ten sposób nie przeszkadzamy rybkom w migracji, a w dowolnym miejscu mozemy urzadzic enklawę dowolnego gatunku (np. karpia na Wieprzy). A do tego rozwój regionu związany z rekreacją.
JKowalski:
To nie całkiem tak.Ten próg (jeżeli jest sensowny)to tylko próba ograniczania szkód spowodowanych przez zbudowanie zapory. Te szkody nie wynikają tylko z zaburzeń migracji ale również ze zmiany termiki wody (protest przeciw budowie stopnia wodnego na Łupawie - czytaj NaMuche.pl), stopnia jej zamulenia, kumulacji zanieczyszczeń (czyszczenie zbiorników zaporowych na Bobrze) itp.

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
Argrabi:
Jurek, w zupełności sie zgadzam z tym, że tam, gdzie się da, należy poprawić/ograniczyć wpływ zapór na środowisko. Tylko że może to zostać wykorzystane w sposób, w jaki to przedstawiłem powyżej przez meliorantów i betoniarzy jako argument za kolejnymi zaporami.
MarekC:
Nie w tym rzecz by nie podpowiadać, tylko by bronić rzek gdzie JESZCZE ZAPÓR NIE MA i ratować w miarę możliwości te, które umierają przez nie !!!
Dobry przykład dają chłopaki z klubu *Trzy rzeki*, którzy robią co mogą (a okazuje się że wcale nie tak mało) by uniemożliwić realizację budów zbiorników na Słupii czy Łupawie. Dunajec niestety zaporę, która go niszczy powyżej i poniżej, ma. I albo uda się coś na to zaradzić, albo nad tę rzekę będzie warto pojechać na ... okonia, klenia..a to też do czasu
gobio77:
Jak załatwić dofinansowanie z UE na budowę przepławki? Do Kaczawy wpływają trocie na tarło, ale przepłynąwszy kilka kilometrów napotykają na przeszkodę, około 4-metrową tamę w Prochowicach. Mam znająmą działającą w prochowickim samorządzie. Może mógłbym jakoś pomóc. Jak wyciągnąć kasę na ten cel, z którego funduszu. Może ktoś dysponuje wzorami wniosków, czy innymi przydatnymi informacjami. Chętnie zajmę się sprawą. Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
rpi:
Janusz,zwróć się do Urzędu Marszałkowskiego właściwego twojemu położeniu wojewódzkiemu.Tam powinien być już teraz uruchomiony program ochrony zasobów wodnych,pilotowany przez kogoś,kto typuje m.in konieczność budowy przepławek na rzekach.Gdyby Cię odbili(a nie powinni)pisz mi na priva.Uderzymy do minrolu,mam tak porządnego znajomego.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy