Prognoza z prologiem
Mam przed sobą aktualny informator „Wody krainy pstrąga i lipienia”, ważny na lata 2009-2011. Wydał go Zarząd Główny PZW. Ma obowiązywać przez trzy lata, ale jak długo będzie aktualny, to pytanie do dobrej wróżki. Wprawdzie wydawca zastrzegł, że zmiany przepisów mogą być dokonane, cytat: „tylko na skutek zaistniałych klęsk żywiołowych, w tym zatrucia ryb oraz działań podjętych w celu ich likwidacji”, ale to nic pewnego. – Dlaczego ma być inaczej niż w poprzedniej trzylatce? Ale komplikowanie spraw prostych jest polską specjalnością. Inny problem, to wartość merytoryczna informatora. Niektóre okręgi, np. krośnieński bardzo solidnie podały informacje o swoich wodach, ale o łowiskach wielu okręgów brakuje istotnych informacji, np. obowiązujących w ich rewirach wymiarów ochronnych. Niepełne informacje narażają wędkarzy, pewnych posiadania wystarczającej wiedzy o łowisku, na niepotrzebne problemy nad wodą. Swoją drogą, jak sądy koleżeńskie potraktują „przestępcę”, który przyjdzie na przesłuchanie z „pomarańczową książeczką” wydaną przez ZG PZW i udowodni, że łowił zgodnie z regułami zapisanymi w niej i w regulaminie PZW? Ktoś powie – ale jest obowiązek posiadania wiedzy kompletnej, zdobytej z różnych źródeł – to pytam: czym ma być to wydawnictwo, jeśli nie najbardziej kompetentnym źródłem? Tyle prologu.

Teraz moja prognoza na ten sezon. Może komuś przyda się garść najistotniejszych wniosków z sezonu 2008 r. Ograniczę się do rzek, w których łowiłem na tyle często, aby mieć jakie takie prawo do oceny łowisk A ponieważ ryby nie rodzą się z kamieni lub mułu, jak sądzono przed wiekami, to niewiele powinno się w tym roku zmienić.

Zacznę od rzeki Ropy. Konkretnie między miejscowościami Łosie i Gorlice. Na lipienia obowiązuje wymiar ochronny 35 cm, na pstrąga 30 cm. Podaję te dane, bo nie ma ich w informatorze. Na ryby powyżej wymiaru ochronnego, szczególnie lipienie raczej nie liczmy. Wczesną wiosną bywają łowione 40. cm pstrągi, ale jest to już wydarzenie. W zeszłym roku zauważyłem zdecydowany spadek populacji lipienia. W porównaniu z 2007 rokiem było ich znacznie mniej. Nawet złowienie trzydziestaka będzie problemem. Bliżej Gorlic można liczyć na klenie. Na Ropę jadę zawsze uwiedziony urodą rzeki. Kto tam nie był niech sprawdzi, szczególnie okolice Szymbarku.

Biała Tarnowska k. Grybowa. Tylko wiosną i w czasie wyżówek jest szansa na kropkowanego trzydziestaka. Problemem bowiem jest brak wody. Pamiętam czasy z progami z dyli, a pod nimi zieloną, głęboką wodę z grubymi kleniami i dzikimi pstrągami. Ale to historia z lat 60. ubiegłego stulecia.

Poprad na odcinku Muszyna – Piwniczna. W roku 2008 totalna bryndza. To nie tylko moje zdanie. Już rok wcześniej trudno było złowić ładnego lipienia. W zeszłym sezonie, w najlepszym czasie na początku października w klarownej wodzie, która w Popradzie bywa tylko jesienią lub w czasie suszy nie miałem kontaktu z dużym lipieniem. Drobiazgu też nie było widać. O pstrągu potokowym raczej zapomnijmy. Pływają niedobitki. Wygląda też na to, że Słowacy oszczędniej zarybiają Poprad tęczakami. Jak zawsze jest dużo kleni. Można też liczyć na brzany. Kogo to interesuje, może łowić jelce, które w innych rzekach Sądecczyzny są pod ochroną!

Dunajec koło Łącka. Mimo rozpaczliwych zabiegów mających przywrócić, choć w części, dawną populację lipieni, efektów nie widać. Duże i tylko duże lipienie łowi się sporadycznie. W zeszłym sezonie „pogniewałem” się na Dunajec, ale mój przyjaciel, który praktycznie nie wychodzi z rzeki, potwierdza moje rozczarowanie. Natomiast „poprawiło” się znacznie z pstrągami. Być może, to wyłącznie skłuci rekonwalescenci z łowiska komercyjnego, ale są. Spotkanie z czterdziestakiem nie jest czymś niezwykłym. A trafiają się i pięćdziesiątaki! Powraca w ten rejon rzeki brzana, ale klenia ubywa. Jelca pozostały tylko niedobitki zresztą, łowić nie wolno. Czyżby wędkarze przetrzebili te maluchy? Wyraźnie widać tendencje do zanikania białej ryby; głównie jelca, brzanki, a nawet uklei. Miejscowi wędkarze mają o to pretensje do głowacic, gatunku obcego w Dunajcu. Mogą mieć podstawy do takich wniosków. Zarybianie lipieniami w stosunku do głowacic ma się, jak 1:10 i tak jest od wielu lat. Wpuszczono około 77 tys. narybku lipienia i 675 tys. głowacic, a one muszą coś jeść. Mimo przeznaczenia olbrzymich pieniędzy na introdukcję Hucho Hucho łowcy głowacic narzekają na sezon 2008, a może się tylko nie chwalą? Wielką niewiadomą i uciążliwością są cykliczne wahania poziomu wody i częste jej zmętnienie, którego przyczyną są roboty prowadzone w korycie rzeki. Kto jest w stanie tylko jeden dzień poświęcić wyprawie na ryby może się wkurzyć. Niestety, Dunajec powoli staje się wędkarską legendą.

Raba powyżej Myślenic. Jak co roku kupuję licencję na „Rabę Jeleńskiego”. Jest to kawałek rzeki, gdzie uczyłem się łowić na muchę. A było to niemal 50 lat temu. O „tamtej” Rabie powiem tylko tyle, że na lipienie w okolicy Pcimia przyjeżdżali muszkarze z Nowego Targu i Zakopanego, mający swój Dunajec pod bokiem! Przez Rabę w krótkich woderach tylko z trudem i nie wszędzie można było przedostać się na drugi brzeg. Dobrze trzeba było się naszukać brodu. A teraz rzeka od dziesiątek lat nicowana jest spychaczami! Płytka, przegrzana, bo pozbawiona zielonej otuliny, stała się odprowadzalnikiem opadów i niestety, ścieków. Tylko dzięki determinacji dzierżawcy, Józefa Jeleńskiego (m.in. „Wędkarstwo muchowe”) zawsze można coś w rzece złowić. O lipieniu nie ma co marzyć, natomiast pstrągi potokowe, dzięki zarybieniem są zawsze, a tęczaki, gdy wejdą z jeziora Dobczyckiego. Nieźle w Rabie mają się klenie, a poniżej jazu w Myślenicach cieszą wzrok „lustrujące” świnki.

Rabę poniżej Gdowa nazwałem „Wierną Rzeką” w jednej ze swoich publikacji w nieistniejącym już „Magazynie Wędkarskim”. Taka była zawsze, jeszcze do 2007 roku. W ubiegłym sezonie stało się coś niezrozumiałego! Myślałem, że to tylko moja opinia, moje wrażenie. W Rabie poniżej Gdowa nie ma ryb! No, może trochę przesadzam, ale w porównaniu z latami wcześniejszymi – kompletna bryndza. Nawet wszędobylskie klenie gdzieś się pochowały. Być może powodem jest zwiększona presja wędkarzy spowodowana utworzeniem powyżej Gdowa rewiru „No kill”. Może ten rok będzie lepszy, bo gorszego sobie nie wyobrażam.

Skawa koło Makowa Podhalańskiego. To naprawdę piękny kawałek wody. Od ujścia Skawicy, aż do Grzechyni (niżej nie łowiłem), ma się wrażenie, że człowiek zostawił rzekę w spokoju, co nie jest oczywiście prawdą. Dawno temu żwir, który tak lubią ryby zasiedlające wyższe partie rzek, został wywieziony na budowy. Teraz po kilku powodziach woda odkryła skalne dno z licznymi progami i głazami. Za każdym zakrętem inna sceneria. A jak z rybami? Dużo, bardzo dużo lipieni, ale jak wszędzie rzadko dorastających do 30 cm (wymiar ochronny 35 cm). Wprawdzie słyszy się o czterdziestakach, ale ja takiego nie widziałem. Pstrągów też dużo, ale wielkością nie porażają (wymiar ochronny 30 cm). Natomiast amatorzy przepływanki mają szansę na świnki, brzany i klenie. Można je taką techniką łowić dopiero poniżej mostu w Grzechyni.

Przenieśmy się teraz z gór bliżej Krakowa.

Dłubnia. Mała rzeczka z dużą ilością pstrągowej młodzieży. To typowa woda dla spinningistów. Wąska, o zakrzaczonych, stromych i trudnodostępnych brzegach, typowa jurajska rzeczka z żyzną wodą. Poddawana sporej presji, ale zawsze coś w niej złowiłem. Myślę, że w tym roku będzie tak samo (kolega Hiljota dwa lata temu złowił na Dłubni pstrąga około 70 cm i ponad 3 kg wagi).

Szreniawa. W rzece pływają naprawdę duże pstrągi. Są trudne do złowienia, ale są w niej „od zawsze”. Kto chce przeżyć przygodę z nietuzinkową rybą na spinningu, niech jedzie nad Szreniawę. W całej rzece jest mniej więcej podobna szansa. Oprócz potokowców coraz częściej łowi się lipienie i to też na spinning, jak na Pomorzu. Dla początkujących muszkarzy i spinningistów polecam dopływ Szreniawy – Ścieklec. Ryb w nim dużo, ale podobnie, jak w Dłubni – drobiazg. W zeszłym sezonie powyżej Proszowic wycięto przybrzeżną roślinność. Łowi się, jak w szerokim rowie melioracyjnym, ale to dobry poligon dla tych, co zaczynają przygodę z wędką, szczególnie z muchówką.

Niewiadoma pozostaje Rudawa. Stała się rzeką „bezpańską”. Nie po raz pierwszy zresztą. Konsekwencje? Kto pierwszy ten lepszy. Kiedy się da, czym się da i co się da. Myślę, że żaden z Userów WCWI nie weźmie udziału w tym wyścigu po nie swoje.

Wojtek Piziak

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Podziękuj Hilary Wojtkowi, bo znowu dostarczył nam praktycznych informacji \"co w wodzie piszczy\" :) Informatory różnych organizacji (a zwłaszcza jednej) już przyzwyczaiły nas do tego, że oprócz dostępnych wszędzie informacji, choćby w Sieci, nie zawierają rzeczy treściwych, pochodzących od praktyków, a przeważnie (i to rzadko) garść teorii i faktów już przestarzałych w chwili publikacji - już nie wspomnę o tym ile to będzie warte za 3-4 lata.
i tu mi się nasuwa jak to mi kolejna refleksja... zróbmy cos z ty PZW - koledzy koniecznie bo niedługo będzie tak, że ok., woda płynie ale nic w niej nie ma... woda piękna ale bez ryby i co nam po niej, że tylko popatrzymy?
nie jestem żadnym politykiem ale po prostu mam już dość tych skladek za nic!!!!!!!!!!!! zróbmy coś!!!!! proszę! TJ załóż na początek forum pod tytułem jakimś sensownym tytułem np. słynne słowo reforma PZW!
koledzy musimy coś zadziałać bo jak nie to będzimy moczyć kije w wodzie i łowić kalosze.... i inne śmieci...
a przeciez mamy tak zarąbiste wody jak na zdjęciu, że jeszcze moglibyśmy kosić kase od zachodniaków za nature...