A czemu nie. Już od kilkunastu lat regularnie pod koniec listopada i w grudniu penetruję nadwiślańskie zarośla w poszukiwaniu grzybów budząc zdziwienie bądź też uśmiech politowania u przypadkowych spacerowiczów. Nie wiedzą, co tracą..

Grzybem tym jest porastająca drewniane podłoża zimówka aksamitna (Flammulina velutipes). A z uwagi na to, że najwięcej jej można spotkać na pniach nadbrzeżnych wierzb, stąd też jest znana bardziej jako wierzbówka.


Najczęściej można ją spotkać na pniach nadwiślańskich, starych wierzb

Kapelusze osiągają rozmiary do 10 cm. Na obrzeżach jasne, ciemniejące ku środkowi. Pokryte lepką – niczym u maślaka – substancją. Kolor od barwy miodowej przez pomarańczowożółtą do nawet brązowej. Przy czym im starszy grzyb, tym barwa ciemniejsza. Pod spodem są dość rzadkie i długie blaszki. Trzony długie, ciemnobrązowe u dołu, jaśniejące ku górze, dość twarde, nie nadające się do celów konsumpcyjnych.


Rosną w gromadach

Rośnie w gęstych gromadach, chociaż często spotykam również pojedyńcze osobniki. Zawsze jednak na drewnianym podłożu – czy to na suchej gałęzi skrytej pod opadłymi liśćmi, czy na wystającym pniu, czy na karpie – pozostałości po ściętym przez bobry drzewie.


Czasami się kryją pod pniami.


Czasami pod stertą liści.

Najlepiej jednak, gdy teren jest podmokły, a drewniane podłoże jest pokryte przesuszonym, rzecznym mułem. Tam możemy spotkać ich najwięcej.


Śnieg im niestraszny.


Duże okazy mają brązowe kapelusze.

Zbieranie jest dość bezpieczne z uwagi na to, że w tym okresie wierzbówka nie ma praktycznie żadnego konkurenta, który by choć troszkę ją przypominał. Aczkolwiek samo zbieranie nie należy do najłatwiejszych. Wiedzą o tym wędkarze, którzy przemierzają brzegi rzek z wędką. Trzeba się „zatopić” w wierzbową dżunglę i bacznie rozglądać za pomarańczową gromadką.


Lubią, gdy pień jest trochę „zamulony”.

Choć tak naprawdę niewiele czasu trzeba poświęcić, by na solidną kolacje starczyło.


Efekt godzinnego spaceru.

Taka właśnie jest ta nasza Królowa. Jak się nie uda nic złowić w jej nurtach, to zawsze coś smacznego na jej brzegu można znaleźć.

Podobno dobre są marynowane. Ja jednak nigdy tyle cierpliwości nie miałem, chociaż nie wykluczone, że w końcu się skuszę. Mi bardzo smakują duszone w śmietanie. Pewnie wszyscy wiedzą, jak to się robi, ale zawsze są jakieś różnice w przygotowaniu. Ja podam swój sposób.

Oczyszczone kapelusiki wrzucam do lekko osolonej wody i gotuję około 5 minut.


Gotowanie trwa króciutko.

Na patelni (solidnej, żeliwnej, nie żadnym teflonowym dziwactwie) podsmażam kilka cebulek pokrojonych w plastry. Następnie wrzucam do niej obgotowane i odcedzone grzybki. Dodaję pieprz, słodką paprykę i majeranek i podsmażam to na wolnym ogniu około 10 minut.


Przyprawy do smaku.

Na sam koniec dodaję śmietanę. Taką prawdziwą, zebraną z krowiego mleka, a nie hipermarketowy wyrób, w którym każdy składnik określony jest do czwartego miejsca po przecinku.


Na koniec śmietanka.

Jeszcze minutka mieszania na ogniu i odstawiam na bok. I tu ujawnia się zaleta węglowych kuchni. Spokojnie przykrytą patelnię z grzybkami można postawić na skraju takiej kuchni, by cała potrawa „doszła”. By wszystkie składniki dokładnie się wymieszały. Po mniej więcej godzinie można już nakładać. Mi już ślinka cieknie. Kończę, bo ostygnie.


Mniam mniam..

Smacznego
argrabi

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Ten komentarz został usunięty przez Administratora
Kurde!!! Argrabuś, a myślałem, że tylko ja muszę chodzić na grzyby jak nie biorą ryby i widzę, że nie jestem jedyny w tym temacie. Pierwszy raz dowiaduję się od Ciebie, że te coś na zdjęciach nadaje się do konsumpcji! Życzę smacznego Panie kolego! :eek
Mniam może i tak! Ale pokaz zdjęcia tego co potem! :grin
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa a jak mi kurde cieknie.
Nie ma obawy.. Są naprawdę smaczne.. Bardziej, niż pieczarki z hipermarketu po 6 PLN.. Jeszcze nikt nie skarżył się na żadne dolegliwości :). Ani ja, ani nikt z mojej rodziny... Nawet w mojej rodzinnej wiosce niewiele osób je zna... A szkoda..
Zresztą to chyba jedyne świeże grzybki o tej porze...
Do głowy mi nie przyszło że te \"psiaki\"
są jadalne.To jest jeszcze cos takiego jak śmietana z krowiego mleka :eek
Do głowy mi nie przyszło że te \"psiaki\" są jadalne.To jest jeszcze cos takiego jak śmietana z krowiego mleka

Jak widzisz, swiat jest pełen niespodzianek :)
No to padła mi kopara...
Tydzień temu, na widok sporej kolonii tych grzybów, jeno się dziwiłem, że tym \"psiakom\" chce się rosnąć pod śniegiem...


Aha, jeszcze to:
Cytat:
Nawet w mojej rodzinnej wiosce niewiele osób je zna... A szkoda..


Już widzę, jak bardzo żałujesz, że nie znają :grin :P
Dla niedowiarków - opis grzybka z jednago z portali grzybiarskich. Zwróćcie uwagę na wiersz - Spożywanie :grin
Zimówka aksamitna :grin
I tak człowiek żyje w niewiedzy...i niewie ci traci!Argrabi dzieki za oswiecenie!!!Nie przypuszczalbym ze one są jadalne a przyznam się że uwielbiam grzybki :grin
Olaboga!!! Od urodzenia zbieram grzyby ale takiego jeszcze nie spożywałem :eek
Echhhh, kuchnia z fajerkami... To ona jest najlepszą przyprawą. Pozdrawiam!
Hehe grzybki halucynki :P Artur Ty tutaj nie praw o jakiejs tam wierzbówce :) każdy widzi że to grzybki z Białej Podlaskiej hehe

Ładnie ładnie
Pozdrawiam :)
Niesamowita sprawa.
Nie mogłeś napisać tego artykułu przed łykendem?! :P Może wreszcie przywiózłbym z nad Wisły coś innego niż pusty termos... ;)
Te \"psiary\" widywalem wielokrotnie nad wodą.Nigdy bym nie pomyślał,ze są to grzyby jadalne.Aż mnie korci żeby wyskoczyć nad Wisłę z wędką i koszykiem.
Przekonuje mnie te ostatnie zdjęcie. :)
Ale numer! Słyszałem, ze nad Wisłą rosną grzybki halucynogenne ;-) - też jadalne he he! Ciekawe czy ta mgiełka na zdjęciach, to pierwszy objaw po spożyciu ;-)
A tak na serio - wyglądają pysznie! Pozdrawiam!
Fajny artykuł. Do grzybów mam takie nastawienie że wolę trzy razy na ryby jak raz na grzyby. Od czasu do czasu zbieram. Takie jak powyżej omijam. Ja bym po prostu nie zaryzykował, bo jak czegoś nie wiem, nie jestem pewny to nie nachylam się wcale. Nie opłaci się ryzykowć. Szczerze muszę pogratulować Ci znajomości z grzybami:) Zbieram od dawna a może jeszcze dłużej ale zawsze każdy grzyb ogladam dwa razy albo i wiecej. Kto nie ma pewności lepiej niech kupi sobie pieczarki. :)
Tadek, po to napisałem tego artykuła, by inni tez poznali te grzybki, które praktycznie nie mają konkurencji... Szczególnie ze względu na porę roku i obszary, w jakich one występują... W jednym z wyzszych komentarzy podałem dla niedowiarków link do odpowiednika WCWI dla grzybiarzy...
Jak uda mi sie w ten weekend wyskoczyć na nadwislańskie kępy i cos znajdę, to może o tłuścioszkach cos napiszę.. Kto je zna???
Naprawdę wygląda smakowicie.Życzę smacznego.
Nie wiedziałem, że takie coś.... Ale jestem mało przekonany do tych \'\'grzybów\'\'.
Te grzybki naprawdę są super. Zbieram je już od dzieciństwa.
Narobiłeś mi smaku :)
Ale mi zrobiles smaka ,od paru dni jest cieplo i wilgotno wiec lece do lasu pozdro...
super opis . Ja zawsze twierdzę, że wędkarstwo to nie tylko ryby, to także otaczająca nas przyroda. Zachęcam do dalszych tak dobrych felietonów na temat \"otoczki\" wędkarstwa.SZACUN!!!!
super zdjęcia.