Konkurencja w dostępie do zasobów naturalnych, zwłaszcza w kontekście ich ograniczoności zawsze będzie budzić liczne kontrowersje zarówno po stronie samych konkurentów jak i opinii społecznej. Przykładów można szukać w odniesieniu do zasobów surowców naturalnych, lasów, powietrza, wód, krajobrazu itd.

Odkąd pamiętam, najpierw nad wodami, potem w mediach i Internecie od zawsze toczy się dyskusja, czy komercyjna działalność rybacka może być uzasadniona ekonomicznie, tzn. czy rzeczywiście efekty przewyższają nakłady? Jeśli nie, to czy znaczenie w utrzymywaniu gospodarczej eksploatacji wód (śródlądowych i morskich) mają inne czynniki, niż komercyjne? Co z zaspokojeniem popytu konsumenckiego na produkty, które w świetle obecnej wiedzy uznawane są za najbardziej wartościowe dla organizmu człowieka? Z drugiej strony reglamentacja dostępu do zasobów powoduje zawsze sprzeciwy branż, zainteresowanego kręgu korzystających. Czy w takim razie ich interes należy przedkładać nad interes dobra wspólnego?

Dzięki zaprezentowanym poniżej danym statystycznym z działalności głównych użytkowników naszych wód śródlądowych może łatwiej będzie dyskutować, do czego wraz z Autorem zachęcamy. Należy jednak przyjąć, że wnioski z "pojedynku" wędkarze vs. rybacy, nie będą takie oczywiste jak przedstawione fakty.

TJ

* * *

 

Liczba zainteresowanych
838 etatów tj. 0,0022 % społeczeństwa Około 1,5 mln (w tym ponad 600 tys. zrzeszonych w PZW) - tj. 3,98% społeczeństwa
Połowy i ich struktura
Połowy komercyjne z 385 tys. ha wód publicznych w Polsce wyniosły 2 991 ton o wartości ok. 22 mln zł, co stanowi  ok. 19% odłowu ryb słodkowodnych w Polsce:
  • 1 994 kg/rok na etat w Polsce
  • 6 342 kg/rok na "rybaka na Mazurach"
Roczne całkowite połowy wędkarskie w Polsce szacowane są na 13 000 ton ryb o wartości ok. 95 mln zł, co stanowi ok. 81% odłowu ryb słodkowodnych w Polsce:
  • według szacunków połowy wędkarskie z jezior to 43- 47 kg/rok na wędkarza
  • w Zbiorniku Zegrzyńskim to 44-50 kg/rok na wędkarza
  • w Wiśle Środkowej to ok. 60 kg/rok na wędkarza
Struktura połowów rybackich (%) w jeziorach (2011)

leszcz 31,4
płoć 14,2
szczupak 11,6
sielawa i sieja 11,0
okoń 6,3
lin 6,3
węgorz 5,5
sandacz 4,4
karaś 3,3
karp 3,1
łączny odłów 2 540 ton

 

Struktura połowów wędkarskich (%) w jeziorach (2011)

leszcz 22,6
płoć 20,6
szczupak 17,5
okoń 17,2
lin 7,1
karp 4,3
sandacz 3,5
karaś 2,8
węgorz 2,5
inne 1,9
łączny odłów 5 360 ton
Cel i zakres działalności
Komercyjny, gospodarczy, ekologiczny

Działalność skoncentrowana do jezior oraz  niektórych odcinków dużych rzek i kilku zbiorników zaporowych. Średnia presja to:
  • 1 rybak na 450 ha wody
  • połowy mogą odbywać się cały rok
Aktywność jest zależna od umów dzierżawy i użytkowania, zawieranych na okres min. 10 lat.

Rekreacyjny, konsumpcyjny, komercyjny

Działalność rozproszona na wszystkie wody śródlądowe w Polsce. Średnia presja to:

  • 2,7 wędkarza na 1 ha wody
  • czas wędkowania zależny od posiadanej licencji (okresowej lub całorocznej)
Aktywność wynosi średnio 37 dni w roku na wędkarza (łowiska jeziorowe) w tym głównie miesiące letnie.
Skutki działałności
Pozytywne:
Wprowadzanie na rynek zdrowej i ekologicznej żywności dla 95% społeczeństwa, działanie ochronne i prośrodowiskowe. Ochrona dziedzictwa kulturowego regionów.
Zarybienia kompensujące presje połowową - wartość materiału zarybieniowego to około 34 mln zł.

Negatywne:
Przełowienie wód  powodujące, że  liczebność poławianych  ryb obniża się poniżej poziomu bezpiecznego dla ich odtworzenia.
Szkody wynikające z pozostawienia sieci rybackich w zbiornikach wodnych.
Pozytywne:
Rekreacyjny i turystyczny charakter wędkarstwa wiąże się z generowaniem szeregu pozarynkowych korzyści społecznych i ekonomicznych.
Sprzedaż licencji o wartości 90 mln zł.
Całkowity obrót generowany przez branżę to ok. 1200 mln zł.

Negatywne:
Wprowadzanie do wód zanieczyszczeń w postaci zanęt wędkarskich od 20-50 kg/rocznie na wędkarza. Całkowita ilość zanęty to od 30 do 75 tys. ton.
Wprowadzanie do wód znacznych ilości ołowiu z elementów zestawów. Dewastacja  strefy brzegowej i litoralowej.
Organy kontrolne
Użytkownik rybacki w znacznym stopniu kontrolowany jest przez  RZGW, Urzędy Marszałkowskie, w ograniczonym zakresie przez Policję, Straż Rybacką, Straż Leśną.  Może również podlegać kontroli NIK, US, SANEPID-owi, PIP, PIH, inspekcji weterynaryjnej etc.

Podlega ustawie o rybactwie śródlądowym oraz innym przepisom regulującym funkcjonowanie ww. instytucji.

Istnieje ścisły obowiązek ewidencji wszystkich zabiegów gospodarczych. Może odławiać ryby w okresach ochronnych pod warunkiem udzielenia stosownego pozwolenia przez odpowiedni organ.

Może wprowadzać ryby i przetwory do handlu w okresie ochronnym gatunków.

W ograniczonym stopniu przez Policję, Straż Rybacką, Straż Leśną, PSR oraz przez użytkownika rybackiego.

Obowiązuje regulamin amatorskiego połowu ryb oraz ewentualne dodatkowe regulacje wprowadzone przez użytkownika rybackiego danego obwodu.

W większości przypadków brak obowiązku ewidencji połowów.

Brak możliwości handlu złowionymi rybami.

 

Poniżej przedstawiono dodatkowo 2. ilustracje zawierające informacje o wielkości zatrudnienia i połowów komercyjnych w państwach członkowskich UE w 2011 r. na podstawie danych udostępnionych przez narodowe instytucje statystyczne i szacunki ekspertów.

 

 

Materiały: Tomasz Czerwiński *Rybal*
Opracowanie: TJ

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Onet również wspomina o wędkarstwie.biznes.onet.pl/kije-warte-miliony,0,5534827,1,news-detal
Jestem w tych nieszczęsnych 5% które nie ma dostępu do świeżej ryby złowionej przez rybaków. :cry Łowiąc w wodach OM czyli środkowej Wiśle jako mięsiarz spożyłem ok. 2kg ryby-KTO zeżarł moje 58kg :? i cały przydział z zalewu zegrzyńskiego :? Jeśli ja nie wrzuciłem ani kg zanęty to kto \"wp.....ł\" STO kilo :?
Ano tak, to jest tylko statystyka ;)
Pytanie uzupełniające - Ta druga część słupków dotycząca Europy - to są dane tylko z wód śródlądowych?

Pierwsza część ładnie obrazuje różnicę presji rybaków i wędkarzy. Ale jest tylko jedno - na statystyki mają wpływ również te rejony gdzie rybaków nie ma w ogóle, więc tam gdzie są działają na ekosystemy silniej. Jednak nie można nie zgodzić się, że to niedostosowany do realiów styl wędkarstwa Polskiego powoduje w dużej mierze o jakości wędkarskiej naszych wód.

Druga część zwróciła głównie moją uwagę na dwie dysproporcje:
1. Tam gdzie jest dużo rybaków wcale nie łowi się dużo.
2. Przy takich samych tonażach połowów - wartości tychże połowó są mocno zróżnicowane
Te dwie mapki pochodzą za raportu Komisji Europejskiej dotyczącego komercyjnego rybactwa na wodach śródlądowych krajów członkowskich. Komercyjnego rybactwa - znaczy z możliwościową wprowadzania ryb do obrotu. Rodzaj narzędzi połowowych nie miał znaczenia, gdyż w wielu krajach szczególnie na północy rekreacyjny połowów ryb (czyli tylko na potrzeby własne) może odbywać się za pomocą sieci (np. wontony, żaki, sznury, itp.)
Raport w języku angielskim Raport
Tomek
FAO
Ponieważ nie dowierzam statystyce opartej o szacunki i trudne w ocenie wiarygodności dane mogę stwierdzić tylko tyle, że tak czy inaczej zza tych liczb i tak nie widać ryb w wodzie, a wyłącznie te na patelni ;) . Pozostaje zatem moim zdaniem najlepsza z możliwych form ich ochrony - dać im (tzn. rybom nie liczbom) święty spokój (co mimowolnie z braku czasu czynię od kilku lat). Nie znaczy to, że nie lubię wędkarstwa ! Lubię i to bardzo, ale jeszcze bardziej lubię widok ryb w rzece. Niekoniecznie na końcu mojej wędki. Ponieważ na większości wód dawno przekroczono dopuszczalny środowiskowo odłów 10% masy populacji, który nie groziłby naruszeniem struktury, pozostaje mi tylko nie przykładać się do dalszego ubytku (czasem z konieczności muszę innymi metodami w niekonsumpcyjnym celu i to wystarczy). No, ale spróbujcie to narzucić w Polsce wędkarskiej braci w formie zakazów, nakazów, limitów ... . Nieświadom wybrałem przed laty najpospolitszy zawód bo stwierdzam przynajmniej 600 tysięczno osobową konkurencję (no, przepraszam lekarzy i polityków jest u nas więcej ... :grin ). Większość tego typu danych mówi nie o tym w wodzie hipotetycznie jest, ale co (i to w mocno słabych źródłowo szacunkach) w wodzie było. I to niezaprzeczalna słabość takowych statystyk. :cry
Olku, zgoda co do konkluzji nt. tego czego w wodzie nie ma, zgoda co do szacunków i traktowania statystyk jak.. fetyszu? Nie mniej jednak, nie mamy często możliwości, zasobów, czy zwyczajnie wiedzy na przeprowadzanie dokładnych pomiarów. Dane i informacje przedstawione w artykule pochodzą z przeróżnych źródeł. Te dot. wędkarzy w Polsce głównie ze sprawozdań wypełnianych przez członków PZW, oddających tzw. rejestry połowów, a także przez innych użytkowników wód (dzierżawców). Wszyscy wiemy jak bardzo można nakłamać w takich rejestrach i nie jest to tylko polska domena. Znacznie dokładniej można określić zasobność wód za pomocą odłowów kontrolnych, z tym tylko, że je też trzeba umieć robić, o czym doskonale wiesz. Także w tej kwestii byłbym ostrożny co do pozostałych państw UE. Zakładając jednak, że wszędzie błędy się zdarzają, czyli wszystkie dane obarczone są niedoskonałościami, można jednak wysnuć wnioski. Nie zapominajmy, że tzw. statystyka (tu raczej informacje i dane) nie jest panaceum na wszystko, a raczej sposobem, żeby porównywać tak złożone biotopy i szukać pewnych prawidłowości, zależności itp.

Wydaje się więc dość oczywiste, że to wędkarze przyczyniają się znacznego wyrybienia wód, zwłaszcza z wybranych gatunków. Są inwazyjni na wodzie i na brzegu, zostawiają tony śmieci i wprowadzają do wód wiele zanieczyszczeń. Są też plusy ich występowania i niektóre z nich zamieszczono w artykule.

Moim zdaniem, demonizowanie rybactwa śródlądowego w świetle nawet szacunkowych danych jest chybione i krzywdzące, a dopuszczenie do wędkarstwa każdego, kto chce i jak chce, to faktyczne dobicie w wodzie resztek istniejących zasobów.
[Tj=QUOTE]Moim zdaniem, demonizowanie rybactwa śródlądowego w świetle nawet szacunkowych danych jest chybione i krzywdzące, a dopuszczenie do wędkarstwa każdego, kto chce i jak chce, to faktyczne dobicie w wodzie resztek istniejących zasobów.
Zgadzam się, dlatego wprowadziłbym bardzo wysokie opłaty dla wędkarzy za kartę, a przy okazji zaostrzył kontrole i kary. Z wysokich opłat korzyść taka również że byłoby z czaego dać na ochronę wód i na straż, która tej wody by pilnowała. Obawiam się jednak a właściwie jestem pewny że natychmiast podniósł by się bunt w narodzie \"że jak to tak\", że tak nie można i wszelkie pośrednie, więc zaraz by się ktoś ugiął, wprowadził by jakiś przywilej i zostało by postaremu.
Szukając hasła \"statystyka\" znajdziemy wiele „złotych myśli” bardziej mądrych lub częściej nieco mniej. Nie da się jednak ukryć, że współczesny świat we wszystkich jego aspektach cywilizował się, nadal rozwija się i będzie dalej przyspieszał korzystając z narzędzi statystycznych. Wiara w tą dziedzinie zależy od własnych wyobrażeń i przekonań (niekoniecznie obiektywnie słusznych). Podobnie jak komentarze polityków do sondaży preferencji partyjnych … :))))
Tomek
Tomku dołóz do tego wyniki szacunków dotyczace eliminacji rybostanu przez kormorany itp. Te są bardziej wiarygodne od tych danych \"ludzkich\", bo wynikaja z poznanaej dość dokładnie liczebności tych czarnuchów i ich \"statystycznego\" apetytu. ich żołedki zwykle nie kłamią. Wtedy dopiero jawi się faktyczny obraz postepującej katastrofy.
Żeby było śmieszniej/straszniej (sam nie wiem), to i ja z konieczności posługuję się statystyką przez duże i małe \"p\" i w oparciu o nie wyciagam jakieś tam wnioski do podejmowanych działań, ale podejrzewam czasem,że jak dane wątpliwe to i wnioski mogą być do ... ., no wiadomo do czego. :cry :)
Przesłałem już Robertowi coś o kormoranach do wykorzystania. Jeśli będzie miał czas, to pewnie coś wrzuci.
Tomek
Arturze.
Od dość dawna prezentuję pogląd, że wędkarstwo powinno stać się elitarną rozrywką. Niestety jest to bardzo niepopularne. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Gdyby podnieść dziesięciokrotnie składkę okręgową, to prawdopodobnie liczebność wędkarzy spadłaby dwudziestokrotnie. To przekłada się na ilość pieniędzy, którą można przeznaczyć na np. zarybianie.
Jeśli chodzi o ochronę naszych wód, to problemem jest system, nie pieniądze. Dopóki PSR będzie służbą powiatową, dopóty nie będzie dobrej ochrony wód. Zwróć uwagę na strukturę. Woda jest własnością państwa, zarządza nią państwowe RZGW, zarybia i użytkuje społeczne PZW, a chronić ma samorządowa PSR. Gdzie sens i logika? Dlaczego właściciel nie chce stworzyć struktur, które będą utrzymywać wodę? Właściciel tylko pobiera opłaty, co się dzieje z tymi pieniędzmi? Znikają w przepastnej dziurze budżetowej.
Większość wędkarzy pluje na PZW, bo nie kontroluje, bo mało zarybia, bo za wysokie składki, bo nie można wędkować wszędzie. Znów zapytam, gdzie sens i logika? Nie chcemy ograniczeń, nie chcemy wymiarów, limitów, chcemy mało płacić, a wymagamy żeby było mnóstwo ryb i kontrola co godzinę na każdej wodzie. Jak to pogodzić?
Wielu z nas jeździ na łowiska komercyjne i nie narzeka, że dniówka kosztuje 10, 20, 30 zł. Zapłaćmy 800, czy 1000 zł rocznie okręgowi PZW, który zarządza jedną rzeką. Ręczę, że będą ryby i kontrole. Nie chcecie tyle płacić, to zlikwidujmy opłatę roczną. Niech będą tylko opłaty jednodniowe, np. krajowa dla członków PZW, 20 zł, a dla niezrzeszonych 50 zł. Co Wy na to?
Każdy potrafi narzekać, kto coś robi, żeby było lepiej?
Bartuś - pozwól, że sprostuję. PSR to służba podlegająca wojewodzie, a nie powiatom. Powiatom strukturalnie (ale nie merotorycznie) podlega Społeczna Straż Rybacka. Nie da się w śietle istniejącego prawa utworzyć innej formacji Straży Rybackiej ze strony użytkownika rybackiego wód Skarbu Państwa czy jakichkolwiek, jak tylko na prawach powiatowej SSR lub finansowania etatów PSR (robią tak niektóre bogate okregi). Co do reszty - zgadzam się w pełni, ale niewielu odległych od bezpośredniej obsługi wód potrafi zrozumieć takie oczywistości. I jeszcze jedno - zarybienia nawet na wielka skalę nie są antidotum na ubożejący rybostan. Rzeki i jeziora to nie są łowiska typu \"wpuść i złów\", a tego życza sobie w większości nasi wędkarze. :(
Dzięki Olek za sprostowanie mojego błędu.
Oczywiście z zarybieniami masz 100% racji. Nie zastąpi to naturalnego tarła, jednak jest szansa na uzupełnienie rybostanu w ten sposób. Dopóki nasi wędkarze nie zrozumieją, że po ryby idzie się do sklepu, dopóty nie będziemy mieli dobrych łowisk. Przykłady łowisk typu \"no kill\" niosą jednak odrobinę nadziei.
W Włocławku podczas wyborów do ZOPZW posypały się głowy na szczycie. Jest to zwiastun czegoś nowego. Może nie wszystko jeszcze stracone i powróci normalność :)
Do kolegi bartsiedlce.

Uprawiasz bezsensowną demagogię, trącającą retoryką rozwydrzonego i sfrustrowanego prezesa okręgu, bez szan na reelekcję. Bądź tak uprzejmy i podaj chociaż jeden przykład takiego podejścia (\'elitarnej rozrywki\' jak to zabawnie raczyłeś nazwać) w Europie, lub nawet poza nią. Kontr-przykłady podam już teraz, chociaż wiem, że nie będziesz w stanie napisać nic sensownego: Francja, Niemcy, Anglia (tu podejście do tematu podoba mi się najbardziej) itd. W każdym z tych wymienionych krajów obowiązują składki (w Niemczech z reguły na każdy zbiornik oddzielnie ale śmiesznie małe - 1-2 godziny pracy za rzekę ciągnąca się przez kilka landów/rok), osób uprawiających ten sport amatorsko jest znacznie więcej i jakoś nikt specjalnie nie narzeka na kiepski rybostan. W każdym z tych krajów można zabrać do domu rybę i część osób tak robi (obowiązują oczywiście limity). Nikt nie ma z tym problemów. Wody są zadbane, kontrole raczej pewne (o dziwo nie jesteś od razu traktowany jak złodziej i kłusownik).
W naszej bananowej republice, model korzystania w wód publicznych jest wydawać by się mogło podobny natomiast składki ZNACZENIE wyższe, rybostan w stanie tragicznym, wody również. Przy tym wszystkim jedynie PZW na każdym szczeblu od krajowego do regionalnego ma się znakomicie i wszystko wskazuje na to, że nie zamierza zmieniać tego stanu rzeczy. Naciski od dołu (na jabłkach tłumaczę: od szeregowych wędkarzy) sprawiają, że podpisuje się porozumienia pomiędzy okręgami i to tyle co jesteśmy w stanie (tak, jestem szeregowym wędkarzem) wywalczyć - reszta naszych postulatów jest najzwyczajniej w świecie arogancko zlewana. Włodarze w PZW na wszystkich szczeblach struktury okopują się, jak się tylko da, mając w dupie skowyt i błagania o litość maluczkich. Jak mantrę powtarza się uniwersalną wymówkę: brak pieniędzy.
Co trzeba zrobić? Odciąć łeb Hydrze, zmienić statut PZW i zabrać się do roboty. Dlaczego funkcja Prezesa Zarządu Głównego PZW ma być pełniona dożywotnio? Czy nie może tego robić wynajęty menedżer, rozliczny za wyniki swojej pracy (za takie pieniądze przyjdą naprawdę świetni fachowcy)? Czy nie można zreformować skostniałych struktur PZW i przewietrzyć okupowane od last stołki, zajmowane w znakomitej większości przez pazernych krętaczy i kombinatorów? Będzie wtedy kasa na utrzymanie wód, kontrole czy poprawę rybostanu. ŻADNE zwiększenie składki (które marzy się wierchuszce PZW) nie rozwiąże tej pielęgnowanej od DEKAD patologii. To że ktoś jeździ na zbiorniki komercyjne i płaci za to chore pieniądze (pojedź sobie na wynajęte jeziorko/stawy do FR i zobaczysz różnicę) to efekt desperackiej chęci kontaktu z rybą, którego coraz trudniej doświadczyć na publicznych wodach.
bez komentarza łowisko specjalne
Szanowny Kolego @vidi.
Podam tylko przykład ceny za wędkowanie w Okręgu Mazowieckim (bez porozumień). Udostępniono do wędkowania 19314 ha wody za kwotę 237 zł rocznie. Zrób sobie porównanie z Twoimi rozległymi wiadomościami na temat kosztów zezwoleń poza \"republiką bananową\", jak to sympatycznie nazwałeś nasz kraj.
W zdecydowanej większości krajów system wygląda tak, że kupujesz coś na kształt naszej karty wędkarskie i to rzeczywiście nie są wielkie koszty, np. w Niemczech 9 Euro. Jeśli chcesz łowić, to kupujesz zezwolenie na konkretną wodę (rzekę, jezioro, odcinek rzeki), bywa różnie. Np. łowienie w Renie 30 Euro, w Mequinenzy – europejskiej kolebce wędkarstwa sumowego - 2000 pesetas, czyli około 13 euro za tydzień. Jeśli chodzi o Wlk. Brytanię, to np. w Anglii : \"Na zbiornikach wybudowanych w większości przez człowieka (używane jako rezerwy wody pitnej) można wędkować zazwyczaj od świtu do zmroku. Duża część tych zbiorników zaporowych na terenie całego kraju przekształcona jest w wody pstrągowe, gdzie możemy zatrzymać złapaną rybę (tylko pstrąga). Druga część zbiorników (zwanych tu reservoir) zarybiana jest różnymi gatunkami ryb. Mimo dużej głębokości i przyzwoitej na ogół powierzchni, jest czasami bardzo mało miejsca do wędkowania ze względu na wielu zwolenników tych komercyjnych łowisk. Ceny licencji za dzień wędkowania wahają się od 12Ł do 50Ł a niekiedy nawet dużo więcej. Dodatkowo musimy doliczyć koszt łódki jeżeli nie chcemy łowić z brzegu (albo jest to zakazane) co będzie nas kosztować pomiędzy 15Ł a 30Ł za dzień.
I w taki to oto sposób dochodzimy do ostatniej grupy wód należących do związków wędkarskich. Cenny zezwolenia wędkarskiego na jedna wędkę wynoszą od 36Ł do nawet 45Ł w zależności od regionu i liczby wód posiadanych (dzierżawionych) przez dany związek. Jeżeli chodzi o ceny na cztery wędki, musimy wyasygnować nawet do 100Ł rocznie. Tyle na temat licencji wędkarskich które musimy posiadać, by legalnie wędkować na angielskich wodach i ich cen.\"
Mogę Ci podać jeszcze kilkadziesiąt przykładów, prawda, że jest dużo taniej niż w Polsce?
W temacie o PZW, w bieżącym roku na stanowiskach prezesów okręgów pojawiło się kilkunastu nowych ludzi, a nie wszędzie jeszcze odbyły się zjazdy. Czy jest to przejaw tezy, że \"Włodarze w PZW na wszystkich szczeblach struktury okopują się, jak się tylko da, mając w dupie skowyt i błagania o litość maluczkich.\"?

Wycieczki osobiste w moim kierunku pominę milczeniem \"rozwydrzonego i sfrustrowanego prezesa okręgu, bez szan na reelekcję\"

Pozdrawiam serdecznie - Bartek
Ten komentarz został usunięty przez Administratora
Ależ Amerku, wszystko się zgadza. Nie pisałem o cenach zezwolenia ogólnego, wiedzę zaczerpnąłem z ogólnodostępnego źródła na temat realiów wędkarskich w Anglii. Zezwolenie ogólne opisano w cytowanym przez Ciebie artykule z ważną uwagą, że niewiele jest miejsc dostępnych z takowym. Ja nie widzę żadnych sprzeczności.
Bartku, z tanimi miejscówkami to żaden problem, przykład jez. Milton Park Cambridge, trzy jeziorka i wspniałe wzdręgi szczupaki i karpie, wędkarzy jak na lekarstwo. Tak jest wszędzie, rzeka Cam, masa ryb i to samo, to na tej rzece poznałem moich ziomków z Włocławka którzy wędkowali, miłe spodkanie i myślę że za miesiąc znowu się spotkam z nimi nad rzeczką. Wędkowanie w uk to sama przyjemność, czasem tylko znajduje się ślady po naszych rodakach, puszki po polskim browarku. Pozdrawiam :)
Cóż, jak zawsze medal ma dwie strony.
Nie wędkowałem w UK, ale podpieram się informacjami zaczerpniętymi od przebywających tam rodaków (i nie tylko tam). Podejrzewam, że wszędzie można znaleźć miejsca dostępne i licencjonowane.
Fajnym przykładem ogólnej dostępności wody jest Finlandia. Licencja krajowa kosztuje 19 euro i obejmuje 90% wód. Natomiast łososiowe rzeki i jeziora z pstrągami są licencjonowane. Na niektórych licencja daje prawo do łowienia na odcinku 200 metrów jednej strony rzeki i kosztuje ok. 200 euro za dobę. O dziwo rezerwacje są na 2 lata do przodu.
Cała moja pisanina miała na celu uświadomienie naszym wędkarzom konieczności wzmocnienia zarządzających wodami. Nie da się racjonalnie gospodarować bez myślących wędkarzy. Presja na nasze wody jest przeogromna. Może należałoby zmienić cały system, od góry do dołu, czyli zacząć od właściciela, a skończyć na korzystających z wody?
Sam nie wiem. :roll
Po wyborach w moim okręgu zmiany będą napewno, V-ce prezesem ds ochrony wód i gospodarki rybacko-wędkarskiej został kolega z \'mojego\' koła. Jest to fachowiec w każdym calu. Cały mechanizm działania tych służb postawi na nogi bo to był jego cel i dlatego miał wielu wrogów w okręgu. Co do systemu to masz racje, to musi być zmienione od góry do dołu bo innej alternatywy niema. Opór jest bo władzy łatwo się nie oddaje ale warto czasem przyznać się do własnych błędów. Gdy zostałem członkiem koła było nas ponad 600 członków, teraz podobno 200 bo było 2 delegatów na zjazd :(
I dyskusja znów stała się bardziej \"rekreacyjna\" niż gospodarcza :( . Chociaż to też ekonomia, choć widziana z dwóch stron barykady (ustawionej w szczerym polu), ale my wyraźnie lubimy się prać i narzekać :grin