Po przyjeździe na miejsce byłem zachwycony. Prawie dziewicze tereny, lasy, duża ilość dzikiej zwierzyny, mała ilość wędkujących, trudno dostępny brzeg jeziora Hajka (zdecydowałem, że tam będę łowił) jeszcze bardziej podbudowały moją wyobraźnię o ilościach i masie złowionych ryb. Po dokonaniu niezbędnych opłat i zasięgnięciu sporej ilości informacji od miejscowych, rozpocząłem swoje wypady nad wodę. Już pierwszego dnia złowiłem leszka o masie 2kg i kilka mniejszych.
Dobrze jest - pomyślałem.

Kolejne dni przyniosły jednak rozczarowania. Nad wodą byłem zazwyczaj wcześnie rano i jak zwykle zaopatrzony w lornetkę obserwowałem to, co mnie otacza. Jakież było moje zdziwienie, kiedy poza jeleniami i sarnami przychodzącymi na przeciwległym brzegu do wodopoju, dostrzegłem kilka łodzi, które zachowywały się w dziwny sposób.
Po dokładniejszym przyjrzeniu się dostrzegłem ludzi, którzy bez skrępowania rozstawiali narzędzia kłusownicze.
Powtarzało się to przez kilka kolejnych dni. Później dowiedziałem się, że to miejscowi dorabiają w taki sposób i jest to normalny proceder.

Któregoś dnia na moje stanowisko podjechał samochód nadleśnictwa. Pan nadleśniczy w kilku zdaniach wyjaśnił mi, jakie wykroczenie popełniłem i ukarał mandatem (dość słonym). Nie zaprzeczam, że moje wykroczenie było ewidentne i nie dyskutowałem na temat powodów ukarania. Zakaz wjazdu do lasu jest obowiązujący (pomimo braku jakichkolwiek znaków), byłem źle poinformowany przez miejscowych wędkarzy, a moim błędem było to, że nie sprawdziłem tych informacji. Nie o tym jednak chcę pisać.

Rozmawiając z nadleśniczym wspomniałem o tym, co odbywa się na jeziorze. Zapytałem również czy nadleśnictwo przynajmniej stara się walczyć z tymi kłusolami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy pan nadleśniczy wzruszył ramionami, wyrwał z bloczku mandat, który wypisał i poinformował mnie o terminie zapłaty. Wsiadł do samochodu i bez słowa odjechał.

Jeżeli władze tego terenu interesują jedynie źle zaparkowane samochody, a nie walka z panoszącym się kłusownictwem, to nie mamy co marzyć o poprawie sytuacji w naszych wodach.

Na marginesie dodam tylko, że co noc słychać było w lasach po kilka wystrzałów z broni myśliwskiej. Ten temat pozostawiam bez komentarza. Domyślcie się, co to mogło znaczyć.

marvin55


Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

Argrabi:
No cóż, w takich miejscach nie funkcjonuja podziały: zły - dobry, tylko swój - obcy. Ty akurat miałeś pecha, bo byłeś obcy, intruz..... Ale to tez się kiedyś zmieni......
Jacek:
Niestety, jeśli się w ogóle zmieni, to trwać będzie kilka pokoleń. C.A. 50 lat komuny w tym kraju, spowodowało takie a nie inne mechanizmy zachowań ludzi, i nic tego tak szybko nie odmieni. a jeśli już kiedyś faktycznie zmieniać się zacznie mentalność ludzi, to może być za późno. Za późno na odbudowę zasobów wodnych, leśnych, itp. Chociażby lasy - popatrzmy na Skandynawów. Maja ich o wiele więcej niż w Polsce. Ale kupują drewno u nas. Im szkoda wycinać swoich drzew.
Budevik:
Potwierdzam. Hajka wogole jest juz klusowniczym jeziorem tzn. za takie uchodzi nawet w obiegowej opinii. powiem wiecej caly okreg ZO Koszalin to jedno wielkie skurwysynstwo!!! przepraszam za zwrot, ale inaczej nie moge tego okreslic. lowie glownie na Parsecie i spotkalem setki klusoli, najwiecej takich w beretach z antenka co nigdy nie widzieli na oczy karty wedkarskiej, lowia na rzutki i czatuja na cokolwiek co zassie im robala. mimo 15 letniego stazu na wodach okregu NIGDY nie bylem skontrolowany!!! moze ktos z PZW Koszalin to czyta, tak do was to kieruje. Wody w naszym okregu sa bezpanskie. kazdy moze przyjsc o kazdej porze na dowolna wode, w tym nad Parsete i lowic kazdym niedozwolonym narzedziem do woli poniewaz jest to teren kompletnie niepilnowany i bezpanski. i potwierdza to nawet sprzedawca ze sklepu w Kolobrzegu, ktory twierdzi ze jako taki ZO nie ma ANI JEDNEGO straznika. tzn. dziala jakas spoleczna straz, ale wiadomo stary Zuk, zero mozliwosci. jesli zas chodzi o PZW to jedyna jego rola to zgarniecie kasy za sezon trociowy i wpuszczenie smoltow w kwietniu. poza tym jako takie jest marionetka. ludzie dyskutujemy o no kill, zremy sie miedzy soba. jaki to ma sens?
jak dla mnie PZW jest zlodziejem. jesli nie potrafi i nie wywiazuje sie ze swoich obowiazkow niech nie pobiera oplat. za obecny stan wod obwiniam PZW. ludzie sa rozni, sa prymitywy, miesiarze, klusole. tak samo na ulicach sa bandyci i zlodzieje. ale jest policja po to aby pilnowac porzadku. jesli w moim okregu nie ma ani jednego straznika to o czym wogole my mowimy???
Argrabi:
tak na marginesie - organami założycielskimi i nadzoryjacymi PSR sa wojewodowie, a nie PZW. Bo PSR jest zobowiazane do ochrony wszystkich wód publicznych, a nie tylko tych w gestii PZW. A co do mozliwości i srodków dla PSR dyskusja była niedawno
Budevik:
ok, nie znam regulacji prawnych, w kazdym razie organow scigania i egzekwowania prawa nie ma.
czytam czasem wypowiedzi ze ktos dostal mandat bo mial latarke a to z kolei jest zabronione, bo rzekomo wabi ryby. dżizas!!! jak to sie ma do tego jak widze dziada bez karty ktory lowi spokojnie na wedke na robaka na gorskiej wodzie i ma 3 rzutki na wegorza/troc ??? w bialy dzien. tlumaczenie ze byla o tym dyskusja wydaje mi sie niepowazne. wiem ze to chore jest i wiem ze za pare lat nie bede mial po co wykupowac znaczka. na burdelach tez nie chce lowic
Argrabi:
a co zrobiłeś, by to zmienić????
Budevik:
no wlasnie i to jest sedno dyskusji. wg niektorych powinienem

a) wypuszczac ryby (co robie od paru lat)
b) uswiadamiac innych
c) dzwonic do strazy/policji widzac klusownika
d) modlic sie o lepsza przyszlosc
e) wpisz sobie co chcesz

natomiast po wielu, wielu refleksjach wydaje mie sie ze.... NIC ! bo skoro place skladke, lowie regulaminowo to zasranym obowiazkiem gospodarza wod jest zapewnic by w wodzie byly ryby i nikt jej nie okradal. i to jest tak proste ze az malo kto ma tego swiadomosc.kiedys ktos napisal ze gdyby byly kontrole to kazdy recytowalby regulamin jak z nut. i to jest wlasnie ten trop. zauwaz ze regulamin jest tak skontruowany ze przy jego przestrzeganiu i kasie jaka wplywa do puli stan ryb jest tj bilans dodatni. w momencie kiedy nikt nie egzekwuje przestrzegania regulaminu powstaja straty. caly ten porzadek staje sie fikcja. ona istnieje juz wiele lat ale skutki jej widac coraz bardziej
Argrabi:
Nic nie powinieneś....
Jak piaskownica nie odpowiada, to się zabiera klocki i idzie na inną....... Tylko że tych innych nie za wiele jest. Przynajmniej na razie....
marek_k84:
po co ta ironia? Wypowiedź Budevika jest zdroworozsądkowa. To ze nawet gdyby nie było kłusoli to i tak sam RAPR nie ochroni ubytków, nie jest wiedza powszechną. A żeby być w zgodzie z prawdą to od kontroli i egzekucji przestrzegania prawa trzeba zacząć zanim rozpocznie się jakiekolwiek inne działania. Uświadamienie, C&R, limity, wymiary to wszystko o kant dupy można potłuc. Nawer rewolucja w PZW nic nie da. Najpier ten kraj musi znormalnieć.
Wniosek?
TRZA ZACZĄC CHODZIĆ NA WYBORY I KOSIĆ Z LIST ZŁODZIEJ I DEBILI. Tylko... czy ktoś wtedy na nich zostanie?

Marek
Marek73:
W lipcu byłem po sąsiedzku - nad jeziorem rosnowskim. Faktycznie piękne tereny i puste brzegi. Od strony Mostowa gdzie się zatrzymałem przeszkadzało tylko zielsko w wodzie (było na całej szerokości i głębokości wody), jednak idąc dalej brzegiem można było usiąść już w bardzo dobrych miejscach. Leszczy 2 kilowych nie złowiłem, ale takie ok. kilograma do godziny 9 - 10 brały bez większych oporów. Później brania się kończyły. A co do kłusownictawa, to w ośrodku w którym byłem przychodził do pomocy tubylec - Pan Gienio. Słuchałem z zazdrością jego opowieści o wielkich leszczach i długich węgorzach tak długo, aż się nie okazało, że to wszystko zasługa siatek. Przy czym leszcze najlepiej im się ciągnęło podczas tarła. Debil śmiał się jeszcze, że tak się "obłowili", że musieli potem zdechłe ryby z worków wyrzucać bo nie było komu sprzedawać. Chomik mojej córki jest mądrzejszy. Ale pomijając to buractwo to za dwa lata znowu tam pojadę. Gdyby nie to, że rodzina wiosną mi się powiększy z całą pewnością pojechał bym w przyszłym roku. Dla tego miejsca warto.
marvin55:
Odwiedziłem i to miejsce. Piękna woda. Łowiłem w miejscu nazywanym "Wyspa" (łowisko PZW), tam najczęściej rozgrywane są wszelakie zawody.
Niestety poza wrażeniami z przepięknego widoku nie mogę pochwalić się żadnymi znaczącymi efektami w połowach. Ledwo miarowe płocie to wszystko co udało mi się wyjąć z wody (wszystkie odzyskały wolność), Jedno mi się podobało, zagospodarowanie miejsca - wygodny parking, dostępny śmietnik, oznakowanie miejsca, zakaz kąpieli, zakaz wprowadzania psów oraz duża tablica z info, że znajduję się w strefie ciszy.
Chciałbym jeszcze kiedyś tam wrócić, pomimo tego, że dzieli mnie od Rosnowa 600km

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy