Niestety, zaczęło się. Długo utrzymująca się, gruba warstwa lodu i – równie gruba – zalegającego na niej śniegu, na coraz większej liczbie zbiorników wody stojącej powoduje przyduchę. Czyli – brak tlenu w wodzie. Dotyczy to przede wszystkim zbiorników płytkich, zamulonych, o niewielkiej powierzchni.

W pierwszej kolejności giną ryby wymagające wysokiego natlenienia. Czyli drapieżniki. Najpierw sandacz i okoń, potem szczupaki. Po nich pada leszcz i krąp, dalej wzdręga i płoć. Niemal równocześnie z nimi pada karp, szczególnie ten duży. Także amur. W najgorszym przypadku może się zdarzyć, że przetrwają jedynie karasie, mające bodaj największą odporność na niekorzystne warunki tlenowe. I może trochę lina. Lecz to także będzie drobnica, bowiem większym rybom trudniej znieść niekorzystne warunki.

Jak temu przeciwdziałać? Najprostsze jest wycinanie wielu dużych przerębli, np. metr na metr. I niedopuszczanie do tego, by zamarzały. Na noc przyda się włożenie do nich kęp uschniętego sitowia, co w pewnym stopniu powstrzyma lub spowolni ponowne zamarzanie. Jednocześnie będzie to sposób oznakowania dziur. By nie wpadł do którejś nieostrożny spacerowicz czy brzdąc dokazujący na łyżwach. Co możliwe szczególnie wtedy, gdy na powierzchni przerębli pojawi się nawet milimetrowa warstewka lodu i nasypie nieco śniegu.

Niestety, trzeba tych dziur pilnować przed złodziejami. Którzy niekiedy celowo i w pełni świadomie korzystają z tragedii. Ryby bowiem podpływają niemal natychmiast. Dosłownie wystawiają pyszczki nad powierzchnię, łapiąc tlen. W skrajnych przypadkach można je wybierać rękoma, nawet bez użycia podbieraka. Ze szczególnym natężeniem dzieje się to po zmroku, gdy nawet ryby tak ostrożne jak liny, gotowe są lekceważyć hałasy czy światło. Byle tylko zaczerpnąć odrobinę życiodajnego tlenu.

Jeśli po sąsiedzku jest inny, większy zbiornik z lepiej natlenioną wodą, trzeba ryby tam przenieść. Mimo niebezpieczeństw związanych z transportem. Dla przeniesionych to szansa na przetrwanie. A zmniejszenie ilości chętnych na tlen w zagrożonym zbiorniku także pewną szansę stwarza. A czy występuje też groźba potencjalnego przeniesienia ryb zainfekowanych chorobami zakaźnymi, co stanowi jedną z najważniejszych przyczyn zakazu dzikich zarybień? Nie wiem. Myślę, że w tym przypadku jednak warto zaryzykować. Jest to bodaj jedyna szansa na uratowanie tych ryb.

Dalej idącym, znacznie lepszym rozwiązaniem, jest spowodowanie ruchu wody. Konieczna do tego motopompa. Z jednego otworu wodę pobierać i... Nie, absolutnie nie wolno wypływu kierować do sąsiedniej dziury! Wzburzy to osady zalegające na dnie, powodując uwalnianie wszelkich świństw zalegających na dnie. Łącznie z uwalnianiem siarkowodoru. Co w rezultacie doprowadzić może do błyskawicznej likwidacji niemal wszelkich form życia w zbiorniku.

Wodę trzeba pobierać z miejsc możliwie najgłębszych, powoli. Tak, by pompa nie zassała zalegających osadów. Zaś wypływający strumień kierować możliwie najdalej od innych otworów. Wylana woda, przy okazji topiąc – co też bardzo ważne - zalegający śnieg, będzie do otworów spływać z małą prędkością, powodując mieszanie górnych warstw. Taki ruch raczej nie zdoła poruszyć osadów dennych, a dla ryb będzie zbawieniem.

Skąd motopompę? Najprędzej od strażaków. Raczej nie będą czynić wstrętów. Owszem, problem z rozliczeniem paliwa. Jednak właściwy organ administracji (wójt, burmistrz czy prezydent) zazwyczaj przychylą się do prośby, jeśli taka wpłynie. Pompy posiadają zakłady oczyszczania miasta, firmy wodociągowe itp. Przy odrobinie dobrej woli także pomogą. Dobrym wyjściem jest zwrócenie się do dowódcy jednostki wojskowej, jeśli taka w pobliżu się znajduje. Jeśli tylko będzie dysponować sprzętem – również pomoże.

Wycięcie możliwie największej ilości otworów i ich ochrona przed zamarznięciem będzie miała kapitalne znaczenie w sytuacji, gdy po odwilży, kiedy na lodzie pojawi się warstwa wody, znów nadejdą mrozy. Spowodować to może powstanie drugiej warstwy. A wtedy – odpukać – uwięzione na dole ryby mają nikłe szanse na przetrwanie. Jeśli jednak wykute dotychczas otwory w pierwszej warstwie pozostaną drożne, te szanse będą znacznie większe. Lód, szczególnie cienki, jednak odrobinkę „oddycha”. Lecz przy dwóch warstwach, jeśli w starej nie będzie dziur, woda na dole będzie niemal zupełnie hermetycznie zamknięta, jak w termosie.

Tylko od nas samych zależy, nie od zarządów kół, czy po zejściu lodu nie będziemy resztek włosów rwać na widok setek, nawet tysięcy martwych, spuchniętych, cuchnących ryb, unoszących się na powierzchni czy zalegających przy brzegach między uschniętymi, zeszłorocznym sitowiem. I czy będzie po co wybrać się z wędką nad pobliską wodę. Zarząd jest od tego, by pracę zorganizować, by się postarać o motopompę czy inne narzędzia. Ale sam wszystkiego nie zrobi.

Radzi
Bombel

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

U mnie na gliniance na której stawiałem swoje pierwsze wędkarskie kroki, podobno znajomi robili odwiert. 50 cm lodu. Całe szczeście zbiornik jeszcze dość głeboki, choć od kilku lat nieustannie się wypłyca:(
Strach pomyśleć co będzie ze zbirnikami płytszymi. \"Moje piaski\" są i tak w nienajlepszej kondycji, teraz to już wogóle może być tragedia:(
Z atmosfery na drodze dyfuzji przechodzi do wody 2% tlenu. 98% pochodzi z fotosyntezy.
Bzdurą są pompy, bzdurą są przeręble, nakłady są niewspółmierne do efektów.. Kosztowne tylko. Więcej korzysci byłoby z odśnieżania powierzchni lodu. Proponuje bezrobotnych na koszt gminy czy innego ciała, tylko niech kapoki założą proszę..Zwłaszcza odcinki litaralu, tam jest najwięcej fitoplantonu. Roslin naczyniowych prawie brak więc główne fabryki tlenu są nieczynne.
Skąd informacja odnośnie pojawiania się ryb zaraz po zmroku w otworach? Raczej bym upatrywał źródła w spokoju nad wodą...Zwykle przed końcem nocy deficyt tlenowy jest największy....Zanim słońce nie \"włączy\" fotosyntezy... Potrzeba mniej więcej minimum 1000 luxów aby ruszyło!
Ryby gina w kolejności uzaleznionej od zapotrzebowania tlenowego, nie koniecznie drapieżne najpierw..
Michał, te 2% to dyfuzja (jak sam piszesz), czyli samoczynne rozprzestrzenianie się (wyrównywanie się koncentracji) gazów... A motopompa to juz jest poważna ingerencja... Na tzw. chłopski rozum stezenie tlenu lokalnie powinno wzrosnać wiecej, niż owe 2%.. Nawet gdy on nie będzie tak rozpuszczony, jak ten pochodzący z dyfuzji.. Podobnie rzecz ma się pewnie z przeręblami (choć pewnie mają dużo mniejszą \"sprawność\")
Przyznaję jednak, ze umozliwienie fotosyntezy to chyba najrozsądniejszy sposób...
Artur, jaką wydajność ma motopompa w porównaniu z objetościa wody w zbiorniku i BZT5 ? Podaż i popyt rozjeżdżają sią w proporcjach!
Zamiast motopompy lepsze chyba by były flopperki z hodwli pstrągów ale odkażone przed wstawieniem do jeziora.
Myslę, że trzech ludzi przez kilka godzinek nawet przy flaszcze jest w stanie odśnieżyć ładnych kilka metrów kwadratowych...
No to teraz tak :najpierw padnie okoń, potem białoryb, a po nich szczupak, absurdem jest że zostaną ryby małe, gdyż to własnie one nie radzą sobie ze spadkiem zawartości tlenu w wodzie. Mówię to bo mam prywatny staw i wiem co mi się dusi i jak i kiedy ( pokrywa się to z reguły z danymi zawartymi w pewnej książce, zamieszczę skany, odnośnie przyduchy jak nabędę skaner)
Odśnieżanie da dużo, ale kiedy dusi się ryba każda godzina się liczy więc warto robic przeręble, ale blisko brzegu nie na środku, bo ryba kieruje się zawsze w brzeg, liczne odparzeliska dają możliwośc zaczerpnięcia powietrza. Bardzo pomocne jest wtłaczanie tlenu pod powierzchnię, gdyż ten łatwo nam się w wodzie pod lodem rozpuści. Można miechem, można grabiami, bijąc w wudę jak cepem, powietrze ładniew wchodzi pod lód( ostatnie obserwacje, tlen szybko przemieściłsię z miejsca wtłoczenia do przrębli odległej o 60 metrów.) Po tym zabiegu, u mnie przyducha skończyła się. W rezerwacie Trzy Jeziora , na pojezierzu Łeńczyńsko- Włodawskim, dwa dni temu wydusiły się tony płoci i krasnopióry. Podchodziły tez byczki i karasie. Oczywiście wtłaczanie tlenu jest pomocne na małych zbiornikach, trudno natlenic zbiornik o powierzchni kilku-nastu ha. A co do przenoszenia ryb...to nie wolno raczej, lepiej próbowac natleniac, bo zmiany w zbiornikach będą radykalne...dusi się szczupak to go jeb, w inną wodę: tam wyżre wszystkie białe rybki, a w zbiorniku macierzystym zostanię ich nadmiar= zasrają, zagnoją, zaglonią. a przede wszystkim...odganiac kłusowników, bo to oni nie raz czynią większe skody niż matka natura, nawet karaś złocisty podchodził u mnie raz na stawie( ale tylko raz) co nie znaczy że one zginą, po prostu więcej tlenu kusi rybę bez względu jakie ma zapotrzebowania tlenowe, każdy chce miec jak najlepiej...ryby też. Takie jest moje ( i nie tylko) zdanie, poparte i literaturą i wieloma lat doświadczeń i obserwacji.

Pozdraiwam :)
Zed pomyśl jedno, że woda rozlewana przez motopompę roztopi śnieg na lodzie. Powierzchnia lodu staje się bardziej przezroczysta. Ilu trzeba ludzi, aby odśnieżyć 1ha, ale zalać warstwą kilku centymetrów wody to dla motopompy po prostu fraszka. Czy zdajesz sobie sprawę z wydajności motopompy? To nie jest hydroforek w domu, a tym bardziej, że wodę podaje bez ponoszenia jej na jakąś tam wysokość. Wydajność bardzo duża a napowietrzanie ma dużą powierzchnię Trzeba uważać i pompować wolniej, aby nie stworzyć jakiegoś zagrożenia i dziurek nawiercić czy wyrżnąć bardzo dużo. Lód trzeba było odśnieżać wcześniej, teraz to musztarda po obiedzie, bo śnieg przymarznięty do lodu, bo były deszcze, świeciło słonko, a padał dosyć dawno. Przyducha najbardziej grozi małym i płytkim zbiornikom i tam nawet niewielka ilość tlenu jest zbawienna. To takie moje gdybanie i myślę, że sens w tym jakiś jest.
Zed, ostro żeś pojechał;)
Ted już jedną kwestię nieco razjaśnił:) Tę o odśnieżaniu.
Tak tylko się nieśmiało zapytam: to ławtwiej będzie - co sugerujesz - dać robotę kilku bezrobotnym (a skąd na to kasa?), niż \"zorganizować\" motopompę?

O możliwych sposobach jej zorganizowania, tudzież źródłach finansowania paliwa, wspomniałem.

Jeszcze nieśmiało zapytam: to lepiej np. na 5 ha narąbać dziur takich, żeby się grabie zmieściły, poczem w każdej grabiami pomerdać? Czy może lepiej, żeby woda tłoczona przez motopompę natleniała się, płynąc po lodzie, i potem spływała do dziur? Przy okazji topiąc śnieg, bez konieczności jego odgarniania?

Ale cóż, ja to się tak za bardzo nie znam. Nigdy nie miałem ogrodowego stawiku...

Tylko tak sobie wspominam, że kiedyś to się i ze dwudziestu chłopa na lodzie zbierało. Dziur narobili, a potem - lenie paskudne - zamiast z szuflami zaiwaniać po tafli, tylko się gapili, jak motopompa za nich robotę całą robi...

Pozdrowionka:)
Bombli drogi...Wlewanie drogi jest oczywiście skuteczne sam to niejednokrotnie stosowałem, tyle że ja to wiadrami robiłem :p, hmmm, a czy mój stawik ogrodowy? nie powiedział bym, leży łon w dolinie Bugu i nie jest aż taki mały ;)

Wyrwałeś moje ,,grabie\" z kontekstu...pisałem o niewielkim zbiorniku, a Ty porównujesz od razu go do 5 ha? Pan, nie nada :P

Ty opisałeś motopompę, ja podzieliłem się wiedza inną, bo niby po co miał bym dopisywac coś do czegoś co przedstawiłeś, dośc dobrze?

I widziałem już większe przyduchy niż te na moim jak piszesz ,,ogrodowym stawiku\" więc jakieś wnioski wyciagnąłem już.

a odnośnie rąbania dziur...to można wyciąc piłą motorową :roll a na zbiorniku kilku-nasto hektarowym, nawet Ty ze swoją motopompą musiał byś naciąc trochę dziur by natlenic cały zbiornik równomiernie ( czyt. by dało efekt)

Choc może ,,u Was\" w centrum ryba się inaczej dusi i inne ma wymagania :grin

Reasumując- Motopompa faktycznie jest najlepsza, ale faktem jest że duzy zbiornik trudno natlenic czymkolwiem...

Pozdraiwam
Marcin
Czy wycinanie przerębli piłą motorową nie szkodzi wodzie? Mam piłę i myślałem o wykorzystaniu jej do takich właśnie celów. Obawiałem się jednak, czy olej (ten od smarowanie prowadnicy) nie narobi większych szkód niż przyducha. Czy zastosowanie oleju spożywczego może rozwiązać sprawę?
Marcin,
ależ ja nie do Twojej wypowiedzi się odnosiłem:) O czym na wstępie mojej odpowiedzi.

Popełniając artykuła miałem na myślii nieco więcej, niźli sadzawka ogrodowa. Którą - być może - rzeczywiście da się dotlenić przy pomocy siekiery, kubła i grabi.

Piszesz:
Cytat:
A co do przenoszenia ryb...to nie wolno raczej, lepiej próbowac natleniac, bo zmiany w zbiornikach będą radykalne...dusi się szczupak to go jeb, w inną wodę: tam wyżre wszystkie białe rybki, a w zbiorniku macierzystym zostanię ich nadmiar= zasrają, zagnoją, zaglonią. a przede wszystkim...odganiac kłusowników, bo to oni nie raz czynią większe skody niż matka natura,


Marcinie, miałem na myśli zbiorniki nieco większe od ogrodowej sadzawki. Takie, których za chińskiego boga nie da się przerzucić grabiami. A już na pewno motopompą :grin
Ratowanie 1ha stawu o średniej gł. ok. 2m (20000 m/3 wody) aby znacznie zwiększyć nasycenie wody tlenem trzeba przepompwac co najmniej 20-30% wody (ok. 6000 m/3) Średnia wydajność motopomy np 1000 l/godz. to około 6000 godzin pracy . Zużycie paliwa to ok 2l/godz (3,8 zł* 2l= 7,6 zł/godz) czyli koszt paliwa to ok 45 tys. zł.
Prościej i taniej odsnieżyć lód np. równymi pasami - efekt podobny jak przy całkowitym i wystarczy tylko 0,5 ha odśniezonego.
Tomek, powiadasz, że:
Cytat:
Średnia wydajność motopomy np 1000 l/godz.

Chodziło mi o normalną motopompę(np. używaną przez strażaków czy służby wodociągowe), nie o wydajną pompkę akwarystyczną :grin
Pomieszałem pompki :grin :grin
miało byc 1000l/min (nie na godzine) to około 100 godzin pracy (4dni) i koszt paliwa ok. 760 zł.
Tomek, a po co 4 dni nieprzerwanej pracy? Na hektarowym zbiorniku w zypełności wystarczy godzina dziennie. Biorąc pod uwagę, że przyduchowa \"kaszana\" trwa tydzień, najwyżej trzy, koszt jest minimalny.
Instytucjonalny posiadacz pompy (o takich w tekście), jeśli nawet nie chce lub nie może wpisać zużycia paliwa na cele społeczno-szlachetne, to \"wrzuci\" to w działkę szkoleń czy treningów.

Temat przez kilka kolejnych zim \"przerabiałem\" na zbiorniku użytkowanym przez moje ówczesne macierzyste koło. Toteż moja pisanina nie jest pomiotem wyobraźni.
Zaś sposób został nam wówczas podpowiedziany przez właściciela stawów hodowlanych:).
Pewnie, że można bawić się w ten sposób, ale tylko wtedy gdy sytuacja jest bardzo krytyczna, skromna obsada ryb a stawik jest niewielki. Aby takie pompowanie przyniosło w miarę zadowalające efekty, trzeba pobierać wodę w jednym końcu stawu a wpuszczać w drugim i co najważniejsze jak najdrobniej rozbijać strumień wody. W zbiornikach o charakterze bardziej naturalnym (o większej powierzchni, bez stałego dopływu wody np. małe jeziorka, żwirownie itp.) zdecydowanie lepsze efekty daje odśnieżanie pokrywy lodowej.
Hmmm...widze że porozumienia nie budiet ;)

Mniejsza o to,a odnośnie przenoszenia ryb...to gdzie masz napisane że mówiłem o wielkości zbiornika? czy pisałem że to ja je przenosiłem i, że to ,,ogrodowa sadzawka\". Nadinterpretujesz chyba...Więc wyjaśniam pisałem o sytuacji na starorzeczu Bugu ( kilka km długości, głębokośc ok 4-12 m) które nie jest małą wodą...W pewnym rowku tego lata roiło się od szczupaka. Wyszedł on z Buga i w owym rowku się zablokował, gdyż woda spadła, itd. No i wspaniałomyślny związek, przeniósł je do tego starorzecza w liczbie kilku tysięcy ( rozmiar ok 12-22 cm) I jaki skutek? taki że tam gdzie z reguły łowiłem piękne okonie, teraz okon trafa się na 7 szczupaków...W trzech rzutach zapiąłem trzy szczupaczki. Mało teraz białej ryby się pokazuje( mówię o drobnicy bo jasna sparawa że takie szczupaczki nie wyżrą leszczy po kilogramie :P )

A czy nie nawiązywałeś do mojej wypowiedzi...sam sobie odpowiedz, nie zauważyłem aby ktoś inny pisał o grabiach i ,,ogrodowym stawiku\".

Na zakończenie- Jak już kiedyś ktoś na forum napisał : każdy ma rację bo dzieli się swoimi doświadczeniami. I tym miłym akcentem zakończę swój udział w owej dyskusji

Ps. Ciągle zapominałem, fajny artykuł :grin

Pozdrawiam
Marcin
Rybal wpisz w Google ,, motopompa\" i zobacz pierwsza z brzega. Wydajnośc 1650litry / mniutę nie na godzinę jak Ty zakładasz. Jeżeli tylko tyle to taką ilość wody 6000m3 przerobi w 33h co zupełnie niepotrzebne, bo wystarczy kilka godzin. jezeli założymy 5 godz to za 40zł. Co to za kasa. Chodzi o to aby troszkę tego tlenu tam uzupełnić i aby zrobić taflę przezroczystą. reszte zrobi za nas natura. A tak po za tym to nie ścigajmy się kto mądrzejszy. Byłem dziś na jeziorze 18,5 m głębokości taka niecka . nie widać żadnej przyduchy. co prawda nic nie skubało i to nie tylko mnie. ale mam wiadomość ze zbornika retencyjnego Podedwórze. Tam głębokość 1,5 do 2,5 i przyducha ogromna. kłusole biorą szczupaczki koszami. wystarczy wyciać przerębel i poczekać. Nie wiem ile w tym prawdy ale usłyszalem takie zdanie. Nawet zieloni nic nie mówią.
Cytat:
Wydajnośc 1650litry / mniutę nie na godzinę jak Ty zakładasz

Ted, post pierwszy pisałem o 1 –wszej w nocy i nie zwróciłem uwagi na to, że przyjąłem wydajność mojej pompki do akwarium zamiast motopompy. Napisałem o tym dwa komentarze niżej (ale miałem ubaw).
Dalsza część komentarza jest dość dziwna
Kod: A tak po za tym to nie ścigajmy się kto mądrzejszy
Nie uważam, że jest to licytacja - kto jest mądry, a kto nie.
Z praktyki wiem, że stosowanie super wydajnych motopomp do błyskawicznego przetaczania wody w zbiornikach gdzie nastąpiła przyducha zimowa jest obłożone zbyt dużym ryzykiem pogorszenia sytuacji tlenowej.
Pozdr.
Tomasz, Z tym:
Cytat:
Z praktyki wiem, że stosowanie super wydajnych motopomp do błyskawicznego przetaczania wody w zbiornikach gdzie nastąpiła przyducha zimowa jest obłożone zbyt dużym ryzykiem pogorszenia sytuacji tlenowej.

masz całkowitą rację. Im płycej i im grubsza warstwa osadów, tym gorzej. Zbyt szybkie wyciąganie wody może spowodować zassanie mułu i przetoczenie go dalej. Zbyt szybkie wylewanie na lód może spowodować, że spływająca do innej dziury woda spowoduje wzruszenie osadów i ich przemieszczanie.
Przypadkiem \"odkryliśmy\" to w praktyce. Na szczęście - na maleńkiej zatoczce, niemal całkowicie odciętej od reszty zbiornika. I na szczęście omijanej przez ryby.