Końcówka czerwca, niedzielny poranek. Mam piękny sen... Stoję nad Bałtykiem - moją ulubioną częstochowską glinianką. W garści trzymam spinning i obławiam wlot ok. 100 metrowego kanału, łączącego Bałtyk z Adriatykiem - sąsiednią glinianką. Miejsce trudne, bo całe zarośnięte wikliną tak, że trudno tu nawet operować wędką. Kanałek ma tu ok. 1,5 m głębokości, ale to już początek lata. Z dna pod samą powierzchnię strzelają łany rdestnic i wywłócznika. Między nimi jest szeroki na ok. 40 cm, dwumetrowej długości korytarz. Jedyne miejsce pozwalające, jako tako, poprowadzić wabik, zanim zaczepi o zielsko. Co mnie poniosło, by łowić w tym buszu? Wszak kilka metrów dalej jest podobne stanowisko, tylko nieco głębsze, więc i błystkę prowadziłoby się łatwiej. No i nie ma gąszczu tych wierzbowych witek, które przy każdym powiewie wiatru chcą zepchnąć mnie do wody. Mimo to, z uporem balansuję właśnie tutaj, opierając się gałęziom.

Ripper kolejny raz zahacza o podwodne rośliny. Wyrywam je z korzeniami, a z mulistego dna unoszą się bańki gazu. Postanawiam „usprawnić” sobie łowienie. Z pudełka wygrzebałem ok. 18 gr „czwórkę” Mepsa Aglię Long z seledynowo-zielonym, holograficznym skrzydełkiem. Tej przynęty używam tylko jesienią, do obławiania głębokich, gliniankowych dołów, w poszukiwaniu szczupaków żerujących w toni. Ale o tej porze roku, nad tą mulistą wodną łąką? Który czerwcowy szczupak opychający się wiosennym narybkiem zaatakuje takie żelastwo? Nic to… Jak sen to sen - rządzi się swoimi prawami i nie zawsze musi być logiczny.

No więc zarzucam to śmigło prosto w wąski przesmyk między łanami rogatka … Łup! I siedzi! Zagrał hamulec kołowrotka, krótka walka, nieco chlapaniny i już jest mój. Całkiem przyzwoity, na oko 60 cm szczupak. Uwalniam go z kotwiczki i... TRRRrrrrrrrrrrr! - że też na weekend nie wyłączyłem budzika!

Niedzielny poranek, kawka, śniadanko i te sprawy. Rozpamiętuję swój cudowny wędkarski sen. A może jednak? Wszak na Bałtyk mam blisko. Rowerem dojadę w 10 minut. Chwytam spinning i pedałuję. Prosto nad zarośnięte wikliną i wywłócznikiem ujście kanałku. Z trudem przedzieram się przez krzaczyska by dostać się do wody. Pierwszy rzut prosto w wąski przesmyk miedzy łanami rogatka… Łup i siedzi! Zagrał hamulec kołowrotka, krótka walka, nieco chlapaniny i już jest mój. Przykładam miarkę – równe 60 cm! I chyba jest jasne na co go złowiłem?

Rafał Wroński *Mepsik*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Fajny sen i realne zdarzenia! Mam propozycję. Spokojnie możesz wysyłać swoje wędkarskie sny do nas, a później ich weryfikacje. Jeśli będziesz miał wysoką sprawdzalność to zrobimy na tym niezłe pieniądze :) Fajnie się czyta!
Fajny sen, chciałbym takie miewać. :grin
Oj, ludzie to mają sny..... A do tego prorocze :) Tylko pozazdrościć. No i fajnie się czyta :) :)