Baitcasting, bo o tym będzie ten tekst, zdominował całkowicie moje ganianie za drapieżnymi rybami. Pierwszy raz "macałem" taki zestaw kilka lat temu na Wyspie Jeleniej. Pamiętam, że było wtedy dwóch rybołapów, którzy łowili kijami z przelotkami u góry - Novis i Kamil. Spróbowałem oczywiście swoich sił w posługiwaniu się tym dziwnym zestawem. Nawet nieźle mi szło, ale wtedy wydawało mi się to jakimś niepotrzebnym komplikowaniem łowienia i snobizmem. Zmieniłem zdanie na diametralnie różne, ale zajęło to kilka lat.....

Rozmowy na spotkaniach WCWI, czytanie literatury, odwiedzanie portali związanych z "castem", powoli drążyły w mojej świadomości chęć zajęcia się na poważnie tematem. Jednakże dopiero połowy mojego kolegi Jacka w roku 2012 i widok jego sprzętu zmasakrowanego po jednym sezonie, sprawiły podjęcie decyzji:
"W przyszłym roku przesiadam się na casta".

Zima i wiosna upłynęły na pogłębianiu wiedzy. Kilka rozmów z Novisem i już wiedziałem czego mi potrzeba. Nie chciałem na początek wydawać jakiejś wielkiej sumy pieniędzy na sprzęt. Przyznaję jednak, że miałem fazę na patyk od rodbuildera. Piotrek mi to odradził ale chyba najbardziej do wyobraźni przemówiła perspektywa połamania takiego kija na moim łbie przez żonę, która choć charakteryzuje się ogromną tolerancją dla moich dziwactw wędkarskich, to pewnie sumy ok 1000zł by nie strawiła;).

Zacząłem jednak od zakupu multika. Novis, który zna środowisko castingowców zarekomendował używaną Daiwę w dobrej cenie od znanego na innym portalu wędkarza. Kilka telefonów, przelanie kasy i za dwa dni cieszyłem się nowym nabytkiem. Oględziny młynka rozpocząłem od.... rozbiórki na części pierwsze. Taki już jestem ciekawski typ, że musiałem zobaczyć co tam siedzi i zrozumieć co i dlaczego się kręci.

Kilka dni później, również za pośrednictwem Piotrka, stałem sie posiadaczem kija, o którym czytałem same pochlebne recenzje. Fajny blank, osprzęt Fuji, korek na dolniku. To Mars Cast za 200zł. Oznaczenie producenta odnośnie cw jest dziwne i nijak ma się do mocy tego patyka. Ale jak się przekonałem w krótkim czasie, to jest istna armata. A że producent nie bardzo markowy.... Cóż. Mnie to nie przeszkadza.

Ponieważ łowię głównie na Wiśle, miałem sprecyzowane założenia co do zestawu. Kij o długości 270cm, który obsłuży przynęty w zakresie 10-35g i młynek, który dobrze gada z plecionką. Moje oczekiwania w pełni zostały spełnione.

Naukę rzutów rozpocząłem ciężkim Gnomem na boisku szkolnym. Pełne politowania wyrazy twarzy moich sąsiadów, towarzyszyły mi przez pierwsze dni. Potem przyszło zainteresowanie i zrozumienie, które nawet przerodziło się w kibicowanie. Szybko załapałem na czym polega regulacja młynka i technika rzutów. Kij pięknie sie ładował a rzuty były coraz dłuższe i bardziej precyzyjne. Po tygodniu zrobiłem test polegający na porównaniu z zestawem stałoszpulowym. Zaskoczony byłem faktem, ze uzyskałem lepsze odległości z casta. No i ta celność....Stwierdziłem, że jestem gotów do pokazania się nad wodą z przeświadczeniem, że nie narobię sobie obciachu jakąś przypadkową brodą.

Życie jednak toczy się swoimi ścieżkami i nie zawsze zgodnymi z naszymi planami. Nad wodą pojawiłem się dopiero za dwa miesiące nad Zalewem Sulejowskim. Ostrzyłem sobie zęby na ten wyjazd ze względu na obecność castingowców jak i obiecane warsztaty. Z przyczyn obiektywnych ( bo było za gorąco, zupa była za słona a TJ postanowił upiększyć sobie palec kotwiczką ;)) nie doszły one do skutku.

Na Wiśle niżówka taka, że nie było sensu tracić czasu na wędkowanie. Dopiero na początku sierpnia zadebiutowałem nad wodą. W planie było pływanie pychówką i namierzenie za pomocą echosondy fajnych miejscówek.W oczekiwaniu na Jacka postanowiłem wykonać kilka rzutów, tym bardziej że kilka razy zaobserwowałem atak szczupaka na drobnicę. Żebyście widzieli osłupienie obserwatorów na widok gościa łowiącego "dziwnym" zestawem do tego z przelotkami na górze ;). Przypuszczam, że niektórzy dyskretnie kreślili znaczące kółko na głowie.

Po jakichś dwóch godzinach pływania znaleźliśmy obiecującą miejscówkę. Zerwana główka, miejscami przelana i głębokość 3m na napływie. Wręcz pachniało dużą rybą, a ja wreszcie z dala od wścibskich spojrzeń mogłem w pełni cieszyć się wędkowaniem. Na początek zawody. Jacek na zestawie z korbą, ja z multikiem, guma na 20g główce. Rzuty porównywalne odległościowo. Jest dobrze. Spodziewając się w takim miejscu szczupłego, zakładamy 30cm stalówki i duże gumy.

Prowadzenie przynęty, to kolosalna różnica w stosunku do zestawu z kołowrotkiem stałoszpulowym. Zapewne wynika to z braku załamania plecionki na kabłąku i nawijania prostopadle do osi kija. Ten fakt oraz to, że dłoń dotyka gołego blanku pod multikiem pozwalają wyczuć każdy niuans przynęty. Ale dopiero branie ryby daje zastrzyk adrenaliny. W moim przypadku było to jak porażenie prądem.
Niesamowite uczucie, którego nie doświadczyłem nigdy na zestawie z korbą. Sprawcą zamieszania był niestety bolek. Niestety, bo spodziewałem się szczupaka. :(

Zostało mi jeszcze jedno do przetestowania. Mianowicie łowienie nocne. Okazja nadarzyła się niebawem, kiedy to wspólnie z Glotoxem i moimi synami, spędziliśmy noc nad Wisłą (Weekendowe łowienie) i w tym przypadku nie miałem żadnych problemów - taki jestem zdolny czy cuś.... :)

Jesień minęła na kilku bezowocnych wyprawach. Bogatszy jestem o doświadczenia w posługiwaniu się castem i czytaniu echosondy, którą to życzliwie udostępnił mi do testowania TJ, za co bardzo mu dziękuję. Podziękowania również dla Novisa, który zainspirował mnie do takiego łowienia i dzięki któremu posiadam fajny zestaw. Oczywiście, że już marzy mi się jakiś Fenwick z multikiem Shimano. Ale to dopiero w przyszłości, jak już dojrzeję do tego aby w sposób świadomy dokonać wyboru.

Podsumowując moje dokonania i przemyślenia zaznaczam, że nie czuję się żadnym autorytetem w tym temacie aby wygłaszać jedynie słuszne tezy. Moje doświadczenia i wrażenia są subiektywne i nie każdy musi sie z nimi zgadzać.

Co mnie urzekło w posługiwaniu sie zestawem castingowym? Tak jak wyżej pisałem, prowadzenie i czucie przynęty, moment brania oraz możliwość operowania innym wachlarzem przynęt. Bardzo mi natomiast brakuje charakterystycznej dla korby terkotki, gdy ryba wybiera linkę.... Nie wiem jak wygląda łowienie w porze kiedy rękę trzeba chronić rękawicą, bo kciuk jednak musi kontrolować szpulkę. Mam nadzieję, że w tym roku wszystko przetestuję.

Głupie komentarze gapiów i innych wędkarzy, szybko przerodziły się w uwagi typu : "ciekawe to jest i fajne". A ja z dumą mogę powiedzieć, że jestem prekursorem baitcastingu w Nieszawie. A co, mały lansik też sie przyda... ;)

Roman Wesołowski *erwin*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Romuś, wszystko prawda, ale....
Mnie strasznie odstręcza od castingu (ciężkiego) brak konieczności pracy kijem przy holu. Mam wrażenie, że po zacięciu ryby wystarczy kręcić \"na windę\", a kij dobrze dobrany wytrzyma.
Moje złe wrażenia biorą się z wyjazdów na egzotyczne wody, gdzie próbowałem sprzęt castingowy w wydaniu 35-50 lbs mocy. Ryby tego wymagały, ale kije pod korbę i cały zestaw był zdecydowanie bardziej wymagający, co mnie cieszyło.
Miło czytać, że ludzie potrafią uczyć się, to coraz rzadziej spotykane. :grin Powodzenia :)
Pokraśniałem nieco, ale cieszę się Romek,iż miałem cząstkę udziału w twojej castingowej chorobie. Aha, są multiki z terkotką :grin
Bartek. Dla jednych posługiwanie się przynętą o masie 20g jest ciężkim spiningiem, a dla innych to light :grin.
Moje wrażenie jest zgoła inne. Wg mnie to cast wymaga większej uwagi i skupienia. Multik to wyciągarka i z tym się zgadzam. Natomiast brak konieczności pracowania kijem podczas holu to dla mnie jakaś herezja :p. Bez obrazy Bartuś :)
Piotrek. Łowię takim sprzętem jaki posiadam i w nim brakuje mi terkotki. Wiem, że są multiki w nią wyposażone. Tylko ceny jakieś chore..... :roll
:) no no, teraz ja muszę pomachać i też spłodzę artykuł. Pierwszego casta to miałem na morze jakieś 10 lat temu. Może doświadczenie się przyda. :)